Amsterdam: ciekawostki o stolicy Holandii

Wygraj
0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Pin It Share 0 Google+ 0 Email -- 0 Flares ×

Nie muszę zamykać oczu, by jego obraz pojawił się w głowie. Wąskie chodniki ułożone są równolegle do kolejnych malowniczych kanałów. Woda odbija liczne murowane kamieniczki, których mieszkańcy codziennie wędrują tędy do pracy, na targ i do pubów. Na kanałach wodne tramwaje pełne są tak lokalnych, jak i turystów, dla których codzienność mieszkańców miasta jest wymarzoną atrakcją. Cały czas obijam się o skojarzenia z malarstwem. Rembrandt, Vermeer czy van Gogh zdobią ściany tutejszych muzeów. W tych samych muzeach są też domki dla lalek, znakomicie opisane w książce „Miniaturzystka”.

amsterdam-922263_1280

No i zapach marihuany, tak wyraźny wieczorem na co bardziej imprezowych ulicach, albo w alejkach w parku. I dzielnica czerwonych latarni, po której sam spacer zostawia wspomnienie na długie lata. Wszak stolica Holandii już dawno zapomniała o swoich purytańskich korzeniach.

Uwielbiam to miasto! Tęsknię za nim. Tej jesieni jak szalona biegam po europejskich stolicach. We wrześniu był Rzym i Paryż, w listopadzie jadę do Londynu, a pewnie i jakiś Berlin się zdarzy. Pokazuję je Piotrowi, dla którego Paryż i Londyn do tej pory były znane z książek i filmów. I raz na jakiś czas dodaję:
-Muszę Cię wziąć do Amsterdamu.

Amsterdam odwiedziłam w swoim życiu trzykrotnie. Pierwszy raz jako dziecko zahaczyłam o nie w drodze do holenderskich parków rozrywki (Uwaga! Park Efteling jest lepszy od Legolandu i Disneylandu razem wziętych! Koniecznie weźcie tam dzieciaki). Drugi raz miałam 13 lat. Wtedy w Muzeum Van Gogha, w którym od tego momentu namiętnie się podkochuję, mama kupiła mi mój pierwszy pamiętnik. Do tej pory leży w szafie, skrywając moje miłosne sekrety i nieudolne próby literatury nastoletniej.

amsterdam-1150319_1280

Trzeci raz wyszedł już z mojej inicjatywy. Na komunię swojej chrześniaczki postanowiłam ją zabrać właśnie do Eftelingu. Spałyśmy wtedy w bajecznym hotelu, w którym pokój przypominał komnatę księżniczki, a na śniadaniu pomiędzy stolikami spacerował zabawiający dzieciaki skrzat. Wtedy też dwie noce spędziłyśmy w Amsterdamie. Opowiadałam Oli o Annie Frank, pływałyśmy tramwajem, tłumaczyłyśmy sobie opowieści z obrazów w Rijksmuseum, a w końcu skończyłyśmy w parku – ona na placu zabaw, ja w ogródku tamtejszej kawiarni. To było na dwa tygodnie przed założeniem tego bloga. 4 lata temu.

amsterdam-988047_1280

A dlaczego wam o tym opowiadam? Sprawa jest jasna: mam dla was zaproszenie dla dwóch osób do Amsterdamu!

Firma Piątka Bus zapytała mnie czy nie chciałabym ofiarować wam wycieczkę. No jasne! Zawsze szeroko się uśmiecham, jak dostaję od was zdjęcia z odwiedzonych przez was miejsc, w których pobyty wygraliście na blogu. Dostałam maile z Krakowa i ze SPA w Jankowicach I wiecie co? Bardzo, bardzo, bardzo chciałabym dostać pocztówkę z Amsterdamu!


 

Amsterdam: Ciekawostki o stolicy Holandii
Odpowiedzi po konkursie

Aga85:  Amsterdamczycy to wyjątkowo oszczędni ludzie. Jeśli zapraszają nas na urodziny, to oczekują, że przyniesiemy ze sobą to, co będziemy jeść. Ma to zapobiec sytuacji, w której gospodarze ponoszą dodatkowe koszty imprezy. Istnieje nawet wyrażenie „zrobić coś po holendersku”, czyli rozdzielić rachunek po równo na każdego uczestnika spotkania.
Na holenderskich urodzinach dużo się je i dużo pije. Ale jest jeszcze coś. Tutaj każdy uczestnik imprezy składa innemu życzenia. Można poczuć się jakbyśmy to my byli głównym bohaterem wieczoru.
Podczas wizyty w Holandii na pewno usłyszycie dwa słowa: gezellig i gezelligheid. To pierwsze można przetłumaczyć jako „zacisze”, ale zawiera ono w sobie o wiele szersze znaczenie. To uczucie komfortu, które można odczuć będąc w różnych miejscach i sytuacjach, np. siedzicie sobie z przyjaciółmi w jakiejś knajpie, gra fajna muzyka, jest wam wesoło. To właśnie gezellig. Albo zjeżdżacie na nartach z kimś bliskim. Jesteście sobie bliscy, wokół jest pięknie, świeci słońce… To też gezellig. :)

Piotr: W centrum starego Amsterdamu pojawiły się elektryczne skutery taksówki. Koszt przejazdu wynosi 2,50 euro. Założyciel usługi nazywanej Hopper (skoczek) Ruben Beugels uważa, że to nowość na skalę europejską. Ciekawe jakby to wyglądało u nas w naszych miastach. W końcu na skuterze można dojechać wszędzie i przy okazji ominąć korki ;)

Mar(t)a: W Amsterdamie powstał pierwszy na świecie „Hangover Bar” czyli „Kac Bar”, który adresowany jest dla osób „walczących z kacem”. Bar ten otwarty jest od piątku do niedzieli i stanowi oazę zieleni i spokoju. Najważniejszymi elementami wyposażenia baru są łóżka i przyporządkowane im telewizory. Klienci mogą wypocząć oglądając ulubiony serial. Poza tym jest także miejsce, gdzie można sprawdzić poziom alkoholu obecny w organizmie, a typowy bar pełen różnych alkoholowych trunków zastąpiony został tutaj barem tlenowym :) Bar tlenowy wspiera szybszą regenerację i stawia klientów na nogi. Wygodny materac, dobre jedzenie, witaminy i telewizyjna rozrywka mają być panaceum na skutki nadmiernego spożycia alkoholu. Ciekawe, co? :)

Joaśka: Z Amsterdamem łączy się wiele interesujących faktów. Jednym z nich jest istnienie Pathé Tuschinski przy Reguliersbreestraat. Pierwotna nazwa tego miejsca to Theater Tuschinski. Jeśli kogoś interesuje kino bądź lubi podążać ścieżkami Polaków za granicą, czy też interesuje się historią Żydów polskich, to powinien właśnie zajrzeć do wspominanego Pathé Tuschinski. Miejsce to wpisuje się bowiem w te trzy zakresy tematyczne.
Pathé/Theater Tuschinski jest jednym z najlepiej zachowanych europejskich teatrów filmowych powstałych w latach 20. XX wieku. Mieści się ono w budynku, będącym mieszanką architektonicznych stylów – Jugendstil/Art Nouveau i Art Déco.
Jednak myślę, że byłoby tam warto zajrzeć, nawet gdyby nie było ono ciekawe z perspektywy architektonicznej.
Tym, co według mnie również może przyciągnąć do tego miejsca, jest historia jego założyciela – Abrahama Icka Tuszyńskiego. Osobiście, dzięki jego biografii, zajrzałabym tam nawet, gdybym Pathé Tuschinski mieściło się w podupadającym budynku. Mianowicie biografia Tuschinskiego nadaje się na film, a przynajmniej na reportaż prasowy/książkowy. Urodził się on w żydowsko-polskiej rodzinie w Brzezinach koło Łodzi w latach 80. XIX wieku. Jego pierwotnym celem był „American dream”. Dlatego też w 1904 roku postanowił wyemigrować do Stanów Zjednoczonych, ale ostatecznie znalazł się w Holandii. Najpierw osiadł w Rotterdamie. Tam też założył kino. Po kilku latach, otwierając w międzyczasie jeszcze kilka innych kin, postanowił stworzyć pałac kinowy w Amsterdamie. W tym miejscu warto dodać, że jako przedsiębiorca był tam związany nie tylko z branżą kinematograficzną. Najpierw bowiem pracował jako krawiec. Prowadził także Hotel Polski w Rotterdamie, w którym zatrzymywali się polscy migranci w drodze do Stanów Zjednoczonych. A w przypadku życia prywatnego, można rzec, że co prawda miał żonę, ale istnieje o nim opinia, że lubił kobiety. Jego życie przerwała II wojna światowa. Zginął w 1942 roku w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Niewątpliwie jednak jego historia przypomina amerykańskie opowieści o tych z serii „od pucybuta do milionera”, tyle że została zrealizowana w Europie i można ją streścić „od krawca do wielkiego kinematograficznego wizjonera”, po którym zostało w Amsterdamie kino, właściwie kinowy pałac reprezentujący połączenie secesji i art déco, które niektórzy nazywają stylem Tuszyńskiego („Tuschinski style”).

Dominika: Niezwykle osobliwym jest sposób przekazywania uczniom wyników matur. Każdy z abiturientów jest o nich telefonicznie informowany przez nauczyciela. Następnie, jeśli uczeń otrzymał wynik pozytywny, na znak ukończenia szkoły, w oknie wywiesza się flagę holenderską z plecakiem szkolnym. Ciekawe również mogą okazać się imiona noszone przez Holendrów, dziecko może zostać nazwane niemal każdym słowem, o ile nie jest ono obraźliwe i możliwe jest jego zapisanie w alfabecie łacińskim.

Ola: Do amsterdamskich tramwajów wchodzi się co drugimi drzwiami a drugimi co-drugimi wychodzi. Biletem trzeba piknąć i na wejściu i na wyjściu. Bramka zagradzająca wejście znajduje się dokładnie na wysokości twarzy czterolatki…

Judy Ka: Arkadiusz Milik znany jest w Polsce głownie z tego, że chociaż gra na pozycji napastnika – to goli dla reprezentacji nie strzela. Tymczasem w Ajaksie Amsterdam przez 2 sezony był na tyle skuteczny, że walczył o tytuł najlepszego piłkarza ligi holenderskiej – w jednym meczu strzelił nawet 6 goli! Nic dziwnego że tutejsi kibice bardzo go sobie cenią. Do tego stopnia, że podczas Euro 2016 znajdujący się na Potgieterstraat bar Benjamin na czas meczy naszej reprezentacji zmienił nazwę na bar Milik, zaś skwer tuż przed lokalkem – nazwano placem Arkadiusza.

Paula:  W Vondelparku dozwolone jest uprawianie seksu, natomiast zabronione jest bycie nago :)

Ania: Kamienice w Amsterdamie opatrzone są bardzo dużymi oknami, których Holendrzy zwyczajowo nie zasłaniają firankami, czy też żaluzjami. Zwyczaj ten ma historyczne uzasadnienie. W wieku XIX posiadanie zasłoniętych okien było uważane wręcz za niestosowne. Zasłony i firany w Holandii pełniły funkcję dekoracyjną, okna zawsze były odsłonięte, co stanowiło niejako dowód o wierności zony podczas nieobecności męża. W tamtym czasie Holendrzy wyznawali zasadę: „Nie mam nic do ukrycia, Bóg i tak wszystko widzi”. Swego czasu wprowadzono w Holandii podatek od firanek. Był to przejaw wojny religijnej między katolikami i protestantami. Protestanci w tamtych czasach nie mieli firanek w oknach, w przeciwieństwie do katolików. W ten sposób władca starał się opodatkować przeciwników religijnych.

A czemu domy w Amsterdamie przechyliły się na bok? Dokładnie z tego samego powodu, co Krzywa Wieża w Pizie – niestabilnego gruntu. Amsterdam zbudowano na błotach przy ujściu rzeki Amstel do zatoki Zuiderzee. By wznieść tam coś wyższego i solidniejszego niż mała, drewniana chatka, trzeba było ustabilizować grunt, wbijając drewniane pale. Nawet dwadzieścia na metr kwadratowy – jak to uczyniono pod największym ratuszem Europy, a obecnie pałacem królewskim. Drewno jednak było w ówczesnej Holandii towarem deficytowym – w kraju lasy już dawno wycięto, by wzmacniać tamy, zaś najbliższe większe puszcze rosły w odległych o kilkaset kilometrów niemieckich górach. A że drewno było też potrzebne do budowy coraz to nowszych statków, to było ono naprawdę drogie. Przez to jeden i drugi inwestor uznali, że a nuż uda się zaoszczędzić oszukując naturę i zamiast np. tysiąca pali wbijano tylko 600. Jednak natura nie dała się tak łatwo i stąd właśnie mamy domy przechylone na bok.

 Lotnisko Schiphol położone jest 4m p.p.m na dawnym polderze1 Haarlemmermeer (kiedyś jezioro) na południowy zachód od miasta.

Tomek: Otóż był sobie kiedyś dość sławny malarz – nazywają go Rembrandtem, chociaż jego pełne imię to: Rembrandt Harmenszoon van Rijn (nie, to nie jest ta super ciekawostka:D) – i był on Holendrem, czyli pochodził z Holandii! Wszyscy też wiemy, że stolicą tego pięknego kraju jest oczywiście Amsterdam, a jego sercem wspaniały, amsterdamski ratusz, który co prawda ratuszem już nie jest, ale przez długi czas można go tak było nazywać. Teraz jest to budynek jeszcze bardziej znamienity – Pałac Królewski! W budynku tym, jak to w ratuszu, czy też pałacu, znajdują się różnego rodzaju obrazy. Jednakże przechodząc jego przepięknymi i jakże majestatycznymi korytarzami, przystając na każdym kroku, aby kontemplować zapierającą dech w piersiach sztukę, nie zobaczymy żadnego dzieła naszego dzisiejszego bohatera – Rembrandta. Czemu? To jest właśnie ta ciekawostka, o której chciałem opowiedzieć!

W dzisiejszych czasach nieposiadanie obrazu tak sławnego malarza jest dość normalne – kogo stać żeby je kupić? Jednak przecież istniały czasy, kiedy można było kupić bardzo tanio, a nawet dostać taki obraz od samego twórcy (wszak to jego kraj, jego stolica!). Co więc stanęło na przeszkodzie? Ludzki charakter – otóż Rembrandt i jeden z rajców miejskich bardzo się pokłócili, a wręcz znienawidzili, co doprowadziło do tego, że ani nasz ulubieniec obrazów ofiarować nie chciał, ani rajcy przyjąć ich nie chcieli, a jedyny obraz, który wisiał w ratuszu, zwrócono jego właścicielowi. Sytuacja ta utrzymała się tak długo, aż było już za późno żeby ją naprawić.
I tak oto w skutek różnic charakterów początkowo ratusz amsterdamski, a teraz już pałac królewski, cierpi na brak Rembrandta, a wystarczyło tylko przeprosić…

Karolina: Lubicie ciekawe rzeźby wplecione w miejski krajobraz? Warto w takim razie przejść się do parku Leidsebosje, gdzie na jednym z drzew można przyuważyć małego człowieczka z piłą. Autor rzeźby jest nieznany. „Tree guy” miał pojawić się tajemniczo na drzewie w roku 1989 :)

Agere: Ukradli Ci rower w Amsterdamie? Nic straconego, wybierz się nocą na rynek rowerowy!
To tam handlarze spod „czarnej gwiazdy” sprowadzają stare lub też po prostu kradzione rowery i sprzedają je za 5-10 euro. Najciekawszym jednak jest fakt, że precedens ten jest w pełni akceptowany przez lokalne władze, jako element „pozbywania się nadmiaru bezpańskich rowerów w mieście”.

Alina: W 2014 r. w Amsterdamie zniknęła ławka stojąca w sąsiedztwie amsterdamskich kanałów Leidsegracht i Keizergracht. Była to, jak się okazuje, słynna ławka, która pojawiła się w jednej ze scen filmu „Gwiazd naszych wina” – to na niej siedzieli główni bohaterowie podczas kluczowej dla ich przyszłości rozmowy. O kradzież ławki podejrzani byli fani książki, na podstawie której powstał film. Władze miasta planowały jak najszybciej postawić nową ławkę na wzór pierwowzoru. Chętnie sprawdziłabym, czy tak się stało :)

Chaos: John Lennon i Yoko Ono byli oddanymi wojownikami o pokój na świecie. Ich pierwszy happening z cyklu Bed-in for Peace miał miejsce 5 dni po ich ślubie- w apartamencie Hiltona właśnie w Amsterdamie. W dniach 25-31 marca 1969 leżeli w łóżku i udzielali wywiadów: „Chodziło o to, żeby ludzie zostali w łóżkach i pozwolili włosom rosnąć, zamiast przyczyniać się do przemocy na świecie. Długie włosy to piękna rzecz, w dodatku pokojowa i nikomu nie szkodzi” – mówił brodaty John Lennon.

Agata S: Przy ulicy Prinsengracht przy kamienicy numer 296 stoi przycumowana barka towarowa zaadaptowana na mieszkanie, która pełni rolę muzeum. Jego celem jest ukazanie życia ludzi na wodzie, które to wcale nie jest tu takie rzadkie. W mieście kanałów jest bowiem ponad 2,5 tysiąca rodzin, których domem są łódki.

Rdzenni Amsterdamczycy to najwyżsi ludzie w Europie i drudzy najwyżsi na świecie. Średnia wzrostu mężczyzn wynosi tu ponad 183 cm, a kobiet ponad 173 cm.

Amsterdam to zlepek wyrazów, który oznacza „tamę na rzece Amstel” – Pierwsze wzmianki o miejscu nazywanym Amstelldamm pochodzą z XIII wieku. Nazwa z czasem ewoluowała do dzisiejszej formy, a dziś słowo Amstel kojarzy się nie tylko z rzeką, ale także z browarem i najpopularniejszym w Holandii piwem.

Homomonument – w Amsterdamie znajduje się homomonument w kształcie trzech trójkątów układająych się w większy trójkąt. Jest to symbol, jakim oznaczano homoseksualnych mężczyzn w obozach zagłady. Homomonument ma być hołdem dla wszystkich osób prześladowanych ze względu na swoją orientację seksualną, a co jeszcze ciekawsze, symbolizować ma również czas. Każdy z trzech trójkątów to oddzielny okres: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

Magda: Planujesz zakup roweru,po co? – weź wędkę i jedź do Amsterdamu :) Co roku z amsterdamskich kanałów wyławia się od 12 do 15 tysięcy rowerów ;)Skąd one się tam biorą? Powodem jest albo kradzież, akt wandalizmu albo ktoś parkuje rower na niedozwolonym lub „nie swoim” miejscu i jakiś „uprzejmy” sąsiad przeparkowuje rower na dno kanału. W Internecie znaleźć można również też historie roweru zdmuchniętego do wody przez wiatr.

Magdalena:  W Amsterdamie znajduje się jedyne na świecie – pływające schronisko dla kotów :) Wszystko zaczęło się w 1966 r., kiedy to pewna wrażliwa kobieta znalazła i przygarnęła bezdomną kocią mamę wraz z potomstwem. Kobietą tą była Henrietta van Weelde. Z czasem kotów zaczęło przybywać, a sama Henriette zyskała miano „Kociej Pani”. W 1968 roku jej dom, ogród i dach były już zapełnione kotami,kobieta wpadła na świetny, a zarazem oryginalny pomysł. Kupiła dużych rozmiarów barkę, która wkrótce stała się kocim przytuliskiem. Był 1968 r., który stał się początkiem długiej historii tego niezwykłego schroniska dla kotów o nazwie De Poezenboot. „Kocią Łódź” można odwiedzać codziennie w godz. 13.00-15.00. Jest zakotwiczona w centrum Amsterdamu na kanale Singel przed numerem 40.

Anna: W Amsterdamie można popłynąć darmowym promem miejskim do części Noord i przepływając obok na wpół zanurzonej łodzi podwodnej dotrzeć do starej stoczni, gdzie zrobiono skate park, gdzie można pooglądać niecodziennie graffiti, gdzie znajdziemy również sporą głowę z Wyspy Wielkanocnej, a znaki zrobione są ze starych boj. Drugim super ważnym miejscem są dwa sklepy z serami i czekoladą, znajdujące się w piwnicach przy Markecie Kwiatowym, gdzie przez cały rok można trafić na degustację w nieograniczonej ilości. Panie na bieżąco kroją dziesiątki kawałków sera, które możemy dopchnąć czekoladkami krojonymi obok ;) Majstersztyk, zwłaszcza dla studentów w potrzebie. I jeszcze jedno – rowery z naklejkami w kolorze żarówiasto żółtym lub pomarańczowym, to oznaczenie od Straży Miejskiej, że on już chwilę stoi i jak nie zostanie zabrany, to po 7 dniach utylizują. Często oznacza to, że właściciel go opuścił, więc Straż go odcina i można sobie upolować zupełnie legalnie ;) Pozdrawiam!

Zadanie konkursowe: Co nas najbardziej ciekawi, gdy przewodnik oprowadza nas po nowym miejscu? Daty? A skąd! Są to ciekawostki! Dlatego w ramach zadania konkursowego proszę was, byście w komentarzu do tego tekstu napisali ciekawostkę o Amsterdamie. Tematyka szeroka: może to być coś z historii, z kulinariów, z nowoczesnej kultury młodzieżowej czy z geografii. Może to być ciekawostka turystyczna, lub ekonomiczna. Razem z Piotrem wybierzemy tę najoryginalniejszą, najmniej oczywistą i taką, po przeczytaniu której zrobiliśmy wielkie WOW! Zaskoczcie nas!

Nagroda: Do wygrania mam dla was bilety na przejazd do Amsterdamu (w tę i z powrotem) dla Ciebie i osoby towarzyszącej. Nagroda ufundowana jest przez firmę Piątka Bus, która oferuje przejazd od drzwi do drzwi w województwach: małopolskim, śląskim, opolskim, dolnośląskim i lubuskim. Czy bus jedzie z waszej miejscowości? Sprawdzicie to tutaj. Jeśli tak, podjedzie po was pod sam dom. Jeśli nie, to możecie wybrać dowolne miejsce spotkania w wymienionych miastach. Np. u cioci czy przyjaciółki. :) 

Termin: Na odpowiedzi czekam do końca października (31.10.2016 do północy). Zwycięzcę ogłoszę 2 listopada na zależnym fanpage’u. Najciekawsze odpowiedzi opublikuję na blogu. Niech służą potomnym i inspirują do zwiedzania. :)

O organizatorze: Organizatorem konkursu jest firma Piątka Przewozy, która oferuje regularne przejazdy małymi busami do Berlina i Amsterdamu. Przejazdy odbywają się od drzwi do drzwi. Można zabrać ze sobą dwa duże bagaże (łącznie do 50 kg) i bagaż podręczny (5 kg) na osobę.

Inne: Wygrany może skorzystać z biletów do końca 2017 roku, w wybranym przez siebie terminie, z zaznaczeniem, że musi zarezerwować miejsca w busie 2 tygodnie przed wycieczką. Wycieczka nie musi być do samego Amsterdamu, jeśli interesuje was inne miejsce na trasie. Np. Rotterdam, Haarlem czy Utrecht. Wymieniony w tekście park Efteling jest np. przy mieście Tilburg. Jeśli chcecie się tam wybrać, to jest okazja. Szczegóły na stronie przewoźnika. 

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony www.pixabay.com i zostały udostępnione na zasadach CC  

Print Friendly
The following two tabs change content below.

Agnieszka Ptaszyńska

pisarka podróżnicza
z wykształcenia polonistka, z zamiłowania podróżniczka, wielbicielka włoskiej kawy i dużych psów. Straszna bałaganiara w życiu i na papierze (dysortografka). Promotorka idei odpowiedzialnego podróżowania, którą stara się przekazać na blogu. Zawsze chętnie służy podróżniczą radą. Publikowała na Onecie, w Czasie Kultury i na portalach podróżniczych. A no i napisała przewodnik po Trapani :)

23 przemyślenia na temat “Amsterdam: ciekawostki o stolicy Holandii”

  1. ~Fru pisze:

    Jakby mnie mogło zabraknąć ;)

    Kamienice w Amsterdamie są bardzo wąskie ponieważ dawno temu na właścicieli nieruchomości nakładano podatek zależny od szerokości fasady budynku. Holendrzy są skąpi i przedsiębiorczy więc zaczęli stawiać budynki bardzo wąskie lecz pnące się w górę i w głąb. Najwęższa kamienica znajduje się przy kanale Singel pod numerem 7. Jej szerokość to zaledwie metr i na najniższym poziomie zajęty jest on w całości przez drzwi :)

    1. ~Maciej pisze:

      Dlaczego zabytkowe kamienice w Amsterdamie i innych miastach Holandii są pochylone nieco „do przodu” wszystko ze względu na podatki od gruntu. Wychylone pietra mają większy metraż a przed wszystkim nie trzeba budować szerokich klatek schodowych bo meble wstawia się przez .. okno a pochylenie czołowej ściany znacznie to ułatwia.

  2. ~ewik pisze:

    Ogród Botaniczny (Hortus Botanicus) w Amsterdamie jest najstarszym ogrodem botanicznym na świecie. Rada miejska podjęła decyzje o jego powstaniu 12 listopada 1638 roku. Z kolekcji 4 tys. roślin najstarszym egzemplarzem jest 300-letnie drzewo chlebowe z Południowej Afryki. Największy pawilon to „The Three Climates Glass House” pawilon, który w środku ma trzy strefy klimatyczne: podzwrotnikową, pustynną oraz tropikalną. Zgromadzone rośliny znakomicie imitują dżunglę i lasy tropikalne południowej Ameryki.

    Moja pasją jest ogród, więc bardzo chętnie odwiedziłabym ogród botaniczny w Amsterdamie.

  3. Dość znanym faktem jest, że Nowy Jork nosił dawniej nazwę Nowy Amsterdam – oczywiście za sprawą kolonizatorów holenderskich. Mało osób wie jednak, że nadal podróżując do Stanów Zjednoczonych możemy udać się do miejscowości Nowy Amsterdam. Miejscowość ta nie przypomina jednak w żadnym stopniu Nowego Jorku – liczba jego mieszkańców wynosi niezmiennie od 6 lat zawrotne 27 osób.

  4. ~Anna pisze:

    W Amsterdamie można popłynąć darmowym promem miejskim do części Noord i przepływając obok na wpół zanurzonej łodzi podwodnej dotrzeć do starej stoczni, gdzie zrobiono skate park, gdzie można pooglądać niecodziennie graffiti, gdzie znajdziemy również sporą głowę z Wyspy Wielkanocnej, a znaki zrobione są ze starych boj. Drugim super ważnym miejscem są dwa sklepy z serami i czekoladą, znajdujące się w piwnicach przy Markecie Kwiatowym, gdzie przez cały rok można trafić na degustację w nieograniczonej ilości. Panie na bieżąco kroją dziesiątki kawałków sera, które możemy dopchnąć czekoladkami krojonymi obok ;) Majstersztyk, zwłaszcza dla studentów w potrzebie. I jeszcze jedno – rowery z naklejkami w kolorze żarówiasto żółtym lub pomarańczowym, to oznaczenie od Straży Miejskiej, że on już chwilę stoi i jak nie zostanie zabrany, to po 7 dniach utylizują. Często oznacza to, że właściciel go opuścił, więc Straż go odcina i można sobie upolować zupełnie legalnie ;) Pozdrawiam!

  5. ~Magdalena pisze:

    W Amsterdamie znajduje się jedyne na świecie – pływające schronisko dla kotów :)

    Wszystko zaczęło się w 1966 r., kiedy to pewna wrażliwa kobieta znalazła i przygarnęła bezdomną kocią mamę wraz z potomstwem. Kobietą tą była Henrietta van Weelde. Z czasem kotów zaczęło przybywać, a sama Henriette zyskała miano „Kociej Pani”. W 1968 roku jej dom, ogród i dach były już zapełnione kotami,kobieta wpadła na świetny, a zarazem oryginalny pomysł. Kupiła dużych rozmiarów barkę, która wkrótce stała się kocim przytuliskiem. Był 1968 r., który stał się początkiem długiej historii tego niezwykłego schroniska dla kotów o nazwie De Poezenboot. „Kocią Łódź” można odwiedzać codziennie w godz. 13.00-15.00. Jest zakotwiczona w centrum Amsterdamu na kanale Singel przed numerem 40.

  6. ~Magda pisze:

    Planujesz zakup roweru,po co? – weź wędkę i jedź do Amsterdamu :)
    Co roku z amsterdamskich kanałów wyławia się od 12 do 15 tysięcy rowerów ;)
    Skąd one się tam biorą? Powodem jest albo kradzież, akt wandalizmu albo ktoś parkuje rower na niedozwolonym lub „nie swoim” miejscu i jakiś „uprzejmy” sąsiad przeparkowuje rower na dno kanału.
    W Internecie znaleźć można również też historie roweru zdmuchniętego do wody przez wiatr.

  7. ~Agata S. pisze:

    1. Przy ulicy Prinsengracht przy kamienicy numer 296 stoi przycumowana barka towarowa zaadaptowana na mieszkanie, która pełni rolę muzeum. Jego celem jest ukazanie życia ludzi na wodzie, które to wcale nie jest tu takie rzadkie. W mieście kanałów jest bowiem ponad 2,5 tysiąca rodzin, których domem są łódki.
    2. Rdzenni Amsterdamczycy to najwyżsi ludzie w Europie i drudzy najwyżsi na świecie. Średnia wzrostu mężczyzn wynosi tu ponad 183 cm a kobiet ponad 173 cm.
    Amsterdam to zlepek wyrazów, który oznacza „tamę na rzece Amstel” – Pierwsze wzmianki o miejscu nazywanym Amstelldamm pochodzą z XIII wieku. Nazwa z czasem ewoluowała do dzisiejszej formy, a dziś słowo Amstel kojarzy się nie tylko z rzeką, ale także z browarem i najpopularniejszym w Holandii piwem.
    3. Budynki w Amsterdamie chylą się we wszystkich możliwych kierunkach, a są ku temu dwa powody. Po pierwsze, już w XVI wieku wyznacznikiem prestiżu dla mieszkańców Amsterdamu była lokalizacja domu. W najlepszych miejscach mogli budować tylko najbogatsi mieszkańcy, ale żeby miejsca starczyło dla wszystkich, ograniczono szerokość działek do 9 metrów. Co więcej, nałożono też duży podatek od metra zabudowy na gruncie, dlatego frontowa ściana wychylona nad chodnik pozwalała na zwiększenie powierzchni mieszkalnej, nie wpływając na powierzchnię bazową. Nie marnowano też miejsca na schody, więc przy ścianie frontowej często montowano żuraw umożliwiający transport większych przedmiotów na wyższe piętra.
    Kolejnym czynnikiem wypływającym na pochylenie budynków jest po prostu niestabilność gruntu.
    4. Homomonument – w Amsterdamie znajduje się homomonument w kształcie trzech trójkątów układająych się w większy trójkąt. Jest to symbol, jakim oznaczano homoseksualnych mężczyzn w obozach zagłady. Homomonument ma być hołdem dla wszystkich osób prześladowanych ze względu na swoją orientację seksualną, a co jeszcze ciekawsze, symbolizować ma również czas. Każdy z trzech trójkątów to oddzielny okres: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

    1. ~Alina pisze:

      W 2014 r. w Amsterdamie zniknęła ławka stojąca w sąsiedztwie amsterdamskich kanałów Leidsegracht i Keizergracht. Była to, jak się okazuje, słynna ławka, która pojawiła się w jednej ze scen filmu „Gwiazd naszych wina” – to na niej siedzieli główni bohaterowie podczas kluczowej dla ich przyszłości rozmowy. O kradzież ławki podejrzani byli fani książki, na podstawie której powstał film. Władze miasta planowały jak najszybciej postawić nową ławkę na wzór pierwowzoru. Chętnie sprawdziłabym, czy tak się stało :)

  8. ~chaos pisze:

    John Lennon i Yoko Ono byli oddanymi wojownikami o pokój na świecie. Ich pierwszy happening z cyklu Bed-in for Peace miał miejsce 5 dni po ich ślubie- w apartamencie Hiltona właśnie w Amsterdamie. W dniach 25-31 marca 1969 leżeli w łóżku i udzielali wywiadów: „Chodziło o to, żeby ludzie zostali w łóżkach i pozwolili włosom rosnąć, zamiast przyczyniać się do przemocy na świecie. Długie włosy to piękna rzecz, w dodatku pokojowa i nikomu nie szkodzi” – mówił brodaty John Lennon.

  9. ~agere pisze:

    Ukradli Ci rower w Amsterdamie? Nic straconego, wybierz się nocą na rynek rowerowy!
    To tam handlarze spod „czarnej gwiazdy” sprowadzają stare lub też po prostu kradzione rowery i sprzedają je za 5-10 euro. Najciekawszym jednak jest fakt, że precedens ten jest w pełni akceptowany przez lokalne władze, jako element „pozbywania się nadmiaru bezpańskich rowerów w mieście”.

  10. ~Karolina pisze:

    Lubicie ciekawe rzeźby wplecione w miejski krajobraz? Warto w takim razie przejść się do parku Leidsebosje, gdzie na jednym z drzew można przyuważyć małego człowieczka z piłą. Autor rzeźby jest nieznany. „Tree guy” miał pojawić się tajemniczo na drzewie w roku 1989 :)

  11. ~Tomek pisze:

    Hej Hej Hej!
    Nie wiem na ile to oryginalne, na ile zabawne, ale ja taką ciekawostkę zapamiętałem najbardziej:

    Otóż był sobie kiedyś dość sławny malarz – nazywają go Rembrandtem, chociaż jego pełne imię to: Rembrandt Harmenszoon van Rijn (nie, to nie jest ta super ciekawostka:D) – i był on Holendrem, czyli pochodził z Holandii! Wszyscy też wiemy, że stolicą tego pięknego kraju jest oczywiście Amsterdam, a jego sercem wspaniały, amsterdamski ratusz, który co prawda ratuszem już nie jest, ale przez długi czas można go tak było nazywać. Teraz jest to budynek jeszcze bardziej znamienity – Pałac Królewski! W budynku tym, jak to w ratuszu, czy też pałacu, znajdują się różnego rodzaju obrazy. Jednakże przechodząc jego przepięknymi i jakże majestatycznymi korytarzami, przystając na każdym kroku, aby kontemplować zapierającą dech w piersiach sztukę, nie zobaczymy żadnego dzieła naszego dzisiejszego bohatera – Rembrandta. Czemu? To jest właśnie ta ciekawostka, o której chciałem opowiedzieć!
    W dzisiejszych czasach nieposiadanie obrazu tak sławnego malarza jest dość normalne – kogo stać żeby je kupić? Jednak przecież istniały czasy, kiedy można było kupić bardzo tanio, a nawet dostać taki obraz od samego twórcy (wszak to jego kraj, jego stolica!). Co więc stanęło na przeszkodzie? Ludzki charakter – otóż Rembrandt i jeden z rajców miejskich bardzo się pokłócili, a wręcz znienawidzili, co doprowadziło do tego, że ani nasz ulubieniec obrazów ofiarować nie chciał, ani rajcy przyjąć ich nie chcieli, a jedyny obraz, który wisiał w ratuszu, zwrócono jego właścicielowi. Sytuacja ta utrzymała się tak długo, aż było już za późno żeby ją naprawić.
    I tak oto w skutek różnic charakterów początkowo ratusz amsterdamski, a teraz już pałac królewski, cierpi na brak Rembrandta, a wystarczyło tylko przeprosić…

  12. ~Ania pisze:

    1. Kamienice w Amsterdamie opatrzone są bardzo dużymi oknami, których Holendrzy zwyczajowo nie zasłaniają firankami, czy też żaluzjami. Zwyczaj ten ma historyczne uzasadnienie. W wieku XIX posiadanie zasłoniętych okien było uważane wręcz za niestosowne. Zasłony i firany w Holandii pełniły funkcję dekoracyjną, okna zawsze były odsłonięte, co stanowiło niejako dowód o wierności zony podczas nieobecności męża. W tamtym czasie Holendrzy wyznawali zasadę: „Nie mam nic do ukrycia, Bóg i tak wszystko widzi”.

    Swego czasu wprowadzono w Holandii podatek od firanek. Był to przejaw wojny religijnej między katolikami i protestantami. Protestanci w tamtych czasach nie mieli firanek w oknach, w przeciwieństwie do katolików. W ten sposób władca starał się opodatkować przeciwników religijnych.

    2. A czemu domy w Amsterdamie przechyliły się na bok? Dokładnie z tego samego powodu, co Krzywa Wieża w Pizie – niestabilnego gruntu. Amsterdam zbudowano na błotach przy ujściu rzeki Amstel do zatoki Zuiderzee. By wznieść tam coś wyższego i solidniejszego niż mała, drewniana chatka, trzeba było ustabilizować grunt, wbijając drewniane pale. Nawet dwadzieścia na metr kwadratowy – jak to uczyniono pod największym ratuszem Europy, a obecnie pałacem królewskim. Drewno jednak było w ówczesnej Holandii towarem deficytowym – w kraju lasy już dawno wycięto, by wzmacniać tamy, zaś najbliższe większe puszcze rosły w odległych o kilkaset kilometrów niemieckich górach. A że drewno było też potrzebne do budowy coraz to nowszych statków, to było ono naprawdę drogie. Przez to jeden i drugi inwestor uznali, że a nuż uda się zaoszczędzić oszukując naturę i zamiast np. tysiąca pali wbijano tylko 600. Jednak natura nie dała się tak łatwo i stąd właśnie mamy domy przechylone na bok.

    3. Lotnisko Schiphol położone jest 4m p.p.m na dawnym polderze1 Haarlemmermeer (kiedyś jezioro) na południowy zachód od miasta.

  13. ~Paula pisze:

    W Vondelparku dozwolone jest uprawianie seksu, natomiast zabronione jest bycie nago :)

  14. ~Judy Ka pisze:

    Arkadiusz Milik znany jest w Polsce głownie z tego, że chociaż gra na pozycji napastnika – to goli dla reprezentacji nie strzela. Tymczasem w Ajaksie Amsterdam przez 2 sezony był na tyle skuteczny, że walczył o tytuł najlepszego piłkarza ligi holenderskiej – w jednym meczu strzelił nawet 6 goli! Nic dziwnego że tutejsi kibice bardzo go sobie cenią. Do tego stopnia, że podczas Euro 2016 znajdujący się na Potgieterstraat bar Benjamin na czas meczy naszej reprezentacji zmienił nazwę na bar Milik, zaś skwer tuż przed lokalkem – nazwano placem Arkadiusza.

  15. Do amsterdamskich tramwajów wchodzi się co drugimi drzwiami a drugimi co-drugimi wychodzi. Biletem trzeba piknąć i na wejściu i na wyjściu. Bramka zagradzająca wejście znajduje się dokładnie na wysokości twarzy czterolatki…

  16. ~Dominika pisze:

    Ciekawostka dotycząca nie tylko Amsterdamu, ale całej Holandii :)
    Niezwykle osobliwym jest sposób przekazywania uczniom wyników matur. Każdy z abiturientów jest o nich telefonicznie informowany przez nauczyciela. Następnie, jeśli uczeń otrzymał wynik pozytywny, na znak ukończenia szkoły, w oknie wywiesza się flagę holenderską z plecakiem szkolnym. Ciekawe również mogą okazać się imiona noszone przez Holendrów, dziecko może zostać nazwane niemal każdym słowem, o ile nie jest ono obraźliwe i możliwe jest jego zapisanie w alfabecie łacińskim.

  17. ~Joaśka pisze:

    Z Amsterdamem łączy się wiele interesujących faktów. Jednym z nich jest istnienie Pathé Tuschinski przy Reguliersbreestraat. Pierwotna nazwa tego miejsca to Theater Tuschinski. Jeśli kogoś interesuje kino bądź lubi podążać ścieżkami Polaków za granicą, czy też interesuje się historią Żydów polskich, to powinien właśnie zajrzeć do wspominanego Pathé Tuschinski. Miejsce to wpisuje się bowiem w te trzy zakresy tematyczne.
    Pathé/Theater Tuschinski jest jednym z najlepiej zachowanych europejskich teatrów filmowych powstałych w latach 20. XX wieku. Mieści się ono w budynku, będącym mieszanką architektonicznych stylów – Jugendstil/Art Nouveau i Art Déco.
    Jednak myślę, że byłoby tam warto zajrzeć, nawet gdyby nie było ono ciekawe z perspektywy architektonicznej.
    Tym, co według mnie również może przyciągnąć do tego miejsca, jest historia jego założyciela – Abrahama Icka Tuszyńskiego. Osobiście, dzięki jego biografii, zajrzałabym tam nawet, gdybym Pathé Tuschinski mieściło się w podupadającym budynku. Mianowicie biografia Tuschinskiego nadaje się na film, a przynajmniej na reportaż prasowy/książkowy. Urodził się on w żydowsko-polskiej rodzinie w Brzezinach koło Łodzi w latach 80. XIX wieku. Jego pierwotnym celem był „American dream”. Dlatego też w 1904 roku postanowił wyemigrować do Stanów Zjednoczonych, ale ostatecznie znalazł się w Holandii. Najpierw osiadł w Rotterdamie. Tam też założył kino. Po kilku latach, otwierając w międzyczasie jeszcze kilka innych kin, postanowił stworzyć pałac kinowy w Amsterdamie. W tym miejscu warto dodać, że jako przedsiębiorca był tam związany nie tylko z branżą kinematograficzną. Najpierw bowiem pracował jako krawiec. Prowadził także Hotel Polski w Rotterdamie, w którym zatrzymywali się polscy migranci w drodze do Stanów Zjednoczonych. A w przypadku życia prywatnego, można rzec, że co prawda miał żonę, ale istnieje o nim opinia, że lubił kobiety. Jego życie przerwała II wojna światowa. Zginął w 1942 roku w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Niewątpliwie jednak jego historia przypomina amerykańskie opowieści o tych z serii „od pucybuta do milionera”, tyle że została zrealizowana w Europie i można ją streścić „od krawca do wielkiego kinematograficznego wizjonera”, po którym zostało w Amsterdamie kino, właściwie kinowy pałac reprezentujący połączenie secesji i art déco, które niektórzy nazywają stylem Tuszyńskiego („Tuschinski style”).

  18. ~Mar(t)a pisze:

    W Amsterdamie powstał pierwszy na świecie „Hangover Bar” czyli „Kac Bar”, który adresowany jest dla osób „walczących z kacem”. Bar ten otwarty jest od piątku do niedzieli i stanowi oazę zieleni i spokoju. Najważniejszymi elementami wyposażenia baru są łóżka i przyporządkowane im telewizory. Klienci mogą wypocząć oglądając ulubiony serial. Poza tym jest także miejsce, gdzie można sprawdzić poziom alkoholu obecny w organizmie, a typowy bar pełen różnych alkoholowych trunków zastąpiony został tutaj barem tlenowym :) Bar tlenowy wspiera szybszą regenerację i stawia klientów na nogi. Wygodny materac, dobre jedzenie, witaminy i telewizyjna rozrywka mają być panaceum na skutki nadmiernego spożycia alkoholu. Ciekawe, co? :)

  19. ~Piotr pisze:

    W centrum starego Amsterdamu pojawiły się elektryczne skutery taksówki. Koszt przejazdu wynosi 2,50 euro. Założyciel usługi nazywanej Hopper (skoczek) Ruben Beugels uważa, że to nowość na skalę europejską. Ciekawe jakby to wyglądało u nas w naszych miastach. W końcu na skuterze można dojechać wszędzie i przy okazji ominąć korki ;)

  20. ~Aga85 pisze:

    Amsterdamczycy to wyjątkowo oszczędni ludzie. Jeśli zapraszają nas na urodziny, to oczekują, że przyniesiemy ze sobą to, co będziemy jeść. Ma to zapobiec sytuacji, w której gospodarze ponoszą dodatkowe koszty imprezy. Istnieje nawet wyrażenie „zrobić coś po holendersku”, czyli rozdzielić rachunek po równo na każdego uczestnika spotkania.
    Na holenderskich urodzinach dużo się je i dużo pije. Ale jest jeszcze coś. Tutaj każdy uczestnik imprezy składa innemu życzenia. Można poczuć się jakbyśmy to my byli głównym bohaterem wieczoru.

    Podczas wizyty w Holandii na pewno usłyszycie dwa słowa: gezellig i gezelligheid. To pierwsze można przetłumaczyć jako „zacisze”, ale zawiera ono w sobie o wiele szersze znaczenie. To uczucie komfortu, które można odczuć będąc w różnych miejscach i sytuacjach, np. siedzicie sobie z przyjaciółmi w jakiejś knajpie, gra fajna muzyka, jest wam wesoło. To właśnie gezellig. Albo zjeżdżacie na nartach z kimś bliskim. Jesteście sobie bliscy, wokół jest pięknie, świeci słońce… To też gezellig. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Pin It Share 0 Google+ 0 Email -- 0 Flares ×