EKUZ: Czy wiesz, że w Europie jesteś ubezpieczony? Tak, ty!

medical-563427_1280

Znacie ten moment na wycieczce, że czujecie, że coś jest nie tak? Macie gorączkę, na skórze pojawia się dziwna wysypka, ledwo wstajecie z łóżka lub od kilku godzin wymiotujecie. Zwykle w Polsce poszlibyście do lekarza. Ale w Polsce nie jesteście.

Wyjechaliście na podbój Europy. To miała być dwutygodniowa przyjemna wycieczka, ale nie wyszło. Coś was pokarało i nici z przyjemnych wakacji. Leżycie w hotelowym łóżku i wysyłacie towarzyszy niewoli po aspirynę. Ci chcą was jednak zabrać do lekarza, ale mówicie „nie”. Dlaczego? Bo nie ubezpieczyliście się. Bo nie wyobrażacie sobie, ile to będzie kosztować. Bo po prostu boicie się, że wasz portfel tego nie wytrzyma. Wolicie więc przeczekać to 5 dni i pójść do lekarza już w Polsce.

Byłam w takiej sytuacji. We Francji złapałam paskudną wysypkę, która nie dość, że nie chciała zejść, to jeszcze sprawiała, że drapałam się do krwi. A problem polegał na tym, że nie wracałam do Polski za tydzień, ale za kilka miesięcy. Wygrzebałam więc z torebki moją kartę EKUZ i wybrałam się do pobliskiego lekarza. Czy się uda?

button_czytaj-wiecej

Print Friendly
The following two tabs change content below.

Agnieszka Ptaszyńska

pisarka podróżnicza
z wykształcenia polonistka, z zamiłowania podróżniczka, wielbicielka włoskiej kawy i dużych psów. Straszna bałaganiara w życiu i na papierze (dysortografka). Promotorka idei odpowiedzialnego podróżowania, którą stara się przekazać na blogu. Zawsze chętnie służy podróżniczą radą. Publikowała na Onecie, w Czasie Kultury i na portalach podróżniczych. A no i napisała przewodnik po Trapani :)

Ostatnie wpisy Agnieszka Ptaszyńska (zobacz wszystkie)

19 przemyśleń na temat “EKUZ: Czy wiesz, że w Europie jesteś ubezpieczony? Tak, ty!”

  1. Jeszcze nie używałem EKUZ, ale wyrabiam za każdym razem od lat, gdy jeżdżę do Włoch :) W artykule napisałaś o wizycie u francuskiego lekarza za 8 euro, co przy limicie dziennym 10 euro było znaczące. A przecież była jeszcze recepta? Znajomi Włosi uważają, że w ich kraju jest jakiś dziwny układ i mają najdroższe leki w Europie. Warto z Polski brać małą apteczkę z lekami na podstawowe przypadłości, bo u nas generalnie jest to najtańsze w UE (może za wyjątkiem Bułgarii i Rumunii).

  2. Ciekawa jest też kwestia takich Państw (popularnych turystycznie) jak Monako, czy San Marino. Czy tam EKUZ działa?

  3. ~Dawid pisze:

    W ogóle nie trzeba się bać zagranicznej publicznej służby zdrowia. Kilka lat temu w Wietnamie koleżankę złapało choróbsko – podejrzewaliśmy malarię,bo wyglądało to bardzo groźnie. W drogiej prywatnej klinice polecanej przez przewodnik był akurat remont. Pacjentka nam gasła, nie mogliśmy się bawić w zbyt długie szukanie, więc pojechaliśmy prosto do publicznego szpitala – takiego z pacjentami leżącymi na korytarzu i kobietą przywiezioną z wypadku, która umarła na naszych oczach, bo reanimacja się nie udała. Dogadać się w rejestracji było ciężko, ale kiedy trafiliśmy już do lekarza, zostaliśmy obsłużeni po angielsku, zrobiono wszystkie badania łącznie z tymi, które wykluczyły malarię,podano leki, wypisano recepty i wypuszczono do domu. Choroba przeszła, a całość kosztowała nas tak śmiesznie mało,że nawet nie było sensu starać się o zwrot z ubezpieczenia.

  4. ~Iza pisze:

    Ja uzywalam angielskiej w jednej z placowek lubelskich do mojego lekarza rodzinego to z laska mie przyjmowano. Dopiero jak wyszla moja lekarka to wtedy mnie zapusali ale recepcjonistka z pretensjami ze nastepnym razem przyjma na ta karte jak bedzie zagrozenie zycia. Taka fajna ta polska

  5. ~Pudelek pisze:

    Na szczęście tylko raz musieliśmy korzystać z karty – pod katedrą w Wilnie coś użarło moją partnerkę. Noga zaczęła puchnąć, po dwóch dniach ciężko chodzić, więc poszliśmy do szpitala w Trokach (w Wilnie nie udało nam się ustalić który szpital by nas przyjął). Pomogła jedna z pacjentek z kolejki mówiąca po polsku, w rejestracji obejrzano kartę, w sąsiednim budynku zrobiono zastrzyk i po problemie ;)

  6. Świetny, mega przydatny tekst, bo myślę, że wiele osób nie wie o tej karcie. Pozdrawiam!

  7. ~Pinezka na mapie pisze:

    Warto przypominać o takich rzeczach. Ja podczas wyjazdów zawsze mam ze sobą kartę EKUZ, tym bardziej, że jej wyrobienie nic nie kosztuje i zajmuje dosłownie 5 minut. Na szczęście do tej pory nie miałam okazji z niej skorzystać, ale przezorny zawsze ubezpieczony :)

  8. ~KArol Werner pisze:

    Znane!Mam już kilka lat, choć na szczęście jeszcze nie musiałęm używać ;)

  9. Po raz pierwszy dowiedziałam się o EKUZ dwa lata temu. Od tej pory wyrobiłam ją dwa razy :) I pewnie teraz na wakacje też, bo teraz przegapiłam, że skończyła mi się ważność i kilka wyjazdów pojadę bez. Ale w razie czego zawsze jest Euro26 :)

  10. ~kori pisze:

    Zawsze jak jadę w Europę to Ekuz wyrabiam, nie miałam okazji nigdy go użyć i mam nadzieję że nigdy nie użyję. Natomiast czytałam rożne opinie na temat czy była przydatna czy nie.

  11. Zawsze jak wyjeżdżam na dłuższy wyjazd to wyrabiam kartę, która potem i tak jest ważna przez pół roku, więc już w ogóle luksus. Nic nie kosztuje i wystarczy wypełnić wniosek:) Mimo to i tak się obawiam, że jak przyjdzie co do czego to będą problemy z tą kartą:)

  12. ~Kamil B pisze:

    Wiadomo, że lepiej jest mieć taką kartę. Zastanawiam się jednak, czy faktycznie zawsze jest tak bezproblemowo jak tutaj piszesz :-)

    1. No mnie zabolało to, jak się dowiedziałam, że we Francji trzeba płacić za wizytę. Ale skoro Francuzi też muszą, a nie tylko zagraniczni, no to przełknęłam tę wiadomość.

  13. ~Magda pisze:

    Na pewno jest lepiej mieć taką kartę, a wyrobienie jej majątku nie kosztuje, także warto zadbać o zdrowie będąc za granicą.

  14. ~kasia pisze:

    Wydaje mi sie, ze EKUZ nie obejmuje transportu medycznego do kraju i nie obejmuje transportu zwlok do kraju.

  15. ~Paulina pisze:

    A czy karta EKUZ działa wtedy gdy pójdę do prywatnej zagranicznej kliniki (chodzi o dentystę chirurga), czy musi to być opieka państwowa – (szpital)??

    1. ~Anna pisze:

      Dwa lata temu byłam w Portugalii. Dwa razy. I pech chciał,że za każdym razem musiałam się leczyć. Pierwszy raz – coś mi wpadło do oka. Wydawało mi się, że wypłukałam. Przejechałam na rowerze ok. 25 km a oko boli i boli. W najbliższym malusieńkim miasteczku (Serpa)poszłam do szpitala. Pan w portierniorejestracji nie miał pojęcia co mu pokazuję. Zapłaciłam 10 euro i nie zawracałam sobie głowy zwrotem po powrocie do Polski.
      Za drugim razem wyjechałam przeziębiona, co zamieniło się w paskudne zapalenie gardła. Poszłam do szpitala. Zaprowadzono mnie do przychodni z drugiej strony szpitala. Okazało się, że to PRYWATNA klinika. Wizyta 35 euro. Zbadali, wypisali receptę. Niestety nie wyleczyłam się całiem i poszłam jeszcze raz. Znowu 35 euro. Lecz tym razem pan doktor wpisał nr karty na receptę, co podobno sprawiło, że lekarstwa były tańsze. Razem koszt leczenia 70 euro. Po powrocie do kraju złożyłam w NFZ-cie wniosek o zwrot kosztów i po PÓŁROCZNYM oczekiwaniu dostałam pieniądze – 260 zł, już nie pamiętam ile dokładnie, ale dwieście sześćdziesiąt ileś.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>