12 powodów, dla których musisz zobaczyć Palermo

Palermo (1)

W artykule:
–> największe atrakcje Palermo, wraz z umieszczonym na UNESCO Monreale
–> kontrast między przepięknym miastem, a jego zaniedbaniem przez lokalne władze
–> street art i kultura alternatywna w stolicy Sycylii


Chodzimy ciemnymi ulicami Palermo. Gdzieniegdzie nieproszony mężczyzna proponuje nam odprowadzenie pod mieszkanie, popilnowanie samochodu czy przyniesienie biletu parkingowego. Chcemy tylko, by dał nam spokój. Domy są poniszczone, na ścianach pamiętających II wojnę światową umieszczone zostały wątpliwej jakości, często wulgarne, graffiti. Czerwone światła jakby nie mają znaczenia, pasy ruchu zostały namalowane „sztuka dla sztuki”, a przechodząc przez targ automatycznie chwytam kurczowo torebkę. Śmierdzi, jest głośno, nieestetycznie.

button_czytaj-wiecej

Print Friendly
The following two tabs change content below.

Agnieszka Ptaszyńska

pisarka podróżnicza
z wykształcenia polonistka, z zamiłowania podróżniczka, wielbicielka włoskiej kawy i dużych psów. Straszna bałaganiara w życiu i na papierze (dysortografka). Promotorka idei odpowiedzialnego podróżowania, którą stara się przekazać na blogu. Zawsze chętnie służy podróżniczą radą. Publikowała na Onecie, w Czasie Kultury i na portalach podróżniczych. A no i napisała przewodnik po Trapani :)

Ostatnie wpisy Agnieszka Ptaszyńska (zobacz wszystkie)

23 przemyślenia na temat “12 powodów, dla których musisz zobaczyć Palermo”

  1. ~polakogruzin pisze:

    Fascynująca miejsca, szczególnie katakumby i miejski steet Art. Doskonały tekst!

  2. W Palermo byliśmy baaaardzo dawno temu i niestety tylko jeden dzień. Nie starczyło nam czasu na włóczenie się uliczkami. Wyjątkowo utkwiły mi w pamięci właśnie katakumby, bo rzeczywiście wciąż się zastanawiałam, czy udostępnienie ich zwiedzającym to dobry pomysł. Ale za to lody, to zawsze dobry pomysł, a te najlepsze na Sycylii ever jedliśmy właśnie w Palermo :)

  3. Anna Witkowska pisze:

    Fajne miejsce, typowe dla poludniowej Europy. Wiele kolorow, zycie na ulicy cos co ludzi z polnocnej Europy fascynuje. Tez polecam.

  4. Przydatna lista, dzięki! A przy okazji – podobne katakumby z mumiami mnichów są w czeskim Brnie.

    1. wiem, wiem – muszę się wybrać :)

  5. ~Marcin W pisze:

    Świetne są te wszystkie miejsca a Palermo otacza naprawdę pociągająca aura! Jak byliśmy ostatnio na Sycylii, okazało się, że (uwaga, uwaga), wyspa jest za duża i nie uda nam się zobaczyć wszystkiego ;) toteż zostawiliśmy Palermo na kiedyś. Z chęcią tam pojadę, dzięki za dobrą paczkę informacji! :)

    1. Heh, byłam na Sycylii już ponad 110 dni i nadal nie udało mi się wszystkiego zobaczyć ;) Następnym razem – sycylijskie góry i wschód wyspy.

  6. Aga! Wyliczanka – punktowanka. Ja wiem, że potrafisz Pisać (przez wielkie „P”)! Także dzisiaj ode mnie kop w zadek – następnym razem chcę przeczytać historię, a nie prześliznąć się przez listę pisaną w amerykańskim stylu: go there, do that, i w ogóle to „musisz zobaczyć”. Nic nie muszę. Ale Ty potrafisz mnie zachęcić, jeśli tylko zechcesz, wiesz? ;)

    1. Ło to po mnie pojechałaś trolu. A wstęp też Ci się nie podoba? Bo w jego pisaniu włączyłam mode:literackość.
      A tekst jest i ma być wyliczanką, bo ja amerykańskie wyliczanki lubię! Ja od nich zaczynam planowanie podróży. Jak mam ochotę na literaturę podróżniczą, to idę do biblioteki ;)

  7. ~sekulada.com pisze:

    Ja już od dawna planuję ekspansję na Palermo i to wcale nie ze względu na ohydną katedrę, absolutnie nie powiedziałbym że jest piękna. Wygląda jak stodoła, ah podekscytowałem się niepotrzebnie. Otóż kapucyni i katakumby, które zamieszkują! Wyglądają jak z horroru co też czyni to miejsce bardzo apetycznym (jakkolwiek to nie brzmi…) Świetny wpis, będę wiedział jak zaplanować sobie wizytę stolicy Sycylii!

  8. Wpisuję na moją listę! Miasto wygląda super :)

  9. Palermo, kiedyś chciałabym tam pojechać, sama nazwa brzmi dla mnie cool.

  10. ~Rusek pisze:

    Opis Palermo mocno przerysowany i pokolorowany. Po pierwsze – wszechobecny bałagan na ulicach jest nieakceptowalny nawet dla samych mieszkańców. Jednakże ich leniwa natura nie pozwala zhańbić się pracą. Niemiłosierne korki i hałas skutecznie psują uroki miasta. Śmieci walające się wszędzie są prawdziwą wizytówką Palermo, dopiero w tle jest cała reszta atrakcji. Katakumby – jak zrobiła Pani zdjęcie, skoro obowiązuje tam bezwzględny zakaz fotografowania? Kawa na Sycylii? Jakiś żart! Sycylijska kawa jest jedną z najgorszych we Włoszech a na wyspie istnieje w zasadzie tylko jedna palarnia i to niezbyt wysokich lotów. Jedzenie – oczywiście kwestia gustu, ale kontynentalna Italia ma znacznie więcej do zaoferowania. Jak można zachwycać się bułką z sezamem wypełnioną podsmażoną śledzioną i płucami bydlęcia? Imprezy kulturalne w Palermo? Jakie konkretnie, bo kalendarz artystyczny na 2015 rok był jednym z mniej licznych w ostatnim 10-leciu…
    Ciekawy już jestem opisu wschodu wyspy… Ohy i ahy nad Taorminą będą i pewnie o Etnę zahaczysz…
    Dodam, że moje wrażenia nie są odczuciem z jednodniowej wycieczki zorganizowanej przez podrzędne biuro turystyczne. Żyłem tu (bo musiałem) pół roku i nigdy więcej.

    1. Ale nie rozumiem w czym problem? Przecież piszę o tym bałaganie, prawda? Piszę nawet o jego przyczynach i o tym, że miasto bywa nienawidzone. Zdjęcie katakumb, tak jak podpisane – nie moje, użyte na zasadach CC. O kiepskiej włoskiej kawie też pisałam ;). Jedzenie – nie ma czegoś takiego jak jedzenie kontynentalnej Italii. Wszystko zależy od regionu. O imprezach kulturalnych przecież nic nie napisałam. A co pisałam o Taorminie, to można już znaleźć na blogu. ;) Tak, też mieszkałam na Sycylii. Nie pół roku, ale cztery miesiące.

      1. ~Rusek pisze:

        Agnieszko,
        ja nie neguję Twojego opisu tylko pytam wprost: skąd taki tytuł?! „12 powodów, dla których musisz zobaczyć Palermo” zamieniłbym na „12 powodów, dla których można pominąć Palermo”.
        Artykułu o wschodzie wyspy, przyznaję, nie czytałem jeszcze. Niemniej domyślam się, że pieje z nich zachwyt. A ja jestem zdania, że jeśli ktoś bywał we włoskich miastach czy też francuskich, hiszpańskich itp. nie obije sobie szczęki o chodnik.
        Kuchnia kontynentalna – skrót myślowy. Chodzi o kuchnię „nie wyspiarską”, nad którą często roztacza się tudzież tajemniczą otoczkę i kult.
        Za pytanie dot. zdjęcia katakumb przepraszam, nie widziałem źródła.
        Pozdrawiam.
        Rusek

        1. ~Jagoda pisze:

          Rusku, chętnie przeczytalibyśmy o Twoich sześciu miesiącach na Sycylii.

  11. ~Marcin pisze:

    Katakumby – do dziś się wstydzę jak pomyślę. Znajomy pisarz pisał książkę o takich miejscach i poprosił mnie o zdjęcia katakumb, pomimo zakazu jak debil biegałem i pstrykałem zdjęcia nieboszczykom.. Żalll – gdybym wtedy spotkał sam siebie to… A Sycylia jest piękna i ludzie fajni..

  12. ~WerS pisze:

    Cześć, zastanawiam się ile dni poświęcić na Palermo podczas 2-tygodniowego pobytu na Sycylii? Zaczynam od Taorminy, potem Wyspy Liparyjskie, Cefalu, Palermo i Trapani. Początkowo planowałam 5 dni w Palermo i 1 dzień w Trapani (stamtąd wylatuję), ale może lepiej skrócić pobyt w Palermo do 4 dni, a 2 poświęcić dla Trapani? Czy mogę prosić o radę?

    1. tak, lepiej 2 dni w Trapani. Dzięki temu zrobisz Saliny i Erice

  13. trzy punkty koniecznie odwiedzę będąc na Sycylii już niedługo:) przydatny wpis!

  14. ~laurit pisze:

    piękne zdjęcia!!
    przekonały mnie, żeby zostać w Palermo dwa dni, a nie jeden, jak początkowo planowałam :)

    1. super! Miłego pobytu :)

  15. ~Bartek pisze:

    Syf, kiła i mogiła, czyli uroki Palermo po mojemu

    Piszę z Palermo. Wybrałem się tutaj bezpośrednim lotem z Wrocławia 4 grudnia na tygodniowy pobyt. Dziś jest szósty dzień. Głowę mam tak wypełnioną, że właściwie nie wiem, od czego zacząć… Chyba od ulicy, bo to życie uliczne jest kwintesencją tego miejsca. W Palermo ani się nie zakochałem, ani go nie znienawidziłem. Ale cieszę się, że tu jestem, choć tydzień… to za długo, szczególnie o tej porze roku, kiedy pogoda jest tu kapryśna i jednego dnia w słońcu na przepięknej plaży Mondello termometr pokazuje 23 stopnie, a nazajutrz niebo szczelnie przysłaniają chmury i pada nieustannie. Stąd nagła potrzeba pisemnego podzielenia się z wami moim subiektywnym spojrzeniem.
    Wróćmy do zapachów, smaków i widoków ulicy, a dodam, że mieszkam w fajnym apartamencie przy Via Porta Santa Agata, w zabytkowej, kilkusetletniej kamienicy, w samym sercu największego ulicznego targowiska-dzielnicy – Ballaro. Nie jest to bazar, jaki znacie z miast Polski czy nawet Europy. Tutaj handluje się wszędzie: na ulicach, chodnikach, ławkach, skwerach, trawnikach (tych akurat jest niewiele). Wokół panuje gigantyczny bałagan, śmieci walają się po ulicach, a wśród nich prezerwatywy, resztki jedzenia, połamane meble, właściwie to wszystko. Zwierzęta, głównie koty, mewy i szczury, mają tu ogromną restaurację. W powietrzu unosi się zapach ryb, owoców morza, powszechnego street foodu zmieszanego z potem i smrodem mieszkających tu osób, które z higieną często mają na bakier. Jest bardzo wielu imigrantów z Afryki, spośród których niektórzy prowadzą sklepiki czy chociażby zakłady fryzjerskie, a inni snują się bez celu dniami i nocami (szczególnie po zmierzchu można poczuć się niebezpiecznie). Oczywiście zakupy robią to zarówno mieszkańcy dzielnicy, turyści (których jest tu teraz bardzo niewielu – pewnie ze względu na porę roku), jak i będący kontrastem Włosi z bogatszych dzielnic (co widać na pierwszy rzut oka po ubiorze i aparycji zadbanych mężczyzn i kobiet).
    We Włoszech jestem po raz trzeci, po dwutygodniowym pobycie w Toskanii i tygodniu spędzonym w rejonie Wenecji. I takiego jedzenia jak w Palermo, nie smakowałem w żadnej innej części buta. Dla smakoszy owoców morza to istny raj. W Ballaro na ulicy za grosze kupicie: schowane w muszlach vongole, obłędne ostrygi, które na świat zewnętrzny zamknięte są tak silnie, że bez specjalnego noża ich muszli otworzyć nie sposób. Uliczne kramy wypełniają nieporównywalne z jedzonymi nigdzie indziej krewetki różnych gatunków, wędzone śledzie sprzedawane z wnętrznościami wypełnionymi ikrą i mleczem (tak, tak, to worek pełen spermy), ryby mieczniki, ośmiornice, kalmary, mątwy i tak bym mógł chyba bez końca… Koniecznie spróbujcie tutejszych serów, z których szczególnie polecam te z dodatkiem pistacji. Uliczne jedzenie, czyli popularny tu street food, to odrębny rozdział. Nie podzielam bezkrytycznych zachwytów wielu podróżników nad daniami z podrobów, jak chociażby słynnych tutaj bułek ze śledzioną czy fragmentami ścięgien. Próbowałem. Rozumiem jednakowoż, że dla rdzennych mieszkańców Palermo to smaki tak naturalne, jak dla nas gołąbki. Dlatego nie dziwią mnie kolejki przy prowizorycznych kramach stojących na co drugim rogu. Parzonych karczochów warto spróbować, by wyrobić sobie własną opinię. W moim rankingu ulicznych warzyw na łeb na szyję biją je… patate, czyli podawane prosto z gara gotowane ziemniaki, których obłędny smak to jedno z większych zaskoczeń. Zresztą ziemniaki podawane są tutaj na wiele sposobów, chociażby na… pizzy. Spróbować trzeba pieczonych na ulicy kasztanów, grillowanej papryki, bakłażana i cukinii. Desery to obowiązek, bo takich smakołyków nie ma nigdzie indziej. Palermiańscy cukiernicy to prawdziwi mistrzowie, co potwierdza także wybredne podniebienie mojej żony, a ono w tej kwestii się nie myli. I na koniec części kulinarnej to, od czego powinienem zacząć, czyli śniadanie. Lokalny przysmak to faszerowane ryżem z mięsem ragu, mozarellą czy warzywami mączne kulki w panierce, smażone na głębokim oleju. Jest też ogromny wybór delikatnie ozdobionych z wierzchu plastrem mięsa czy pomidorkiem bułeczek, które po chwyceniu w dłoń zaskakują ciężarem, bo okazuje się, że wnętrze jest wypełnione pyszną wariacją mięs, serów i warzyw. Tak, Palermo to jedna wielka restauracja, dlatego na miejscu pierwszym stawiam kulinaria.
    Skoro jesteśmy przy zmysłach, to czas na słuch, bo hałas jest tu niemiłosierny, głównie ze względu na samochodowe klaksony bez których tutejsi kierowcy czuli by się chyba jak my bez sprzęgła czy pedału gazu. Trąbią wszyscy na wszystkich, na drodze zasadą… jest brak zasad. Ruchem drogowym rządzi prawo dżungli. Pieszy na ulicy (czy nawet chodniku!) praw nie ma żadnych, ledwo widoczne pasy to w praktyce fikcja. Kierowcy skuterów są panami świata. Kiedy ktoś maszeruje sobie poboczem ulicy pozbawionej chodników, a z naprzeciwka jedzie sznur aut i do tego jeszcze zgraja skuterów, skutecznym sposobem na pozbycie się pieszego jest na przykład najechanie mu na but. Tego doświadczyłem na własnej skórze, kiedy odwracając się gwałtownie zastałem uradowanego od ucha do ucha Sycylijczyka w średnim wieku na skuterku. Dlatego między innymi samochód z wypożyczalni większą cześć pobytu stoi zaparkowany na ulicy. Przejażdżka po mieście to jak rosyjska ruletka, krew w żyłach płynie szybciej, a adrenalinę czuć w takim stężeniu, jakby ktoś zaaplikował ją strzykawką. Większa część samochodów jest uszkodzona. Porysowanym i powgniatanym lakierem nikt się tu nie przejmuje, szurające po ziemi błotniki i wiszące lusterka to chleb powszedni. Lakiernik zajęcia nie ma, bo jego praca w Palermo pozbawiona jest sensu.
    Najbezpieczniej więc spacerować, chociaż… uważać trzeba także, patrząc pod nogi krok za krokiem. Wiekowe uliczki i chodniki wyłożone są w większości marmurem i granitem, na który zewsząd wylewane są pomyje, wyrzucane resztki warzyw, owoców morza, ryb, pełno jest odchodów… Przed zamknięciem kramu sprzedawca myje stoisko dużą ilością wody. Ulice są miejscami śliskie jak lodowisko. Uratować przed upadkiem, szczególnie osoby wierzące, mogą już chyba tylko zaglądający z tysięcy kapliczek święci: ojciec Pio, Madonna w wielu wcieleniach, święta Agata czy chociażby Franiciszek. Kapliczki są na każdej bez wyjątku ulicy, w postaci przystrojonych kwiatami figur, obrazów, płaskorzeźb. Kapliczki, czy wręcz niewielkie ołtarzyki są także w barach, restauracjach i sklepach spożywczych, gdzie najczęściej zdjęciom ojca Pio czy Jana Pawła II towarzyszy portret dziadka czy pradziadka właściciela rzeczonego sklepu, tudzież restauracji.
    Zachłyśnięty codziennym życiem ulicy słowem nie wspomniałem o zabytkach, a budowle współczesne stanowią tu mniejszość. Co drugi kościół jest na liście UNESCO, podobnie jak wiele unikatowych budowli świeckich. Niestety, stan tych obiektów woła o pomstę do nieba. Wiele gotyckich budowli stoi tylko dla tego, że zarówno z zewnątrz, jak i od środka, przed runięciem chroni je plątanina stalowych kotew i podpór. Jedyne wyjaśnienie takiego stanu rzeczy to panująca tu bieda. Czy to wina Cosa Nostry, która mimo rządów nieprzychylnego mafii burmistrza wciąż kontroluje miasto? Tego nie wiem. Wiem za to, że Palermo jest jedyne w swoim rodzaju i nie da się go porównać do żadnego znanego mi miasta w Europie. Bo palermiański syf, kiła i mogiła – paradoksalnie – ma w sobie coś pięknego i chwytającego za serce.

    PS
    Na śmierć – nomem omen – zapomniałem o katakumbach Kapucynów. Tysiące zabalsamowanych ciał, w butach i ubraniach, wiszących wzdłuż korytarza w pionie, jak i leżących w odsłoniętych kryptach. Na wyciągnięcie ręki. Ten widok zostanie chyba na zawsze. Pozycja obowiązkowa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>