Delta Padu: Riwiera Adriatycka poza szlakiem

Untitled design (2)

Koszmar Riwiery Adriatyckiej

Wyjeżdżam z Ravenny i niespiesznym tempem kieruję się na północ. Po prawej stronie mijam dziesiątki turystycznych osad, kempingi, resorty, domki letniskowe. Dalej rozpościera się piaszczysta plaża z milionem leżaków. Jeszcze dalej morze, które jest przyczyną tego całego zamieszania.

Nie lubię Riwiery Adriatyckiej. Tysiące hoteli, zero prywatności, kiczowate pamiątki na promenadach, obozy z całego świata posiadające ten sam komercyjny program, który można by realizować w każdym miejscu na świecie. Głośne imprezy na plaży i zabijanie świadomości o lokalnym kolorycie. Od Cattolici, przez Riccione, Rimini, Casenatico, Ravennę, Comacchio, omijając Wenecję aż po Bibione wszystko wygląda podobnie. Pamiętam, że w wieku 12 lat przyjechałam tu na dwutygodniowy obóz.

button_czytaj-wiecej

Print Friendly
The following two tabs change content below.

Agnieszka Ptaszyńska

pisarka podróżnicza
z wykształcenia polonistka, z zamiłowania podróżniczka, wielbicielka włoskiej kawy i dużych psów. Straszna bałaganiara w życiu i na papierze (dysortografka). Promotorka idei odpowiedzialnego podróżowania, którą stara się przekazać na blogu. Zawsze chętnie służy podróżniczą radą. Publikowała na Onecie, w Czasie Kultury i na portalach podróżniczych. A no i napisała przewodnik po Trapani :)

Ostatnie wpisy Agnieszka Ptaszyńska (zobacz wszystkie)

9 przemyśleń na temat “Delta Padu: Riwiera Adriatycka poza szlakiem”

  1. ~Bartek pisze:

    Pięknie opisana Delta Padu spoza szlaku turystycznego. Ja co prawda jeżdżę w miejsca bardziej znane na terenie Włoch, ale kiedy je odwiedzam, zawsze sie przekonuję, jak mało o nich dotąd wiedziałem i ile wiadomości mam do zdobycia i przekazania na moim blogu. A w tym (2015) roku po raz pierwszy w planach podróży do Italii znalazły się – oprócz zabytków architektury i dzieł sztuki oraz taboru kolejowego – to moje trzy wielkie pasje – także, byc może o tym już pisałem, motyle dzienne. Jakoś pasja napotkanego przez Ciebie Antonio wobec cudów natury wydaje mi się zadziwiająco pokrewna wobec mojej motylkowej pasji. Niestety, poszukiwania tych najpiękniejszych owadów świata zaplanowałem w ogrodzie renesansowej Villa Rotonda w Vicenzy. To prawda, ten budynek znajduje się na przedmieściach Vicenzy i w bliskości naturze, nawet na trawniku w samym ogrodzie latały liczne motyle, najpewniej z rodziny bielinkowatych i modraszkowatych. Ale upał był taki, że niewiele z nich przysiadało gdziekolwiek, wolały na ochłodę intensywnie trzepotać skrzydełkami i latać. Tylko dwa osobniki spoczęły na wyłaniających się z trawy kwiatachi – nawet dały się uwiecznić w obiektywie. Ale nie mam się za bardzo czym chwalić, oba dadzą się napotkać i w Polsce. Jednego z nich z entuzjazmem identyfikowałem jako „egzotyczny” – tzn. nie występujący w Polsce gatunek modraszka, mianowicie Polyommatus escheri, jednak teraz – po konsutlacji z portalami lepidopterologicznymi i innymi internetowymi źródłami wiedzy mam 100% pewności, że to nie był ten gatunek. Najpewniej Polyommatus eroides – po naszemu modraszek eros – rzadko w naszym kraju spotykany, za to w krajach śródziemnomorskich doś pospolity. To też jakaś tam zdobycz, nie zaprzeczę. A drugi uwieczniony przeze mnie osobnik – też przez chwilę wierzyłem – że to „egzotyczny” Lycaena thersamon – czerwończyk tersamon, jednak znacznie wcześniej upewniłem się, że to nie on, lecz znany i pospolity także w naszym kraju Lycaena phlaeas – czerwończyk żarek. Skoro więc łowy nie do końca się powiodły pozostało mi jedynie mieć nadzieję, że wszystko jeszcze przede mną, że może w przysłorocznej wyprawie do Italii będzie okazja na uwiecznienie w kadrach fotograficznych jakichś bardziej typowych motyli dla strefy śródziemnomorskiej.

    Raz jeszcze gratuluję opisu podróżyi czekam na kolejne wpisy!

  2. Intrygujące zdjęcia i opis. Co do UNESCO to komisji nie ma co wierzyć, warto na własnej skórze się tam wybrać i samemu zdanie wyrobić. :)

  3. Najbardziej zaintrygowały mnie te konstrukcje do rozwieszania sieci. Nie chciałbym być rybą w tym miejscu :)

  4. Włochy pamiętam z wakacji z rodzicami, ale wtedy było właśnie tak dość oklepanie – Wenecja i okolice z plażą. Super, że coraz więcej zamieszczasz informacji praktycznych, jak się zdecydujemy na ten kierunek to z pewnością wrócę po informacje.

  5. ~Kinga pisze:

    bird gardening! o tym nie słyszałam. Wiedziałam jedynie, że dość popularne jest teraz arażowanie ogródów tak, aby zagościły w nich…. pszczoły. ;-) których niestety jest coraz mniej, a jeżeli ich jeszcze ubędzie, to może dojść do katastrofy ekologicznej.

    1. ~Bartek pisze:

      Myślę, że do podobnej katastrofy może dojść, jeśli zanikać będą motyle. Kto by pomyślał, że działalność człowieka doprowadzi do takiej sytuacji, że bardzo wiele gatunków tych pięknych owadów będzie można oglądać tylko w rezerwatach, parkach krajobrazowych lub farmach motyli…

  6. ~Marcin W pisze:

    Piękny opis nieznanej mi części Włoch! Jak na razie, odwiedzam głównie miasta, te większe, bo na ich punkcie mam bzika, ale podoba mi się to zjeżdżanie na inne szlaki! Pozdrawiam!

  7. Bardzo się cieszę, że mam teraz bliżej do Włoch i zamierzam je reguralnie odwiedzać, tam chyba nie ma miejsc, których nie można nazwać świetnymi, a pięknych jest mnóstwo.

  8. ~polakogruzin pisze:

    Od dawna nie jeżdżę na zachód Europy ale jestem pewien, że pod warstwą tej lukrowanej turystozy jest wspaniała historia, krajobrazy, miejsca i dziękuję, że mogłem u Ciebie o nich przeczytać :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>