Delta Padu: Riwiera Adriatycka poza szlakiem

Untitled design (2)

Koszmar Riwiery Adriatyckiej

Wyjeżdżam z Ravenny i niespiesznym tempem kieruję się na północ. Po prawej stronie mijam dziesiątki turystycznych osad, kempingi, resorty, domki letniskowe. Dalej rozpościera się piaszczysta plaża z milionem leżaków. Jeszcze dalej morze, które jest przyczyną tego całego zamieszania.

Nie lubię Riwiery Adriatyckiej. Tysiące hoteli, zero prywatności, kiczowate pamiątki na promenadach, obozy z całego świata posiadające ten sam komercyjny program, który można by realizować w każdym miejscu na świecie. Głośne imprezy na plaży i zabijanie świadomości o lokalnym kolorycie. Od Cattolici, przez Riccione, Rimini, Casenatico, Ravennę, Comacchio, omijając Wenecję aż po Bibione wszystko wygląda podobnie. Pamiętam, że w wieku 12 lat przyjechałam tu na dwutygodniowy obóz.

P1016694

Tu czyli gdzie? Nie wiem! Każda kolejna miejscowość jest tak do siebie podobna, że dzisiaj po 15 latach nie jestem w stanie powiedzieć, gdzie byłam. Wiem, że w ramach wycieczek jednodniowych odwiedziłam Mirabilandię i Wenecję. Ale to też mi nic nie podpowiada, bo mogłabym je mieć z każdego z wyżej wymienionych miejsc. Niestety – miejscowości-kurorty nadmorskie zlały się w nieciekawą jedność.

Ale czy to znaczy, że nie polecam? No właśnie nie. Polecam i to bardzo. Bo co prawda po prawej mam morze i zapchaną plażę, ale po lewej dzieje się coś niesamowitego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rimini ma przepiękne stare miasto, Ravenna lśni mozaikami. Bibione znakomicie nadaje się do obserwowania ptactwa, a pomiędzy – i tu tym razem zatrzymam się na dłużej – pomiędzy znajduje się delta rzeki Pad.

 

Pierwsze zetknięcie z deltą i miasteczko Comacchio

To było w ubiegłym roku, kiedy samochodem jeździłam po Emilii Romanii. Tego dnia jechałam z Ravenny do Ferrary. Już wcześniej słyszałam, że nie powinnam wybrać najkrótszej drogi i zamiast tego podążać wybrzeżem.

Po 20 kilometrach zobaczyłam po swojej lewej ogromne przestrzenie wody. Był to Park Regionalny Delty Padu (Parco Regionale del Delta del Po).

Pamiętam, że jechałam autem i zachwycałam się, jak znakomite jest to miejsce na rower. Dziesiątki kilometrów dróżek wzdłuż i pomiędzy akwenami wodnymi z ptactwem, z domkami rybaków i z trzcinami wodnymi.

P1016985

Czas mnie gonił, roweru przy sobie nie miałam. Zatrzymałam się jednak w najważniejszym, najbardziej urokliwym miasteczku delty Padu – w Comacchio.

P1017018

O Comacchio pisałam już kiedyś, jako o jednym z pięciu najśliczniejszych miasteczek Emilii Romanii spoza turystycznego szlaku. Mimo że określenie jest oklepane, naturalnym było jego użycie – Comacchio to mała Wenecja. Wenecja bez turystów. Zamiast dróg w centrum miasta mamy kanały. Na barkach mieszczą się tanie kawiarnie, raczej puste restauracje położone są przy samej wodzie. Spacerowałam po miasteczku zachwycona mostami, kościołami i przede wszystkim ciszą.

P1017009

P1017029

Rok później

W tym roku, gdy stało się jasne, że wracam do Emilii Romanii, Nick – znajomy z organizacji turystycznej regionu – spytał mnie, gdzie bym chciała pojechać. Nie miałam żadnych wątpliwości – chciałam zwiedzić deltę Padu.

Nick zaryzykował i poprosił nieznanego sobie wcześniej faceta posiadającego firmę Delta Adventures, by ten swoim jeepem pokazał mi okolicę. Ten drugi podjechał po nas do Ferrary i zaczęła się przygoda.

P1012364

Antonio i jego obrońcy ptaków

Wiecie jak to działa – jeśli pasjonat guzików ma dar opowieści i przemawia przez niego miłość, to przez pięć godzin będziecie wpatrzeni słuchać o guzikach i będzie to dla was prawdziwie pasjonujące. Antonio jest osobowością samą w sobie. Z zawodu fotograf, przez dłuższy czas pracował w branży modowej. W końcu, jak sam mówi, wkurzyły go kaprysy modelek i rzucił to, by poświęcić się temu, co lubi najbardziej – naturze. A zwłaszcza ptactwu.

P1012514

Dwa lata temu Antonio znalazł maleńkie pisklę odrzucone przez matkę. Zabrał je do domu i czule się nim zajmując, ocalił małemu życie. Nazwał go Birdy i od tego momentu są swoimi najlepszymi przyjaciółmi. Antonio opowiadał, że Birdy bierze z nim prysznic, naśladuje go przy wycieraniu się ręcznikiem, je w podobnym czasie – traktuje Antonia jak swoją matkę.

P1012485

A. poszedł dalej. Napisał pierwszą we Włoszech książkę o birdgardeningu, czyli o zarządzaniu ogrodem w taki sposób, by zagościło w nim ptactwo. Jako wolontariusz prowadzi też zajęcia w lokalnej szkole z dziećmi. Nazwali się Birdy Rangers (ochroniarzami ptaków) i razem chodzą obserwować ptaki, pilnować czy wszystko z nimi w porządku, budować karmniki. Poprzez atrakcyjną zabawę w bycie bohaterem, uczy młodych zainteresowania naturą. Jak widzicie facet sam w sobie jest materiałem na długi artykuł.

Zaczynamy przygodę!

I taki pasjonat bierze nas w ptasie królestwo. To się nie mogło nie udać! Zaczęliśmy wycieczkę brzegiem kanału, który oddziela region Emilii-Romanii od regionu Wenecji. Minęliśmy zamek w Mesoli, a dojeżdżając do morza przekroczyliśmy kanał mostem na barkach!

P1012317

Mostem na barkach! Na wodzie zostały umieszczone łodzie, na których został położony most w taki sposób, byśmy mogli po nim przejechać na drugą stronę. Po chwili dojechaliśmy do łodzi, która miała nas zabrać na wyspę z latarnią morską.

P1012325

Isola dell’Amore – wyspa hipisów

Marzycie dziś lub marzyliście kiedyś, by oddać się naturze? By przepłynąć rzekę i znaleźć się w innym świecie z białą latarnią morską i rozległą plażą? I na tej plaży z innymi wielbicielami przyrody mieszkać przez wszystkie ciepłe dni w domkach na plaży? No. Tak w teorii wygląda wyspa… Niestety praktyka wie swoje i zamiast obcowania z przyrodą, enklawa hipisów stała się miejscem kilkumiesięcznej imprezy z alkoholem, narkotykami i wolnym seksem. Gdy przybyliśmy na wyspę, romantycznie nazywaną wyspą miłości, było jeszcze przed sezonem i żadnego ze wspomnianych hipisów nie spotkałam, jednak bałagan, jaki na niej panował mówił sam za siebie – tu nie ma raju. Ale jest historia z pieprzykiem.

P1012349

P1012353

Rezerwat dzikich zwierząt

Po chwilowej wizycie w rejonie Wenecja, wracamy na południe i wjeżdżamy do rezerwatu dzikich zwierząt. Na dość dużej, ale jednak zamkniętej przestrzeni, pasą się dzikie konie i czarne byki. Spacerujemy między tymi pierwszymi, jeździmy samochodem wokół tych drugich. Patrzą na nas ciekawsko, nie mogąc się zdecydować czy jesteśmy intruzami czy pasjonującymi innymi, z którymi nawet można się zaprzyjaźnić. Jako, że są za płotem, nieczęsto zdarza im się widzieć ludzi. Antonio jest jedną z kilku osób w rejonie, który ma pozwolenie wjazdu do rezerwatu.

P1012379

P1012430

P1012435

 

Zachód słońca nad deltą Padu

Wycieczka trwa już kilka długich godzin. Wjeżdżamy do miejsca, o którym marzyłam od roku – w okolice największych basenów wodnych. Rozmawiamy i robimy sobie zdjęcia z rybakami, wchodzimy do domków rybackich, przy których wiszą rozłożone sieci. Dawniej były tu też saliny – przetwórnie soli. Tu w końcu są miejsca wymarzone do zatrzymania się na dłużej z lornetką i obserwację ptaków.

 P1012450

P1012479

Zostaliśmy na noc w ekoturystycznym, ale jednak olbrzymim i komercyjnym resorcie. Były w nim już pierwsze kolonie. Napisy polskie uświadamiały mnie, że „nasi tu bywają”. Kamperowcy, rodziny w domkach, większe wycieczki. Przyjeżdżają tu na weekend, na tydzień, na trzy tygodnie. I naprawdę szkoda, że tak mało z nich wie, że w okolicy znajduje się takie cudo, jak Delta Padu.

P1012494

P1012470

PS. Jeśli wam mało i nie wierzycie, że delta Padu jest taka super, to jeszcze dodam, że została umieszczona na UNESCO. Jeśli nie uwierzyliście mi, to może uwierzycie komisji ;)

 

Informacje praktyczne 

Dojazd: Najprostszym sposobem dotarcia do delty Padu jest tani lot do Bolonii (Ryanair lub Wizzair), a następnie wynajęcie samochodu. Jeśli interesuje was odbyta przeze mnie wycieczka, to trzeba dojechać do Ferrary – zaledwie 40 minut pociągiem z Bolonii i tam na dworzec przyjedzie po was Antonio. 

Nocleg: Na noc zostałam w wyżej wspomnianym ekologicznym resorcie Holiday Village Florenz. Fajnie się tak czułam – jak w latach dziewięćdziesiątych w letnisku nad polskim jeziorem (tylko że z lepszym standardem). Możecie też wrócić na noc do Ferrary, by ją zwiedzić następnego dnia. Bardzo zachęcam do przejrzenia oferty Comacchio, bo wydaje się, że nocleg w tym miasteczku i wieczorne winko przy kanale, to spełnienie marzeń.

Wycieczka: Znakomitą wycieczkę zawdzięczam Antoniowi i jego firmę Delta Adventures. Antonio organizuje indywidualne wycieczki półdniowe i całodniowe. Odbywają się w języku włoskim lub angielskim. Sam Antonio uważa, że w tym drugim mówi beznadziejnie, ale nie jest to prawda ;)

Na rowerze: Jak wspomniałam wyżej, park znakomicie nadaje się na wycieczki rowerowe. Informacje o trasach i wypożyczalniach rowerów znajdziecie tutaj.

W okolicy: Deltę Padu warto odwiedzić wraz z Ferrarą z jednej strony i Ravenną z drugiej. Oba miasta znajdują się na liście UNESCO. Blisko tu z waszego hotelu na Riwierze Adriatyckiej i spokojnie mogę polecić przyjechanie tu nawet z samego Rimini czy z Wenecji.

 

Być może zainteresuje Cię też

 

Jedziesz do Emilii Romanii? A wiesz, że na blogu jest 20 artykułów o tym regionie? Wszystkie znajdziesz tutaj. A może podobał Ci się ten tekst? Kolejne będą jeszcze fajniejsze! Dołącz do czytelników bloga na Facebooku i bądź już zawsze na bieżąco.

Print Friendly
The following two tabs change content below.

Agnieszka Ptaszyńska

pisarka podróżnicza
z wykształcenia polonistka, z zamiłowania podróżniczka, wielbicielka włoskiej kawy i dużych psów. Straszna bałaganiara w życiu i na papierze (dysortografka). Promotorka idei odpowiedzialnego podróżowania, którą stara się przekazać na blogu. Zawsze chętnie służy podróżniczą radą. Publikowała na Onecie, w Czasie Kultury i na portalach podróżniczych. A no i napisała przewodnik po Trapani :)

9 przemyśleń na temat “Delta Padu: Riwiera Adriatycka poza szlakiem”

  1. ~Bartek pisze:

    Pięknie opisana Delta Padu spoza szlaku turystycznego. Ja co prawda jeżdżę w miejsca bardziej znane na terenie Włoch, ale kiedy je odwiedzam, zawsze sie przekonuję, jak mało o nich dotąd wiedziałem i ile wiadomości mam do zdobycia i przekazania na moim blogu. A w tym (2015) roku po raz pierwszy w planach podróży do Italii znalazły się – oprócz zabytków architektury i dzieł sztuki oraz taboru kolejowego – to moje trzy wielkie pasje – także, byc może o tym już pisałem, motyle dzienne. Jakoś pasja napotkanego przez Ciebie Antonio wobec cudów natury wydaje mi się zadziwiająco pokrewna wobec mojej motylkowej pasji. Niestety, poszukiwania tych najpiękniejszych owadów świata zaplanowałem w ogrodzie renesansowej Villa Rotonda w Vicenzy. To prawda, ten budynek znajduje się na przedmieściach Vicenzy i w bliskości naturze, nawet na trawniku w samym ogrodzie latały liczne motyle, najpewniej z rodziny bielinkowatych i modraszkowatych. Ale upał był taki, że niewiele z nich przysiadało gdziekolwiek, wolały na ochłodę intensywnie trzepotać skrzydełkami i latać. Tylko dwa osobniki spoczęły na wyłaniających się z trawy kwiatachi – nawet dały się uwiecznić w obiektywie. Ale nie mam się za bardzo czym chwalić, oba dadzą się napotkać i w Polsce. Jednego z nich z entuzjazmem identyfikowałem jako „egzotyczny” – tzn. nie występujący w Polsce gatunek modraszka, mianowicie Polyommatus escheri, jednak teraz – po konsutlacji z portalami lepidopterologicznymi i innymi internetowymi źródłami wiedzy mam 100% pewności, że to nie był ten gatunek. Najpewniej Polyommatus eroides – po naszemu modraszek eros – rzadko w naszym kraju spotykany, za to w krajach śródziemnomorskich doś pospolity. To też jakaś tam zdobycz, nie zaprzeczę. A drugi uwieczniony przeze mnie osobnik – też przez chwilę wierzyłem – że to „egzotyczny” Lycaena thersamon – czerwończyk tersamon, jednak znacznie wcześniej upewniłem się, że to nie on, lecz znany i pospolity także w naszym kraju Lycaena phlaeas – czerwończyk żarek. Skoro więc łowy nie do końca się powiodły pozostało mi jedynie mieć nadzieję, że wszystko jeszcze przede mną, że może w przysłorocznej wyprawie do Italii będzie okazja na uwiecznienie w kadrach fotograficznych jakichś bardziej typowych motyli dla strefy śródziemnomorskiej.

    Raz jeszcze gratuluję opisu podróżyi czekam na kolejne wpisy!

  2. Intrygujące zdjęcia i opis. Co do UNESCO to komisji nie ma co wierzyć, warto na własnej skórze się tam wybrać i samemu zdanie wyrobić. :)

  3. Najbardziej zaintrygowały mnie te konstrukcje do rozwieszania sieci. Nie chciałbym być rybą w tym miejscu :)

  4. Włochy pamiętam z wakacji z rodzicami, ale wtedy było właśnie tak dość oklepanie – Wenecja i okolice z plażą. Super, że coraz więcej zamieszczasz informacji praktycznych, jak się zdecydujemy na ten kierunek to z pewnością wrócę po informacje.

  5. ~Kinga pisze:

    bird gardening! o tym nie słyszałam. Wiedziałam jedynie, że dość popularne jest teraz arażowanie ogródów tak, aby zagościły w nich…. pszczoły. ;-) których niestety jest coraz mniej, a jeżeli ich jeszcze ubędzie, to może dojść do katastrofy ekologicznej.

    1. ~Bartek pisze:

      Myślę, że do podobnej katastrofy może dojść, jeśli zanikać będą motyle. Kto by pomyślał, że działalność człowieka doprowadzi do takiej sytuacji, że bardzo wiele gatunków tych pięknych owadów będzie można oglądać tylko w rezerwatach, parkach krajobrazowych lub farmach motyli…

  6. ~Marcin W pisze:

    Piękny opis nieznanej mi części Włoch! Jak na razie, odwiedzam głównie miasta, te większe, bo na ich punkcie mam bzika, ale podoba mi się to zjeżdżanie na inne szlaki! Pozdrawiam!

  7. Bardzo się cieszę, że mam teraz bliżej do Włoch i zamierzam je reguralnie odwiedzać, tam chyba nie ma miejsc, których nie można nazwać świetnymi, a pięknych jest mnóstwo.

  8. ~polakogruzin pisze:

    Od dawna nie jeżdżę na zachód Europy ale jestem pewien, że pod warstwą tej lukrowanej turystozy jest wspaniała historia, krajobrazy, miejsca i dziękuję, że mogłem u Ciebie o nich przeczytać :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>