Lwów dla tych, którzy nie lubią zwiedzać cmentarzy

Untitled design
location-markwstęp location-markatrakcje Lwowa sleeping-bed-silhouettenocleg i praktykalia information-signalwięcej o Ukrainie

„Więc niech się nikt nie dziwi, że po lwowsku powiem taaaak: niech ten Poczdam krew zaleje, niech tę Jałtę trafi szlag!”

Znacie ten szlagier? Na dwa tygodnie przed wyjazdem do Lwowa udało mi się być w Krakowie na koncercie Jurka Bożyka. Wesoły staruszek przeplatał swoje dzieła kilkunastoma piosenkami o Lwowie. Cała rozśpiewana wracałam wtedy w środku nocy do domu. Począwszy od następnego poranka przez kilkanaście dni słychać było u mnie kolejne lwowskie przeboje. „Ta joj ta Lwów”, „Tylko we Lwowie”, „Bal u weteranów”. A jak akurat ich nie słuchałam, to je nuciłam. Muzyczne lwowskie nostalgie sprawiały, że nie mogłam się doczekać odwiedzin miasta. Czekałam na tę wycieczkę być może bardziej niż na Kazachstan. A przecież Lwów miał być tylko przystankiem w drodze do tego drugiego.

P1014510

A przecież nie mam rodziny z kresów. Nie jestem z Lwowem nijak związana. Nie płaczę po nocach, że został odebrany Polakom, a co więcej – mojego pierwszego pobytu we Lwowie nie wspominam dobrze. Byłam wtedy chora, było zimno, hotel był skrzypiący i śmierdzący. Dlaczego więc tak bardzo chciałam wrócić?

P1014512

Bo mity mają niezwykłą moc. Bo tyle słyszałam o tym, jak Lwów się zmienił przez ostatnie 10 lat, że nie mogłam się doczekać, aż sprawdzę to na własnej skórze. Bo tylu moich dobrych znajomych uwielbia to miasto, że sama uwierzyłam w to uwielbienie.

P1014502

Przyjechałam więc. Dwukrotnie. Przed i po Kazachstanie. Spacerowałam po ciekawych miejscach Lwowa cztery dni. Chadzałam po muzeach, po zapomnianych uliczkach, po kawiarniach i barach i innych atrakcjach Lwowa. Nie wiedziałam, co zobaczyć we Lwowie. Brakowało mi wiedzy, miałam tylko mit.

P1014465

Polacy, którzy jadą do Lwowa, chcą zobaczyć głównie dwie atrakcje: Cmentarz Łyczakowski i Rynek. Ale co dalej? Wracamy do Polski? Nie! Oczywiście, że nie! To dopiero był początek. Zapraszam was do poczytania o ciekawych miejscach i  zabytkach Lwowa. O tym, co robić we Lwowie, by się nie zanudzić. I co nie jest wizytą na cmentarzu. Byście pojechali tam i z mitem, i z konkretnymi planami.


GDZIE SPAĆ WE LWOWIE

Hotel Etude Od 750 hrywien za pokój
Hotel Ekotel Od 300 hrywien za pokój
Swiss Hotel Od 1900 za pokój

Co warto zobaczyć we Lwowie 

1. Wybrać swój najpiękniejszy budynek secesyjny

P1014648

Jeśli miałabym wybrać styl architektoniczny, który we Lwowie udał się najlepiej, to od razu krzyknęłabym SECESJA! Secesyjne perły nie są jednak obecne w ścisłym centrum, do którego zwykle ograniczają się turyści. By je znaleźć musicie pójść na zachód i przejść przez słynny Prospekt Swobody. Zobaczycie tam Lwów XIX-wieczny i XX-wieczny, a w nim dziesiątki pięknych, niekoniecznie odnowionych kamienic. Zaglądajcie do klatek schodowych, zwracajcie uwagę na detale. Na płaskorzeźby, drzwi i okna. Mozaiki, łuki i kwieciste wzory. Znajdziecie prawdziwe skarby.

2. Znaleźć Stary Rynek

P1014538

Łatwe? A nieprawda. Lwowski Rynek wcale nie jest Starym Rynkiem. Ten drugi położony jest na północ od centrum i został zapomniany tak przez turystów, jak i przez miejscowych. Mój znajomy opowiadał mi, że jakiś czas temu powstała tu restauracja. Po kilku miesiącach splajtowała, co nikogo nie dziwi. Stary Rynek jest pusty. Tłumy ludzi tłoczą się wokół głównego Rynku, podczas gdy o najstarszej części miasta zapominają nawet przewodnicy turystyczni. A szkoda, bo to super ciekawe miejsce. Jego okolica ma swój niesamowity urok. Ma się wrażenie, że nagle znaleźliśmy się w małym miasteczku. Chodzimy wąskimi uliczkami, zaglądamy do kościółka, na podwórka. Myślę, że pewnego dnia zaczną tu schodzić miejscowi hipsterzy i miejsce zyska należną mu sławę. A póki co polecam wybrać się tutaj z książką i poobserwować codzienne, małomiasteczkowe życie.

3. Wypić kawę z prądem

P1014603

Nie muszę wam mówić, do której knajpy macie się udać, by spełnić ten punkt. W ścisłym centrum miasta jest kilkadziesiąt kawiarń. Lwów promuje się jako kawiarniane miasto, a znakomite miejscówki znajdziecie na każdym kroku. Specjalnością, która wcale nie jest oczywista w innych miastach, jest dla mnie kawa z alkoholem – wódką lub likierem domowej roboty. W niektórych knajpkach nazywa się ona „kawą po lwowsku”. Pytałam o to specjalistę – ma to z tradycją niewiele wspólnego. Ale zrobiono produkt turystyczny i on się fajnie sprzedaje.

Przeczytaj tekst o tym czy kawa we Lwowie smakuje lepiej. Klik!

4. Przejść się Dzielnicą Ormiańską

P1014534

Często słyszymy „Lwów – polskie miasto”. A jednak, jeśli wejdziecie na ratuszową wieżę z przewodnikiem, to on bardzo łatwo rozrysuje wam na panoramie Lwów polski, austriacki, ruski, żydowski i właśnie ormiański. Dzielnica Ormiańska jest oczywiście dla nas najbardziej egzotyczna. Tu mieści się jedna z najstarszych nieprzerwanie działających lwowskich kawiarń – oaza artystów i literatów w czasach ZSRR. Tutaj też polecam zwiedzić ormiańską katedrę i przylegające do niej uliczki. Odrobina egzotyki w tym „polskim Lwowie”.

5. Odwiedzić Park Etnograficzny Gaj Szewczenki

P1014424

Lwów i atrakcje turystyczne to nie tylko centrum. Warto wybrać się tramwajem trochę dalej, kilka przystanków od starego miasta. Było to być może największe zaskoczenie wycieczki po Lwowie. Gaj Szewczenki, to skansen we Lwowie, który znajduje się nie tak daleko od Cmentarza Łyczakowskiego. Wewnątrz znajdziemy drewniane domy i cerkwie przeniesione tu z różnych regionów zachodniej Ukrainy. Na terenie dużego parku-lasu zostały tak rozmieszczone, że tworzą światy – świat Łemków, Bojków, Polesie, Bukowina itp. Co więcej, muzeum jest super żywe. Przy każdej chacie znajduje się jej opiekun, który zapoznaje zwiedzających z wymierającymi zawodami. I tak mamy okazję odwiedzić pszczelarza, wikliniarza, grajka. A jeśli zgłodniejemy, zjemy u najprawdziwszych, przewesołych Kozaków. Można się tam zagubić na cały dzień.

6. Wejść na podwórze maskotek

P1014545

Co za atrakcja! To jest tak zwane „miejsce dziwne”, a jednocześnie całkowicie oddolna inicjatywa. Wspomniałam wyżej, że w okolicy Starego Rynku nic i nikogo nie ma. Cóż nie do końca. Na jednym z podwórzy znajdują się dziesiątki, a może i setki pluszaków. Wchodzimy na to podwórko i nie rozumiemy. O co chodzi – pytam Włodka, który oprowadzał mnie po okolicy. „Nie mam pojęcia” odpowiedział. „Ale to istnieje naprawdę. Nie wydaje ci się”. (adres: ul. księcia Lwa 3 – wejście od ulicy Użhorodskiej)

7. Iść na randkę pod Krzywą Lipę

dawna polska reklama w przejściu pasażu

dawna polska reklama w przejściu do pasażu

To nawet nie jest uliczka. To jakby pasaż, choć niezakryty szkłem. Podwórko między kamienicami. Pasaż Krzywa Lipa (Kryva Lypa) nazywa się tak, ponieważ na środku przejścia rośnie – nie inaczej – krzywa lipa. Podobno jest to ulubione miejsce umawiania się na randki. W pasażu znajduje się kilka restauracji i barów, które niezależnie od dnia tygodnia, wieczorami tętnią życiem. Sama miałam okazję posiedzenia tam przez jeden wieczór. Bardzo przyjemnie :)

Przeczytaj moje recenzje odwiedzonych restauracji we Lwowie. Klik!

8. Wypić kieliszek wina w Dzielnicy Żydowskiej

P1014485

Bardzo lubię wspomnianą wyżej Dzielnicę Ormiańską na północy – tak. Drugą przyjazną okolicą jest dawna dzielnica żydowska. Przed wojną 25% ludności Lwowa było pochodzenia żydowskiego. Ich ulice znajdowały się na południowy-wschód od Rynku. Dzisiaj jest tu kilka odjechanych knajpek i sklepików. W najbliższej okolicy odbywa się też pchli targ. Jak dla mnie jest to najbarwniejsza część starego miasta. Coś jest w tych dawnych dzielnicach żydowskich, że mają swój odrębny, znakomity klimat.

Na ulicy Starożydowskiej (Staroyevreiska) znajdziecie kilka, jak nie kilkanaście kafejek specjalizujących się w winie. Ulica znana jest z tego, że właśnie tu się chodzi na dobre tanie wino. I wiecie – nie musicie nawet tego wiedzieć. Wystarczy, że nią przejdziecie i na pewno porwą was wystawione stoliki i zachęcające winne szyldy.

9. Lwów inaczej: Poskakać po lwowskich dachach

P1014636

W czasie mojego pobytu we Lwowie wybrałam się na jedną zorganizowaną wycieczkę – po dachach Lwowa. Polskojęzyczny przewodnik wyprowadził mnie szybko z centrum i poszliśmy na trzy dachy – hoteli i domu handlowego. Stojąc na nich opowiadał mi historie poszczególnych zabytków: budynków i placów. Pokazywał miejsca lokalnych legend, zaniedbane od podwórka pałace, które od ulicy wyglądają niebiańsko, a nawet dawny obóz koncentracyjny, gdzie dzisiaj jest luksusowy hotel. Na wielu lwowskich dachach są restauracje. Na kilku suszy się pranie. Większość jest zaniedbanych, pokrytych znienawidzonym azbestem. Lwów z wysoka, to jakby drugi Lwów. Niekoniecznie piękniejszy, ale zdecydowanie ciekawy.

10. Usiąść na schodach pałacu królewskiego

P1014601

Pałac królewski, to nic innego jak jedna z kamienic na Rynku. Łatwo przejść obok niego i zostawić go niezauważonego. Polecam jednak bardzo wejść do środka, usiąść w kawiarni na dziedzińcu, lub – jeśli nie mamy ochoty na kawę – kupić bilet wstępu. Znajdziemy się na włoskim dziedzińcu, który jest jednym z najbardziej urokliwych miejsc Lwowa. Wiecie co mam na myśli? Włoski renesansowy dziedziniec, jak we Florencji czy w krakowskich pałacach i kamienicach. Mimo, że w moim Krakowie mogę do nich zaglądać codziennie, to jednak tak mi się podobają, że chętnie zbieram je, gdziekolwiek pojadę. Polecam bardzo!

11. Odszukać ostatnią mapę Galicji

P1014514

-Patrz, to jedno z moich ulubionych miejsc! – powiedział Włodek, który pokazywał mi tego dnia miasto. Weszliśmy w podwórze w południowej ścianie Rynku i pokazał mi coś, czego z pewnością nie znalazłabym sama. Na ścianie budynku ktoś wymalował mapę dawnej Galicji. - To chyba pierwszy raz, jak widzę taką mapę – powiedziałam zachwycona i przez następne kilka minut uważnie ją studiowałam. Niby nic, a cieszy. :) 

12. Wypić lwowskie piwo

P1014456

Piliśmy już wino i kawę, czas na piwo. We Lwowie piwo wyrabiane jest od stuleci. Obecnie (wrzesień 2015) przygotowywane jest muzeum piwa. Jest tutaj kilka mikrobrowarów i browarów restauracyjnych. Na Rynku niedawno otwarto Teatr Piwa, który zachwyci wszystkich smakoszy. Ja na degustację wybrałam się do restauracji Kumpel, wyrabiającej trzy gatunki. UWAGA! Konsulat Niemiec znajduje się w piwnicy restauracji, zaraz przy beczkach z piwem ;). No czy to nie jest idealne?

13. Spędzić wieczór w operze lwowskiej

P1014554

Że nie lubicie teatru? Że mam dać spokój? Że, że? Łe ok, ale to jest Lwów! Jest coś w tym mieście takiego, że do teatru iść prawie że należy. Po pierwsze wydacie na niego grosze (od 5 zł), po drugie macie do wyboru balet, operę, teatr. Po trzecie wnętrze opery jest przepiękne! Po czwarte w końcu, fajnie będziecie się czuć, jak będziecie opowiadać znajomym „bo wiesz, byłem we Lwowie w operze”. Przechwałka w dobrej, kulturalnej wierze. ;)

14. Odkryć przynajmniej jedną szaloną knajpę

słynny Masoh we własnej osobie

słynny Masoch we własnej osobie

Jak widzicie, zwiedzanie Lwowa, to nie tylko zabytki. Poszukajcie też szalonych knajp! I to nie będzie trudne. Lwowianie szaleją ze swoimi pomysłami na knajpy tematyczne. Na Rynku znajdziecie lokal „Kryjówka”, inspirowany kryjówkami „partyzantów UPA” (no wiecie – banderowców). Ulicę dalej znajduje się Masoch Cafe – na cześć słynnego lwowskiego powieściopisarza, od którego nazwiska wziął się masochizm. W Dzielnicy Ormiańskiej znajdziecie Lampę Gazową – na cześć Ignacego Łukasiewicza. W nowszym mieście zajrzyjcie wieczorem do Hrushevsky Cinema Jazz, gdzie do kolacji obejrzycie film na dużym ekranie, lub posłuchacie koncertu fortepianowego. No nie da się w tym mieście nudzić.

Informacje praktyczne i dalsza lektura

Teraz przeczytaj: Polecam swój tekst o historii i kulturze lwowskich kawiarń. Na blogu znajdziecie też recenzje sprawdzonych przeze mnie restauracji. Więcej o tym co zobaczyć we Lwowie znajdziecie u Natalii z bloga Biegun Wschodni.

Informacje o cenach we Lwowie znajdziecie w osobnym poście.

Noclegi:

->Ekotel, miejsce, które reklamuje się, jako najtańszy hotel we Lwowie. Pokój dwuosobowy kosztuje tu od 280 hrywien (ok 50 zł). Hotel przyjemny, czysty, dużym plusem jest wspólna kuchnia i stół bilardowy. Stare miasto oddalone jest o ok. 15 minut. ->The Georgehouse Hostel – bliżej starego miasta, jakieś 10 minut na piechotę od dworca. Jest to skromny i tani hostel umieszczony w przerobionym mieszkaniu. Park oddalony jest zaledwie o dwie minuty drogi. Za 3 osoby zapłaciłam 60 zł. ->Etude Hotel – jedyny hotel z prawdziwego zdarzenia na liście i zdecydowanie najlepsze miejsce, w którym spałam we Lwowie. Czysty, elegancki hotel niecałe 10 minut od centrum starego miasta. W cenie śniadanie. Standard hotelu ***. Bardzo polecam. Ja za dobę dla dwóch osób zapłaciłam niecałe 100 zł.

Wycieczka po dachach Lwowa organizowana jest przez biuro Kumpel Tour. W ich ofercie znajdziecie też ciekawe propozycje wycieczek po Lwowie piwnym, nocnym czy mistycznym. Wycieczka po dachach Lwowa kosztuje 150 hrywien od osoby (ok. 25 zł).

 



okładka

Ściągnij darmowy ebook!

Szukasz informacji o wakacyjnych miejscach, w tym o Lwowie? Ściągnij za darmo moją książkę. Tam zabrałam wszystkie opisane w 2016 roku przez blogerów podróżniczych miejsca. Bo oprócz mnie o Ukrainie napisało kilkanaście innych osób. To kilkanaście punktów widzenia i porad. :) 

button_chce-dostac-ebook

Jedziecie na Ukrainę? Być może zainteresują was inne teksty, które napisałam na jej temat. Wszystkie znajdziecie tutaj. A jeśli spodobał wam się tekst, to może zostaniecie na dłużej? Zapraszam do śledzenia bloga na Facebooku, gdzie codziennie możecie odkrywać piękno świata.

Print Friendly
The following two tabs change content below.

Agnieszka Ptaszyńska

pisarka podróżnicza
z wykształcenia polonistka, z zamiłowania podróżniczka, wielbicielka włoskiej kawy i dużych psów. Straszna bałaganiara w życiu i na papierze (dysortografka). Promotorka idei odpowiedzialnego podróżowania, którą stara się przekazać na blogu. Zawsze chętnie służy podróżniczą radą. Publikowała na Onecie, w Czasie Kultury i na portalach podróżniczych. A no i napisała przewodnik po Trapani :)

107 przemyśleń na temat “Lwów dla tych, którzy nie lubią zwiedzać cmentarzy”

    1. ~Darek pisze:

      Ten artykuł mnie bardzo rozśmieszył i zmartwił zarazem. Jest przykładem lansowanego ostatnio w Polsce modelu ukrainizacji polskiego dorobku na Kresach – ze szczególnym uwzględnieniem właśnie Lwowa. Martwi mnie, że,,podróżniczka”, której udostępniono z jakichś powodów łamy ONET, tak łatwo propaguje fałszywy mit o Lwowie jako mieście – konglomeracie kultur itp. Robi się to sprytnie: wystarczy na początku odrzucić historię miasta (w postaci cmentarzy, kościołów, kamienic – bo one jako jedyne nie kłamią) a następnie podążyć jak każe autorka bo zwykłym blichtrze i tandecie zapuszczonego, jakby zgwałconego miasta… A przecież do tego dążą banderowskie władze tego grodu – udowodnić, że Polacy byli tam jednymi z wielu i tak naprawdę okupowali to miasto… Ostatnio przyglądałem się pomnikowi Bandery i ulicom Bandery i muzeom pełnym pamiątek po zwyrodnialcach z UPA.Przechodziłem koło straganów wypełnionych czerwono-czarnymi chorągiewkami i odznakami OUN. Rozmawiałem też z młodymi ludźmi, których edukuje się, wtłaczając do głów, że profesorowie Uniwersytetu Jana Kazimierza (obecnie Szewczenki) to byli Ukraińcy…Zamiast iść proponowanymi śladami tej ,,podróżniczki” proponuję przeczytać książkę M. Hałasia pt. ,,Oddajcie nam Lwów”.Tam jest opisana prawda – za którą temu autorowi zakazano wjazdu na Ukrainę…

      1. ~Piotr pisze:

        Myślę, że trochę przesadzasz. Prawda, że Lwów był polskim miastem przez 600 lat i że w XIX w. stał się jednym z najważniejszych ośrodków kulturowych w Polsce. Prawdą jest też bardzo niezdrowy kult ukraińskich zbrodniarzy i nazistowskich kolaborantów z UPA i OUN. Prawda, że wielu Ukraińców wolałoby żeby nie było tego długiego epizodu i próbują zacierać pamięć o polskiej historii miasta (to jest złe, ale to samo robimy w stosunku do Gdańska, czy Wrocławia, czy wiesz że Uniwersytet Wrocławski wydał 10 noblistów i żaden (z tych co nie żyją) nie jest w żaden wyraźny sposób upamiętniony). Nie zapominajmy jednak, że w rozwój Lwowa swój wkład mieli także Żydzi, a samo miasto założyli Rusini. Autor pokazuje alternatywne podejście do Lwowa jako miasta, które nadal żyje, a nie miasta zombi, które nastąpiło po śmierci prawdziwego Lwowa, tak jak my chcielibyśmy to widzieć. To odwiedzanie cmentarzy, które jest obowiązkowym punktem każdej wycieczki do Lwowa lub Wilna to trochę taka nasza narodowa obsesja, manifestacja polskości Lwowa, która zakończyła się prawdopodobnie bezpowrotnie 70 lat temu. Jadąc do Krakowa, nie idziemy przecież obowiązkowo na cmentarz Rakowiecki.
        Byłem we Lwowie i bardzo mi się podobało to miasto, widziałem cmentarz Łyczakowski i Orląt Lwowskich, ale jeżeli pojadę tam drugi raz to pewnie wolał bym trochę inaczej spędzić tam czas.

    2. ~Sandra pisze:

      świetny przewodnik po Lwowie.
      We Lwowie byłam jakiś czas temu i z jednej strony byłam zachwycona (tyle tu pięknych budowli) a z drugiej rozczarowana (dlaczego to wszystko w takiej ruinie)
      Najbardziej zdumiewały mnie polskie reklamy/napisy sprzed wojny.

      Nie wiem czy wiesz, że Lwów ma dawną, jeszcze z początku XX wieku sieć kanalizacyjną.
      Gdy tam byłam (mieszkałam u Lwowiaków) doświadczyłam z czym się wiąże tak zabytkowa kanalizacja.
      Woda była racjonowana (wiele godzin krany każdego dnia były puste).

      Niezwykły był również widok mnóstwa stolików/ławek okupowanych przez starszych mężczyzn grających w … warcaby :)

      Pozdrawiam.
      PS może się przyda – z tego korzystam – http://www.cowartozobaczyc.pl/tani-hotel-gigantyczna-porownywarka-wyszukiwarka-hoteli-polska-swiat/ – ponad 5 milionów tanich hoteli na całym świecie

  1. Bardzo Lubię Lwów i masz rację: jeśli chodzi o knajpy, to Lwów rządzi! Jest ich chyba więcej niż w przeciętnym polskim mieście. Z takich ciekawostek to zauważyłam, że trudniej spotkać lokalsów niż… tureckich turystów:)

  2. ~Bartek pisze:

    Faktycznie ten Lwów to niesamowite miasto! Sam w nim byłem tylko przejazdem we wrześniu 2002 r. – w drodze na i z Krymu. Piszesz o tym mieście w ogromnie ciekawy sposób, przeczytałem Twoje opisy jednym tchemi nadal mogę powiedzieć – pogratulować. A szczególnie utkwiła mi w pamięci kamienica zwana Pałacem Królewskim – dziedziniec faktycznie wykazuje ogromne pokrewieństwo wobec renesansowego dziedzińca zamku na Wawelu. Swoja drogą jestem ciekawy, czy nad jego budową mogli również pracować rzemieślnicy i artyści sprowadzeni z Włoch. Dla mnie ten temat jest o tyle bardziej interesujący, że na moim wielokrotnie już wspominanym blogu dużo piszę o obiektach architektonicznych renesansu włoskiego i także o innych zagadnieniach sztuki Italii. Styl renesansowy najwcześniej z Włoch dotarł na dwór Macieja Korwina w Budzie. I zamek budzki, wcześniej gotycki w ósmej i dziewiątej dekadzie XV w. (sic!) został poddany solidnej przebudowie – właśnie w stylu włoskiego renesans. A jego – dziś niestety zupelnie nie zachowany – dziedziniec – to taki „Wawel” starszy o 20-30 lat. Wiadomo, że na dworze Macieja Korwina w Budzie był czynny kamieniarz z Italii Francesco Fiorentino – czyli Franciszek Florentczyk, tenże Maciej Korwin otrzymał także dwa popiersia z importu – pochodzące z warsztatu rzeźbiarza i malarza szkoły florenckiej – Andrea del Verrocchia. Na dworze króla Węgier działał także znakomity iluminator ksiąg rękopiśmiennych – Francesco da Castello. Przyjmuje się, że styl renesanu przeniknął na teren Polski i dzisiejszych krajów ościennych głownie za pośrednictwem Węgier. I takich podobnych dziedzińców „wawelskich” dałoby się z terenu Europy środkowej wskazać znacznie więcej – e.g. zamek w Niepołomicach, zamek w Brzegu Opolskich, zamek w Dreźnie (niestety znacznie przebudowany), może w pewnym sensie i zamek w Bolkowie, zamek w Opocnie koło Hradca Kralove), jedna ze starszych części pałacu Hofburg w Wiedniu – a dzięki Tobie wiem o takiej perełce ze Lwowa. Serdecznie pozdrawiam!

  3. ~cherrish pisze:

    „partyzanci z upa”??? litości, bandyci, mordercy, zwyrodnialcy to są prawidłowe określenia.

  4. ~Maciutek pisze:

    Kawiarnie są super zwłaszcza Kopalnia Kawy i Kawiarnia Sztuka- polecam i pozdrawiam

    1. ~Jacenty pisze:

      Jest też niestety „Bunkier UPA”.

  5. ~nemo pisze:

    Polecam wszystkim knajpę „Stargorod”we Lwowie,to naprawdę niesamowite miejsce ze wspaniałym,robionym na miejscu piwem…

  6. ~Ania pisze:

    Agnieszka, właśnie dałaś nam (a przynajmniej mnie) czternaście bardzo dobrych powodów, żeby odwiedzić Lwów. Przede wszystkim są one zupełnie inne od standardowych pomysłów, które znajdziemy w każdym przewodniku. I do tego przepiękne zdjęcia!

  7. ~p58 pisze:

    Jestem dzieckiem Lwowiaków.Odwiedzałam to miasto z ciekawości,a póżniej z obowiązku.Rodzice zauroczeni miastem starali przekazać nam swoje wspomnienia,idealizując je bezsprzecznie.
    Mnie Lwów nie pociąga,raczej rozczarowuje. Bardzo drażnił mnie fakt,że włodarze miasta bardzo zadbali o to aby Polacy tam przyjeżdżający nie znaleźli ani jednego drogowskazu, ani jednej informacji w języku polskim. Troska o zabytki jest wątpliwa, bo świadczą o polskich korzeniach o których tubylcy chcą zapomnieć.Bardziej dbają o skansen(i słusznie,bo to ich namacalna historia) niż o pałac Potockich!

    1. ~gloria55 pisze:

      We Lwowie panoszyli sie Polacy. Polskie pomniki we Lwowie to cacy a niemieckie we Wroclawiu to BEEE. Polacy szli do morza Czarnego, palili, grabili, mordowali a teraz sie szczyca. Budowali lwow bo go okupowali tak jak Wilno. Czas miec sprawiedliwe podejscie. Lwow jest iekny, to prawda. Piekny jest tez Krakow budowany glownie przez Austriakow. Piekny Budapeszt i Praga.

      1. ~Binio pisze:

        Polskie korzenie? O czym ty mówisz? Bo o ile ja wiem, to z rusińskiej osady przy targu wołami, miasto zrobili Litwini Jagiellonowie w swej dziedzinie, „Pogoni”. Oni również zrobili z niej metropolię fundując Uniwersytet i biskupstwa. Polacy przybyli tam jako służba (na różnych szczeblach) u ruskich kniaziów. że byli poręczni i gorliwi, namnażali się. Moda na Polskość wzrosła, gdy miejscowi zauważyli że lepiej być szlachcicem niż bojarem i katolikiem niż „czerńcem”. Wtedy też wielu Rusinów „przechrzciło” się na Polskość, tworząc populacje „Lachów”. Jak pisze słusznie Autorka, Lwów to Rusini, Żydzi, Ormianie, Austriacy, ale i Polacy, w większości ci z rusińskimi korzeniami. I to oni to miasto i domy budowali, by godnie w nim żyć. Ani polskie, ani rusińskie, ani żydowskie, lecz ICH własne, kochane. Więc o jakichś polskich korzonkach, przez litość dla inteligencji, nie wspominaj. Dziękuję Autorce za piękny, humanistyczny i refleksyjny tekst o mieście z naszej (Rzeczpospolita Obojga Narodów) przeszłości, a Tobie za powód do riposty. Pozdrawiam!

        1. ~Artur P. pisze:

          Chyba jednak piszesz nie o Lwowie?
          Bo Lwow od podstaw, wybudowal krol Kazimierz Wielki jak i wybudowal zamek na Gorze Zamkowej!
          Rusinska osada, wybudowana zreszta na Ziemi Ledzian, byla w poblizu wlasnie gory zamkowej, ale nawet obwarowania kazali zburzyc Tatarzy, u ktorych Rusinu byli w niewoli!
          I to prawny dziedzic tych ziem, polski krol – Kazimierz Wielki, uratowal Rusinow na tych ziemiach przed calkowita zaglada!

      2. ~Mirko pisze:

        Krakow budowany glownie przez Austriakow?? Weź chopcze idź pobierz nauki do gimnazjum bo takie głupoty piszesz, że głowa mała

      3. ~KW85 pisze:

        po pierwsze poczytaj zanim piszesz nieprawdę.
        Lwów i ziemie na wschód Polacy zajmowali nie na drodze podbojów ale układów (Kazimierz Wielki potem Unia Lubelska).
        Porównywanie Lwowa do Wrocławia rodem z PRL jest nie na miejscu gdyż Wrocław utraciła III Rzesza zbrodnicze państwo prowadzące eksterminację m.in. narodu polskiego „za karę” za 2 w.św., a Lwów utraciła Polska, jako nagroda dla ZSRR.
        Poczytaj o tym czy Polacy kiedykolwiek bombardowali Lwów? nie a Ukraincy bombardowali Lwów w czasie okresie grudzień 1918- marzec 1919 ażeby osłabic morale ludności pomimo militarnie nie miało to żadnego znaczenia. Oznacza to że nie szanowali Lwowa, zależało im na zdobyciu jego zasobów materialnych a nie kulturalnych (co widać obecnie w niedbaniu o zabytki Lwowa i kresów pd-wsch).
        Okupacja to czas gdy wrogi kraj zbrojnie zajmuje inny, a Wilno i Lwów od XVI/XVII w. większość ludności miało polskiej, wcześniej zbrojnie Polacy nie zajmowali tych ziem – czyli nie byli worgoami – nie byli okupantami.
        Odnośnie austriackości Krakowa – chyba cię matka ukrainka nigdy nie puściła na wycieczkę do Krakowa ale tam jest Wawel (taki Zamek) który zbudowali Polacy dłuuugo przed okupacją austriacką tzn III rozbiorem 1795. Podobnie Stare Miasto i Barbakan. Krakowski Kazimierz
        Co austriacy zbudowali/zrobili w obrębie Krakowa:
        - zniszczyli i ograbili Wawel zamieniając go na cytadelę i koszary, których resztki szpecą pd część wawelskego wzgórza (planowano je wyburzyć ale brak środków).
        - zniszczyli mury miejskie i posadzili kilka drzew
        - za zrabowane Polakom w formie podwyższonych podatków pieniądze zbudowali forty, które od razy się rozsypywały („nie trzeba Moskali bo się samo wali, przybywajcie Francuzi zobaczycie gruzy”
        - zbudowali obóz koncentracyjny Płaszów i wymordowali masę krakowskich Polaków i Żydów (przywódcą III Rzeszy był austriak A Hitler).

        1. ~Bartek pisze:

          Drogi kolego,

          pisałem już wcześniej, że zamek Wawel, przynajmniej ta jego dominująca część renesansowa i barokowa – to dzieło głównie artystów-kamieniarzy włoskich, sprowadzonych na nasze ziemie, artyści czy rzemieślnicy pochodzenia polskiego mieli tu minimalny udział. Podałem nawet nazwiska artystów. Można powiedzieć, że zamek Wawel pod względem stylu renesansowego ma bardzo wiele wspólnego z nieistniejącym dzisiaj zamkiem renesansowym w ówczesnej stolicy Węgier – Budzie, ten ostatni też głównie przebudowali sprowadzeni przez króla Macieja Korwina Włosi, z tym że miało to miejsce znacznie wcześniej niż w przypadku Wawelu, bo już w 4. ćwierci XV w.

      4. ~normalny pisze:

        Wstyd, jestem Krakusem, ale nie wiedziałem, ze Wawel, Sukienice, Rynek, Floriańska itd to dzieło Austriaków. Dzięki wielkie…

        1. ~Bartek pisze:

          Jakich Austriaków drogi kolego? Zamek wawelski, przynajmniej jego potrężna renesansową częśc zbudowali głównie Włosi – sprowadzony z Toskanii warsztat Bartolomeo Berrecci’ego, bracia Giovanni Cini i Bernardino de’ Gianotis, a współpracowali z nimi rodowici kamieniarze polscy – e.g. Benedykt Sandomierzanim. Jeśli zas chodzi o dalsza przebudowę Wawelu w okresie baroku – to znowu kłania się Italia. Działał tu znany sztukator Giovanni Falconi, marmurowy kominek w Sali pod Ptakami wykonał – Ambrosio Meazzi, tzw. Kaplicę Wazów -bliźniaczkę Zygmuntowskiej – zbudowali i ozdobili barokowymi rzeźbami artyści związani z Rzymem – Giovanni Battista Ghisleni i Francesco Rossi. A ten ostatni jest twórcą który chociaż na krótka chwilę przeszczepił na grunt polski rzymski nurt baroku w wydaniu Giovanni’ego Lorenzo Bernini’ego. Oczywiście podałem tylko tych najważniejszych twórców, ale i inni artyści byli u nas czynni – e.g. Niemcy, Ślązacy (Śląsk w okresie renesansu NIE należał do Polski). Pozdrawiam Cię serdzcznie!

      5. ~Jacenty pisze:

        Polacy palili i mordowali…A co powiesz w takim razie o Ukraińcach?

      6. ~Żyd Gutmacher pisze:

        Jak na Ukrainkę piszesz nieźle po polsku, ale dusza jak jest widać. Komentować nawet hadko. Przypomnij sobie dni Petlury we Lwowie i Wołyń. Dziadzius ilu Żydow ma na sumieniu? Wujcio w Babim Jarze strzelal, czy rezal na Wołyniu? Do SBU mnie podasz i pójdę do więzienia? Shalom!

      7. ~Cent pisze:

        Gloria ! Jakbym Ukraińca słyszał. Czy Ty dziecko wiesz, ze Polacy zbudowali Lwów, tak jak Niemcy Wrocław, natomiast w Krakowie można Austriackie budynki nie zaliczyć do udanych i jest ich kilkanaście tylko. We Lwowie jest „piękny” monument obok zaprojektowanego przez Teodora Talowskiego kościoła św. Elżbiety i stoją tam dwie flagi ukraińska sino żółta i taka czerwono czarna. Pewnie wiesz co ona reprezentuje i z jakimi ofiarami sie kojarzy, a usytuowanie pomnika i te symbole w kolorach czerwono, czarnych to mi sie złe kojarzy. Tobie pewnie super ?

        1. ~Bartek pisze:

          Zgadza się, nie wspomniałem w przypadku Krakowa o Teodorze Talowskim, to bardzo ważny architekt XIX w. Ale cóż, ja jestem raczej nowożytnikiem, architektura i sztuka nowoczesna, od XIX w. wzwyż nie jest moją mocną stroną.

      8. ~Ja-nuszek pisze:

        Gloria – Poczytaj – ze zrozumieniem!!!! – historię tych ziem i nie pisz więcej takich bzdur.

      9. ~aw pisze:

        „Kraków budowany przez Austriaków” – brednie.To,że był w zaborze austriackim wcale nie znaczy, że budowali go Austriacy…

      10. ~p58 pisze:

        Z historią to masz na bakier i pewnie miałaś pałę.
        Wróć się do szkoły i nie przynoś wstydu.

      11. ~Michał pisze:

        O mój boże, takiego polonofoba jeszcze nie widziałem. Kiedy Polacy szli do Morza Czarnego? Pomijając fakt, że Polska nigdy do Morza Czarnego nie sięgała, to przypominam, że Ukrainę, wtedy po prostu Litwę, czyli Ruś dali nam Sami Litwini, czyli Rusini, na mocy Unii Lubelskiej. Lwów został założony, przez księcia Rusińskiego, i po 80 latach istnienia te drewniane chaty z jakich się Lwów składał zostały przejęte przez Kazimierza Wielkiego, także przez układy a nie podbojem, i w zasadzie Lwów został zbudowany od nowa, KW nadał prawa miejskie i podają źródła „równo obdzielam i Polaków i Rusinów przywilejami”. Już w drugim pokoleniu wszyscy się polonizowali, Lwów został zbudowany przez 650 lat przez Polaków, oraz inne mniejszości, ale pod zwierzchnictwem Polskim. Nawet podczas zaborów, rektorzy uczelni, prezydenci, wszystkie stanowiska zajmowali Polacy, nie Austriacy, a co ciekawe nawet Austriacy się polonizowali, tak silna była Polska kultura, wejdź na yt o obejrzyj filmiki sprzed wojny. Swoim stwierdzeniem, zę Kraków budowali Austriacy zrobiłeś z siebie kompletnego idiotę, w krk Austriacy zbudowali tylko forty i założyli podgórze, a tak to Kraków wtedy kisił się i gnił w stagnacji podobnie jak germanizowany an siłę Gdańsk.

        1. ~Bartek pisze:

          Rzeczpospollita Obojga Narodów sięgała do Morza Czarnego – po unii w Horodle (2 X 1413 r.). Ale niedługo potem te najbardziej na południe wysunięte tereny zostały nam odebrane i w momencie zawierania Unii Lubelskiej (4 VII 1569 r.) – faktycznie już do Morza Czarnego nie sięgaliśmy.

      12. ~Michał pisze:

        Kiedy Polacy szli do Morza Czarnego? Pomijając fakt, że Polska nigdy do Morza Czarnego nie sięgała, to przypominam, że Ukrainę, wtedy po prostu Litwę, czyli Ruś dali nam Sami Litwini, czyli Rusini, na mocy Unii Lubelskiej. Lwów został założony, przez księcia Rusińskiego, i po 80 latach istnienia te drewniane chaty z jakich się Lwów składał zostały przejęte przez Kazimierza Wielkiego, także przez układy a nie podbojem, i w zasadzie Lwów został zbudowany od nowa, KW nadał prawa miejskie i podają źródła „równo obdzielam i Polaków i Rusinów przywilejami”. Już w drugim pokoleniu wszyscy się polonizowali, Lwów został zbudowany przez 650 lat przez Polaków, oraz inne mniejszości, ale pod zwierzchnictwem Polskim. Nawet podczas zaborów, rektorzy uczelni, prezydenci, wszystkie stanowiska zajmowali Polacy, nie Austriacy, a co ciekawe nawet Austriacy się polonizowali, tak silna była Polska kultura, wejdź na yt o obejrzyj filmiki sprzed wojny. Swoim stwierdzeniem, zę Kraków budowali Austriacy zrobiłeś z siebie kompletnego idiotę, w krk Austriacy zbudowali tylko forty i założyli podgórze, a tak to Kraków wtedy kisił się i gnił w stagnacji podobnie jak germanizowany an siłę Gdańsk.

      13. ~Kaz pisze:

        Gloria55 twój komentarz to albo nieznajomość historii, albo jakiś chory kompleks. Polacy w przeciwieństwie do swoich sąsiadów nie niszczą pamiątek historycznych (przypadki wandalizmu to nie programowa w przypadku Ukraińców działalność na rzecz wyrugowania z rzeczywistości, której oszukać się nie da). Przyjedź do Wrocławia zobacz ile jest miejsc z niemieckojęzycznymi napisami, odrestaurowanych i zadbanych. Nikt tu nie niszczy niczego tylko dlatego że jest niemieckie, austriackie czy czeskie, albo że ma obcojęzyczne inskrypcje (Wrocław niemiecki był najkrócej – dla twojej wiedzy). Polacy są tolerancyjnym narodem czego jest wiele dowodów i wiele pamiątek w całym kraju. Przede wszystkim nie są małostkowi. Wam Ukraińcom pozostaje tylko bezmyślna nienawiść i zaklinanie rzeczywistości. Wszystko co macie zawdzięczacie Polsce i albo się z tym pogodzicie, albo się z tym zagryziecie. Według mnie im szybciej tym lepiej. Jesteście zwyczajnie niekonstruktywni. Samym niszczeniem nie da się niczego zbudować.

      14. ~Marek pisze:

        „Panoszyli sie”?chyba byli u siebie.Lwow-struktura etniczna.XII. 1931 r. – liczba ludności ogółem 312,2 tys. mieszk., w tym Polacy 157,5 tys. mieszk. (50,4%), Żydzi 99,6 tys. mieszk., Ukraińcy 49,7 tys. mieszk., Niemcy 2,4 tys. mieszk.

        VIII. 1939 r. – liczba ludności ogółem 333,5 tys. mieszk., w tym Polacy 169,9 tys. mieszk. (50,9%), Żydzi 104,7 tys. mieszk., Ukraińcy 53,2 tys. mieszk., Niemcy 2,6 tys. mieszk.
        Powyższe dane przytaczam za pracą Grzegorza Hryciuka pt. „Polacy we Lwowie 1939-1944. Życie codzienne”, Wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 2000.
        Przed wybuchem II wojny światowej, we Lwowie mieszkało 50% Polaków, 33% Żydów i 15% Ukraińców

        1. ~Historyk pisze:

          Tak a np w Wilnie w II RP w ogóle nie było Litwinów, bo … jak powiedziała przewodniczka wycieczki podczas zwiedzania Wileńskiego cmentarza, na której byłem … UCIEKLI przed Żeligowskim.
          I Litewska stolica stała się ostoją i rdzennie polskim miastem …

          JEDNA JEST TYKO RACJA, I TO MY POOOLACYYY JĄ MAMY …

      15. ~viktim pisze:

        Siegnij jeszcze do czasow Tuhajbeja to znajdziesz wiecej powodow do ziania jadem. Ze tez zawsze musi sie znalezc ktos dla kogo zycie i swiat jest tylko udreka.

      16. ~elza pisze:

        Moja babcia urodzona we Lwowie 31.08.1939 roku odebrała wraz z narzeczonym zdjęcia od fotografa – jest na nich ta data. Ślub był wyznaczony miesiąc później. Gdy wkroczyli Niemcy aresztowali narzeczonego, który całą wojnę spędził w obozach, zmarł w styczniu 45 roku w Gross Rosen.
        Babcia była mu wierna do końca życia, przed śmiercią – choć wskutek wylewu zaniewidziała- prosiła mnie jeszcze o pokazanie tych zdjęć, a w przeddzień śmierci powiedziała mi, ze przyszli do niej wszyscy jej zmarli bliscy, w tym narzeczony Kazio. mam zdjęcia babci z młodości – na nartach, na koniu, na uliczkach Lwowa, mam obraz z fragmentem widoku z góry zamkowej, mam porcelanę Lewickiego. Byłam 2 razy we Lwowie, ale ze skurczem krtanii…

    2. ~Slezan. pisze:

      Ci „prawdziwi Polacy”, którzy się tak bardzo oburzają na wasze zniszczone zabytki we Lwowie. W niczym nie ustępujecie swym ukraińskim sąsiadom w niszczeniu dziedzictwa Śląska, zarówno Górnego jak i Dolnego. Nie mowiąc o Pomorzu Zachodnim. Przestańcie skowyczeć, bo historii sie nie cofnie i nie można żyć tymi wojnami przez najbliższe 1000 lat jak to macie w zwyczaju. Bierzcie się do roboty, przejrzyjcie na oczy i ratujcie co się da bo to są zabytki a nie ss-mani.

      1. ~elza pisze:

        Ten kto porównuje Wrocław i Lwów nie ma racji – popatrzcie proszę, jak piękny jest Wrocław. Poza tym nikt Niemcom nie broni przyjeżdżać w miejsca, gdzie ich przodkowie mieszkali. Nawet kupują posiadłości na terenie Polski, organizują hotele, restauracje itp

        1. Ale przecież to samo dotyczy Lwowa – popatrzcie, jak piękny jest Lwów. Poza tym nikt Polakom nie broni przyjeżdżać w miejsca, gdzie ich przodkowie mieszkali. Nawet kupują posiadłości na terenie Ukrainy, organizują hotele, restauracje itp.

    3. ~zenobia pisze:

      Ksenofobia, ciasnota umysłowa i brak elementarnej wiedzy (rodem z obiektywnych źródeł). Lwów był miastem polskim, ale zamieszkałym nie tylko przez Polaków (kto wybudował wspaniałe katedry nie tylko łacińskią, mieszkańcy – dla siebie). To absolutna nieprawda, że Ukraińcy zamazują ślady kultury i dorobku poprzedników. Czy wyobrażasz sobie, że w obecnie polskim mieście (np. Wrocławiu, Szczecinie) Polacy zostawiliby pomniki kultury poprzedników ? Nigdy! Przykład: szczeciński pomnik cesarza Wilhelma od razu przetopiono i użyto do nowego odlewu konnego pomnika ks. J.Poniatowskiego, który stoi przed Pałacem Prezydenckim chichot historii: w polskim bohaterze „płynie” teraz niemiecka spiżowa „krew”). A pomnik A. Mickiewicza w najbardziej reprezentacyjnym punkcie Lwowa stoi do dziś. Pomnik Kilińskiego w parku. Itd. A kto wykładał na Uniwersytecie, ciekawe dlaczego ? Trochę wiedzy … Polacy nie chcieli zatrudniać swoich ukraińskich kolegów – naukowców. Pozdrawiam Lwów, miasto bez granic (kulturowych).

  8. ~Polihistor pisze:

    Rzeczywiście, „kryjówki partyzantów UPA” starczają za cały komentarz do tekstu.

  9. ~Paweł pisze:

    Polecam także Dom Legend na ulicy Starożydowskiej 48, gdzie o godz. 15, 18 i 21 można zobaczyć interesujące „przedstawienie”. Ciekawe są też kamienice, na których można zauważyć przedwojenne polskie napisy. Jedna z nich znajduje się m.in. na ulicy Panteleimona Kunisha. W ostatnim czasie była remontowana, więc sądzę, że gdyby chciano zatrzeć w tym wypadku polskie ślady, to by je zamazano. Aczkolwiek przykre jest to, że w mieście nader często widzi się czerwono-czarne flagi, przypominające o mordach na Polakach w latach 1939-45.
    Polecam także odwiedzić inne interesujące miasta w okolicy, także związane z polskością, jak np. Drohobycz, Truskawiec, czy pobliską Żółkiew.

  10. ~Warcibor pisze:

    LWÓW JEST I BĘDZIE POLSKI…..Skąd nagle ma być ukraiński…Stalina i innych debilów politycznych pogieło i to zdrowo!!!!!!!!!!!!!!

  11. ~adam pisze:

    Lwów jest cudowny!!!! Polska poniosła ogromną stratę.

    Byłem we Lwowie 2 razy ale pojadę następny raz i następny…

    1. ~Roman pisze:

      Polska poniosła stratę tracąc Lwów jednak dostała za to też piękny a może i piękniejszy Wrocław placzą Niemcy za Wrocławiem bo oni nie otrzymali nic w zamian a stracili Wrocław po 800 latach. My mamy bilans na plus

  12. ~Tomek pisze:

    Wygląda jak Przemyśl. Drugie zdjęcie wygląda wręcz jak ulica Franciszkańska w Przemyślu przy wieży zegarowej.
    Jeszcze raz, wyglada jak Przemyśl, taki sam tajemniczy, potencjalnie piękny i taki sam odrapany i rozsypujący się.
    Płaczemy za Lwowem a tu mammy taką perełkę jak Przemyśl która leży brudna w błocie.
    Ech…

    1. ~Marcin pisze:

      Masz rację, Przemyśl to piękne miasto, jedno z najpiękniejszych w Polsce moim zdaniem. Mieszkałem tam 2 lata i mam same pozytywne wspomnienia, tylko nie rozumiem dlaczego tak mało się o tym mieście mówi, dlaczego tak mało się pokazuje…

    2. ~Roman pisze:

      Ukraińcy domagają się od Polski zwrotu Przemyśla jako ich tereny i ich miasto. Skoro taki burdel i syf to chyba mają racje ze to ukraińskie miasto i mieszka ich tak dużo że ich narodowy charakter widać gołym okiem

  13. ~Ewa pisze:

    Ale ten skansen założyli Polacy w latach 30. XX wieku !

    1. ~p58 pisze:

      zwiedzałam ten skansen kilkakrotnie.Jedna z przewodniczek podkreślała z wielką dumą,że to ICH namacalny dorobek kulturowy i wielka chluba.
      Przymusowo wysiedleni dziadkowie zostawili dom we Lwowie z 1938 roku,który został przez kolejnych lokatorów,mieszkańców podobnych huculskich rezydencji,zrujnowany.
      „No Paliaki to tera nasze”,tymi słowami przywitano moją matkę,która chciała obejrzeć swoją ojcowiznę.

  14. ~hummingbird pisze:

    Polecam kawiarnię Atlas – pięknie odrestaurowane wnętrze, pyszna kawa, wspaniale zachowane polskie akcenty.
    Aaaa, no i kawiarnia Szkocka – kolejny „must be”. Legendarny lokal polskich matematyków przed wojną. Podobno pisali tam wtedy na serwetkach. Teraz podają tam świetną kawę z cytryną!

  15. ~realista pisze:

    11) Mapa Galicji w kolorach jakos w dziwnie przypominajacych flage ukrainska „mała rzecz, a cieszy” autorkę. śmiać się czy płakać?

    1. ~p58 pisze:

      Też to zauważyłam.
      Niestety Ukraińcy uważają dawną tzw.zachodnią Galicję za swoje rdzienne tereny.
      Po co nam ta przyjażń?

    2. ~Pacek pisze:

      No popatrz, a ja całe życie myślałem że zielone to doliny, a pomarańczowe to wyżyny. Dziękuję!

  16. ~Gęś pisze:

    @p58

    I to jest najlepsze podsumowanie. I najbliższe prawdy.

    Ja nie jestem dzieckiem lwiowiaków i nie mam żadnych związków ze Lwowem, ale wydrapywanie polskich śladów widać na każdym kroku.
    Ukraińcy nienawidzą Polski i Polaków i dają temu wyraz. A my, nie wiedzieć po co, pchamy się tam „z przyjaźnią”.

    1. a nie zgadzam się w ogóle. Znam dziesiątki Lwowian i oni Polaków kochają.

      1. ~e pisze:

        nie wierze w to znam lwowian ..niestety nie lubią nas lub inaczej tolerują aż lub tylko tyle

    2. ~Michał pisze:

      to nie prawda, tzn nie całkiem, są zaszłości, ale jak pokazuje ostatni sondaż Polacy cieszą się sympatią 76% Ukrainców, najwięcej ze wszystkich, z naszej strony są to Czesi, aż 65$

    3. ~tomaszwas pisze:

      ..A teraz niech pan jedzie do Wilna i znajdzie mi jakies slady polskosci pozostawione tam przez obecnych gospodarzy(napisy na murach,tablice pamiatkowe..np.ulica Filaretow itp..itd) Zapewniam pana,ze Ukraincy przykladaja do tego zupelnie inna miare niz Litwini..We Lwowie co rusz widac polski napis na scianie,wszystkie koscioly(prawie),osrodki kultury,muzea,teatry maja polskie napisy,.w restauracjach, kawiarniach prawie zawsze moze pan poprosic o menu po polsku….A teraz Nich pan jedzie do Wilna i znajdzie mi restauracje w ktorej graja Fogga menu jest po polsku….kelnerzy na dzwiek polskiego NIe udaja,ze NIE wiedza co to za jezyk…Mozna miec pretensje(choc nie byc zaskoczonym)ze czcza Bandere(to w koncu ich bohater)..ale nie mozna narzekac,ze likwiduja jakiekolwiek slady polskosci(a jezdze tam co roku i mam wrazenie,ze jest ich tam coraz wiecej!)…..

  17. ~peter pisze:

    Zachwycila mnie pani tym artykulem.Bedac w maju w Polsce juz wiem, ze wypad do Lwowa jest koniecznoscia.
    Cudownym dla mnie bylo by miec kogos , w rodzaju pani, za kompana podrozy i przewodnika.
    dziekuje

  18. ~joe pisze:

    Lwów jest piękny i przyciąga jak magnes. Wszędzie widać jego polską historię, która niestety była brutalnie niszczona po 1945. Ale nie tylko Lwów warto odwiedzić. Po okolicy też warto się przejechać i zobaczyć chociażby Olesko czy Podhorce – polskie zamki i pałace. Semper fidelis

  19. ~Aleksander pisze:

    Galicja Wschodnia to przede wszystkim nie Lwów, ale teren, na którym w 2. RP było mnóstwo gazu ziemnego i ropy naftowej. Galicja Wschodnia łączyła nas z Węgrami i Rumunią. Utraciliśmy nie brudny, śmierdzący, nijaki, wstrętny Lwów do którego nikt nie chce wracać jak Pani pisze, ale oprócz tej perły w Koronie utraciliśmy dawny południowo-wschodni szlak kulturowy i to, co zalegało pod ziemią, a czego już praktycznie nie ma, bo zostało błyskawicznie wydobyte przez Sowietów tak jak węgiel sokalski. Poza tym Galicja Wschodnia to są bardzo żyzne ziemie (choć nie tak bardzo jak na Wołyniu). Przez kilkadziesiąt lat po wojnie udało się wmówić większości Polaków, że dawne tereny 2. RP były obszarami, gdzie nie było złóż surowców, najlepszych ziemi, miast w których zdarzało się, że niemal wszyscy mówili po polsku, a były to jedynie bagna i zacofanie. Tak nie było. Dostaliśmy w zamian ziemie, które poza Górnym i Dolnym Śląskiem nie miały żadnych zasobów naturalnych i dobrych ziem (kluczowe rzeczy do rozwoju gospodarki po 2. wojnie światowej). Zostaliśmy ograbieni i ogołoceni.

    1. ~gupia baba pisze:

      a co zrobiłes „polaku” ze śląskami ?

  20. ~Piotr pisze:

    Koni z rzędem temu, kto we Lwowie znajdzie choć jedną ubikację publiczną. Jedyna tak znajduje się obok Cmentarza Orląt lwowskich. Przepisy ruchu drogowego nie istnieją, ulice w większości są w fatalnym stanie jak też większość poruszających się po nich pojazdów. Pierwszy raz w życiu widziałem tam autobus miejski poruszający się na trzech kołach, czwarte było w górze. Przewodnicy to mafia powiązana z pilnującymi Opery Lwowskiej, która jest non stop zamknięta ale po wręczeniu przez przewodnika odpowiedniej sumy cieciowi, można zobaczyć jej wnętrze. Na targ lwowski wycieczki raczej nie polecam, można zostać obrobionym i w łeb zarobić. Rzadko można natomiast spotkać starszą kobietę na ulicy. To miasto ludzi młodych, piękne dziewczyny bardzo elegancko ubrane w markową odzież. Starsi mężczyźni wysiadują na ławkach w parkach i namiętnie grają w domino. Ogólnie wrażenia niezbyt pozytywne ale zobaczyć warto. Tak wyglądała Polska tuż po II wojnie światowej, tam czas się jakby zatrzymał.

    1. toaleta publiczna znaleziona na Rynku ;) Gdzie mogę odebrać konia?

      1. ~kazimierzp pisze:

        Spotkałem kilka publicznych toalet no i w żadnym z lokali nie robia wstrętów gdy chce się z ubikacji skorzystać. Kilka tych przybytków pozytywnie powala swym wystrojem. Wszystkie czyste, z bieżącą wodą, papierem toaletowy…

      2. ~maria pisze:

        W tych podziemnych „toaletach’ sowieci podczas okupacji uruchomili kazamaty gdzie płynęła /dosłownie/ krew mordowanych Polaków. Ukraińcy zaś urządzili póżniej w tych piwnicach opskórne sracze! Nie nazwałabym tego przybytku – toaletą.

  21. ~mesiks pisze:

    Jak już wspomniał autor o ładnej żydowskiej dzielnicy Lwowa, i że 25% ludności miasta to byli żydzi, to mógł dodać wspomnieć, dlaczego obecnie żydów tam nie ma. Niemcy przy pomocy ukraińców rozebrali ich do naga i popędzili do dołków śmierci. Reszta została w niemieckich obozach koncentracyjnych, pilnowani przez ukraińców. Taka klimatyczna to dzielnica żydowska.

  22. ~Iłłowajsk pisze:

    „Partyzanci upa” oraz zachwyty nad mapą Galicji w sino-żółtych barwach, która „cieszy” właściwie wystarczają za komentarz. Jeśli autorka nazywa morderców, ludobójców i sadystów ukraińskich „partyzantami”, to świadczy to albo o jej kompletnej ignorancji, albo o świadomym, intencjonalnym działaniu mającym wybielać obraz tych hitlerowskich kolaborantów.

    1. nie wydaje mi się, by słowo „partyzanci” miało jakiekolwiek zabarwienie emocjonalne. Walczyli w partyzantce, czyż nie?
      A co do mapy – zielony pokazuje niziny, brąz góry. Choć faktycznie jest coś na rzeczy

      1. ~lew pisze:

        W „partyzantce” walczyli , ale jako zwyrodnialcy bandyci.

      2. ~Wolter pisze:

        Czy Pani wie, że ci „partyzanci” z powodów czysto etnicznych (czyt. nacjonalistyczno-rasistowskich) rozpruwali brzuchy ciężarnym kobietom, przecinali ludzi piłami, nabijali dzieci na płot lub przywiązywali do drzewa drutem kolczastym? Że wymyślali, przed zadaniem śmierci, tortury, od których się samym SS-manom włosy na głowie jeżyły? Czy Pani wie, że celem tych „partyzantów” było „wyczyszczenie” Ukrainy ze wszystkiego co nieukraińskie? Czy posiadając taką wiedzę nie uważa Pani, że nazywanie tych psychopatycznych, sadystycznych faszystów partyzantami to eufemizm czystej wody? W przekazywaniu informacji dobór słów ma znaczenie. Równie dobrze o nazistach wrzucających cyklon B do komór gazowych można pisać „niemieccy żołnierze przebywający w Małopolsce”, zamazując w ten sposób kontekst ich faktycznej roli.

        1. właśnie dlatego słowo „partyzanci” jest w cudzysłowie

      3. ~fdfd pisze:

        ta to ci partyzanci co pacyfikowali powstanie warszawskie

      4. ~maria pisze:

        Gdybyś znała cokolwiek historię wiedziałabyś, że do 1943 r. byli wspólnikami niemieckich zbrodniarzy licząc, że przy ich boku stworzą „samoistną” Ukrainę. Zbrodniarze niemieccy nie tolerowali konkurencji i… stąd stali się wrogami. Swoimi wyrafinowanymi zbrodniami przewyższyli Niemców!. To nie była żadna partyzantka. To były bandy zbrodniczych sadystów. Mordowali nawetswoich bliski9ch i współplemieńców. Nie zasługują na miano partyzantki!

  23. ~kazimierzp pisze:

    Jest portal ze zdjęciami pokazujący Polskę. Od niedawna została tam utworzona podstrona gdzie można umieszczać zdjęcia z dawnych polskich kresów. To: http://lwowskie.fotopolska.eu/m56214,Lwow.html Też umieszczam tam zdjęcia archiwalne no i mojego autorstwa ulicami, kamienicami i w miarę możliwości z opisami o historii obiektów i autorach.
    We Lwowie pierwszy raz byłem w 2007 roku i od tego czasu rokrocznie tam bywam przynajmniej przez kilka dni… O tym mieście mozna w pełni powiedzieć, że ma ono dobrego Genius Loci.

  24. ~lew pisze:

    Nie mam korzeni kresowych , ale nigdy nie pogodziłem się z utratą Lwowa i Kresów przynajmniej tych w granicach miedzywojennej Polski.Ze Lwowa najpiękniejszego miasta przedwojennej Polski, zwanego Florencją Polnocy, , podobnie jak z resztą Południowo Wschodnich Kresów Ukraincy zrobili chlew.

  25. ~Paweł pisze:

    Byłem raz, wróciłbym rychło kolejny, tylko mi nadchodząca zima trochę psuje szyki. Jest życie, jest klimat, o tyle urokliwiej niż w Krakowie bo choć zaniedbanych kamienic sporo, to ani jedna nie była czarna od spalin. Tylko żadnej „Kryjówki” nie odwiedzę. Roszczeń terytorialnych nie mam, ale odrywanie przeszłości miasta od Polski to czysta polityka. Nie wiem kto i jak wybadał że mieszkańcy Lwowa to byli „Polacy z ruskimi korzeniami”.

  26. ~Tatiana pisze:

    Dzielnica żydowska, skansen i podwórko maskotek!!! <3 to chciałabym zobaczyć w pierwszej kolejności. No i kawiarnie i kafejki z kuchnią ukraińską, którą uwielbiam. Może na wiosnę :)

  27. ~Tadeusz pisze:

    Ta osoba ktora to opiasala jest wspaniala poniewaz nie uktywa swojego rozgoryczenia przeszlosca.
    Ja tez tak uwazam mimo tego ze mam w sobie polsko/ niemiecka krew.
    Niech szlak trafi tych ktorzy sprzedali Polske na 60 lat pod Ruska okupacje.
    Niech krew zaleje tych ktorzy zsylali polakow na Sybir za to ze byli patriotami, za Katyn i za odebranie polsce najpiekniejszego kawalka ziemi.
    Jeszcze przyjdzie czas moze nie za mojego zycia ze granica sie przesunie tam gdzie byla a moze dalej.
    Siedzac za granica czlowiek zdaje sobie sprawe co stracil nie przez siebie ale przez tych durnych komunistow ktorzy sprzedali swoja ojczyzne.

  28. ~Wolak pisze:

    Bylem we Lwowie kilka razy w lecie 1981r, czyli 34 lata temu, czyli 35 lat po tym jak Lwow przestal byc polski. Czyli w polowie drogi historycznej od wojny do dzisiaj. Bylem kilka razy, bo wtedy nie wolno bylo byc dluzej jak jeden dzien we Lwowie. Czyli aby byc tydzien, to trzeba bylo zrobic sobie 7 oddzielnych wycieczek. Takie wtedy byly przepisy w obozie bratnich panstw socjalistycznych. W tamtych czasach nie spotkalem ani jednego „Banderowca” ludzie w miescie byli przyjazni wobec Polakow, milicja juz NIE. Dla mnie to byli Ruskie, nawet nie Ukraincy a Ruskie. I kiedys spotkalem faceta ok 55 lat po ubraniu widac , ze to byl miejscowy Ukrainiec, to bylo widac, roznice miedzy Polakami z Polski i Ruskimi z Lwowa. Cos zagadalem, a on do mnie czysto po polsku, z lwowskim akcentem. A ja sie go pytam: Czy pan jest Polakiem? On oburzony: Czy to nie widac po mnie? Oczywiscie ze jestem czystym Polakiem. Polakiem, ktory nie wyjechal, zostal po 1945r. w swoim rodzinnym polskim miescie. Mogl wtedy miec 25 lat. A w 1981 on dla nas mlodych z Polski tez juz byl Ruskim. My Polacy, prawdziwi Polacy, a on Ruski. W ruskim Lwowie. Tylko ten jego przepiekny jezyk polski. Niedlugo po tym ja sam wyjechalem z Polski, wyjechalem z Europy, zostalem obywatelem innego kraju. Minelo 30 lat, bylem w Polsce na wakacjach, jade pociagiem, slucham rozmowy mlodych Polakow, wtracam sie do rozmowy. Narzekaja, ze nie maja pieniedzy aby pojechac na wakacje za granice. Chcieliby na tydzien do Berlina, albo do Londynu, ale za drogo. Biedna Polska zmarnowana przez Tuska, nie maja na tydzien w Berlinie, czy Londynie. To ja sie wtracam i podpowiadam: Jedzcie na Ukraine, do Lwowa, w Karpaty, jest taniej, bedzie was stac i bedziecie miec przepiekne wakacje. Na co oni z obrzydzeniem- do Lwowa? Do ruskich? Po co? Tam nic nie ma. A ja: Jedzcie, zobaczcie, beda to wspaniale wakacje i wspaniala lekcja histori. A pan tam byl u ruskich?? Tak, bylem, jezdzilem i polecam wakacje we Lwowie, na Ukrainie, zwlaszcza, ze dla was Polakow jest tam tanio. Mnie sie wyrwalo, a oni zaraz to zlapali „Dla WAS Polakow? Jakich WAS, juz patrza na mnie wrogo i z pogarda. To pan nie mieszka w Polsce? Jeszcze na Pan, ale juz z pogarda, ogladaja mnie od stop po glowe, ubranie, buty, jaka ma torbe. Cos im sie nie podoba ubranie, a zwlasza buty, juz duzo wrogosci i obrzydzenia, ale sa tez troche zmieszani. Pan zes te buty kupil, czy ukradl? One kosztuja 1200 zlotych. To cala pensja Nie wiem czy cala pensja, w Polsce ich nie kupowalem, poprostu sa dobre i wygodne i nie wiem czy kosztuja cala pensje, czy dwie, czy pol. Wreszcie pada pytanie: A pan to w ogole jest Polakiem? Czy ruski? Gdzies sie pan tak dobrze po polsku nauczyl? Wtedy przypomnialo mi sie jak ja sam spytalem 30 lat wczesniej tego czystego Polaka we Lwowie, czy jest Polakiem. Teraz pytaja sie mnie. Jedyne, ze wtedy we Lwowie ja mialem lepsze buty, i teraz po 30 latach mialem lepsze buty. Ale zwatpilem. Czy ja jestem Polakiem? A moze Wolakiem? Nie ! Wolakami, to byli ci mlodzi z Polski, co gdyby nie buty, to by zaczeli do mnie mowic „ty ruski co robisz w Polsce” Taka lekcja histori i takie losy Polakow. Jednego rzucilo na wschod i zostal ruskim, mnie rzucilo na zachod zostalem Amerykaninem, w niczym nie czuje sie lepszy, ale czasem sie ciesze, ze nie zostalem w Polsce, bo moze bym zostal Wolakiem. A wyjazd do Lwowa kazdemu polecam.

    1. ~Małgorzata pisze:

      Do Wolak – nie proszę Pana nie został Pan w żadnym wypadku „wolakiem”. Łzy mi się zakręciły w oczach jak czytałam ten wpis. Byłam jak Pan we Lwowie pod konie lat 80. Też się czułam „lepsza” niż „ci ruscy”. O jaka byłam naiwna. Wizyty w latach 2005-14 to już inne miasto i ludzie. Lwowscy Polacy do dziś są bardziej polscy niż my tu w Polsce. Przetrwali do dziś w okrutnym świecie komunistów i „prawdziwych Ukraińców” przekazując swoim dzieciom dziedzictwo w postaci chęci nauki, poznawania literatury i historii. My Polacy nie powinniśmy zapominać o historii, chociażby z tego powodu, że ci Ludzie tam zostali i przetrwali. Niestety są zazwyczaj w dużo gorszej sytuacji materialnej (i potrzebują pomocy) niż Ukraińcy.
      Z powodów służbowych mam bardzo dużo kontaktów z Ukraińcami. Uwielbiają UPA, nie mogą się zdecydować czy chcą do Unii E. czy może do Rosji. najważniejsze dla nich – to zrobić NA kimś interes. O tym, że Lwów to miasto założone przez Króla polskiego pamiętają tylko wtedy kiedy jest im z tym wygodnie. Myśl, że Lwów kiedyś będzie polski, to mrzonki. Skupmy się lepiej na tym, żeby to co tam jest polskie nadal takie było.
      Co do „wolskości” – proszę Pana to kwestia mentalności. Chcę wierzyć, że w tej Ameryce widzi Pan dużo lepiej co polskie a co „wolskie”. POZDRAWIAM.

    2. ~DD pisze:

      eeh, samo życie !

  29. ~Andrzej pisze:

    Czytając i oglądając artykuł odżyły wspomnienia z wizyty w tym magicznym mieście przed czterema laty. Od siebie dorzucę tylko konieczność zapoznania się ze wyszukanym skansenem kulinarnym. Świńskie ucho podane w przemyślny sposób w jednej z restauracji na Lwowskim rynku. Cielęcy ozór w restauracji blisko Cmentarza Łyczakowskiego czy nadziewane szyjki kurze w dzielnicy żydowskiej na długo pozostaną w pamięci. Niebo w gębie dla odważnych. Zachęcam i polecam.

  30. ~grrrrrrrrr pisze:

    Byłem na Ukrainie wielokrotnie. Lwów to piękne miasto i mam do niego ogromny sentyment. Lubię tam jeździć. Zawsze się zastanawiam czy tak mogła też wyglądać Warszawa przed wojną? Żal mi zniszczonej Warszawy, zagarniętych: Lwowa, Wilna, Grodna, Brześcia i ogólnie całego utraconego polskiego świata na wschodzie. Miło tam się jeździ mając świadomość, że polskość nie kończy się tak gwałtownie jak za cięciem noża kiedy tylko przekroczy się naszą wschodnią granicę. Co do polityki to hańbą jest dla Ukrainy że pielęgnuje mit dobrego Bandery i zezwala na odradzanie się nacjonalizmu w jego najgorszej postaci. Tak się składa że spędzałem we Lwowie sylwestra 2008/2009 i 1 stycznia 2009 roku widziałem na własne oczy tysiące Ukraińców pod ogromnym pomnikiem Bandery który stoi obok kościoła św. Elżbiety (była to setna rocznica urodzin tego zbira). Gdy odśpiewywali hymn ukraińskich nacjonalistów to nawet milicja stała na baczność. Stałem z boku i słuchałem co mówią. A było w tych słowach mnóstwo nienawiści skierowanej w stronę Polski i Polaków. Chcieli bić Lachów i odbierać nam, jak to ujęli, „Zakierzonie”. Wpiszcie sobie w google to się dowiecie o jaki region im chodzi. W każdym bądź razie było tam bardzo nieprzyjemnie, zwłaszcza jak krzyczeli „śmierć Lachom”. Ależ mnie kusiło żeby krzyknąć w tym momencie „Chwała Polszy” ale chyba bym żywy nie uszedł z tego wiecu. Lwów jest niesamowity, ale te wszechobecne w sklepach i na straganach pamiątki w postaci czerwono czarnych flag, kubków, koszulek i breloczków z S. Banderą są nie do przyjęcia dla kogoś z świadomością historyczną. No chyba że jest się totalnym ignorantem w tym temacie. Chciałbym żeby nasze relacje z Ukraińcami były dobre, ale sądząc po takich obrazkach raczej to prędko nie nastąpi.

    1. ~Historyk pisze:

      A nie przeszkadza ci ONR w Polsce i marsze pod oknami dzieci ofiar spalonych przez Polskich bohateró lat powojennych, którzy teraz są wynoszeni na piedestały ???

  31. ~atrong pisze:

    Ja bym wszystkim Ukraińcom chciał podpowiedzieć aby sobie sprawdzili, co po całkowitym pożarze Lwowa zrobił z nim Król Polski Kazimierz.

  32. ~Grzegorz43 pisze:

    Jakiś czas temu byłem we Lwowie . Zatrzymaliśmy się w hotelu Lwów . Hotel był czysty , wyremontowany z miłą obsługą. Po trzech dniach poznawania miasta wróciliśmy do Polski. Osobiście jestem bardzo zadowolony z pobytu we Lwowie i pewnie tam jeszcze pojadę. Niezapomniany zwłaszcza był pobyt w operze i … smaczne oraz tanie jedzenie.
    A co do bloga – myślę, że jest bardzo fajny i ciekawy. Gratuluję Agnieszko.

  33. ~Andrzej pisze:

    Szkołę średnią skończyłem w Bydgoszczy, w niej rozpocząłem studia, które kontynuowałem w Mińsku na Białorusi.Był to wspaniały okres mojego młodego życia. Oba te miasta pokochałem i nadal żywię je gorącym sentymentem. 10 lat temu moi synowie wyjechali do Lwowa na studia medyczne. Już mój pierwszy pobyt sprawił, że To miasto pokochałem jak żadne inne miejsce na Ziemi. Nie jestem w stanie wytłumaczyć słowami dlaczego aż tak bardzo. Na pewno jest to magiczne polskie miasto.

  34. ~Arek pisze:

    Nie no, jak można się zachwycać mapą Galicji która obejmuje praktycznie całą Małopolskę i wszystkie polskie tereny na wschód w barwach flagi ukraińskiej?

    Lwów był polskim miastem, Jałta i Poczdam go zabrały, to i tak dobrze że w zamian dostaliśmy ziemie wschodnie go Churchill wraz z resztą aliantów chcieli Niemcom zostawić wszystkie granice sprzed wojny!!! Stalin był może zachłanny i straciliśmy Lwów i Wilno, ale przynajmniej zostały nowe tereny dołączone, chyba tylko dlatego aby Polaków ze wschodu wywieźć aby nie walczyli o swoją niepodległość na nowych terenach ZSRR :(

  35. ~AntyLeming pisze:

    … była okazja , aby odzyskać nasze miasto.
    Lwów jest piękny! Byłem w Grodnie, też piękne miasto.

  36. ~toJa pisze:

    Byłem we Lwowie w latach 70-tych. Wyjeżdżakąc myślałe, że to taki Kraków. Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłem, że Kraków wielkością to zaledwie jedna dzielnica Lwowa. Códowne miasto zwiedzałem z kuzynką rodowitą Lwowianką przez miasiąc,byłwm wszędzie widziałem prawie wszystko, poznałem wspaniałych ludzi, a fascynacja tym miastem trwa do dzisiaj. Wielka szkoda, że komunistyczne ruskie władze robiły wszystko by niszczyć kościoły, cerkwie, cmentarz łyczakowski. Rozbijali Polskie pistowskie orły. Mimo to miasto trwa i oby trwało w dobrej formie jak najdłużej.

  37. ~Uć pisze:

    Gdy ktoś lubi secesję – tą piękną i tą obdartą to powinien zobaczyć Łódź.

  38. ~Bogdan pisze:

    Witam
    We Lwowie byłem kilka(naście?) razy, dłużej lub krócej (jak ostatnim razem niecałe 30 minut).
    Przez ostatnie 2-3 lata Lwów się zmienił, stał się bardziej „zachodnim miastem” powstało wiele ciekawych nowych miejsc (gastronomicznych), co zwiększyło jego urok. Wszystko zmienia się tak szybko, że jadąc do Lwowa nie biorę żadnych przewodników, decyduję się na 2-3 miejsca które zwiedzam. Lubię się włóczyć po Lwowie. Będąc w sierpniu dopiero w czwartym hostelu znalazłem ostatnie miejsce a po rynku spacerowały tłumy turystów…
    Lwów cały czas potrafi mnie zaskoczyć, choć kilka lat temu po drugim czy trzecim pobycie stwierdziłem że już wszystko zobaczyłem.
    Lubię zwiedzać cmentarze im bardziej nie znane tym lepiej.
    Dwa punkty z mojego pobytu w tym roku we Lwowie które wywarły na mnie niesamowite wrażenie to groby żołnierzy, którzy zginęli w tym i zeszłym roku w wojnie na wschodzie znajdujące się na kwaterze poniżej Cmentarza Orląt i zwiedzanie więzienia Brygidki oraz rozmowa z panią, która nas oprowadzała, zdałem sobie wtedy sprawę jak wielka przepaść może dzielić Polaków i Ukraińców.
    A na koniec zdanie usłyszane od Polskiego turysty. Czwarty raz zwiedzam Lwów z przewodnikiem i każdy mówi o jego historii co innego, często są to dwie przeciwstawne informacje.

    1. Niestety o Lwowie trudno polskiemu turysty opowiadać niepolitycznie. Pewnie podobnie o Wrocławiu Niemcom. Poznałam kilkunastu Lwowian, większość z polskimi korzeniami, większość mówiło po polsku. Trudno im było nam opowiadać. Bardzo.

  39. ~alexo pisze:

    przeczytałem kupę komentarzy i sa tam same bzdury lwów założyłZałożony ok. 1250 przez króla Daniela I Halickiego, który nazwał miasto Lwowem na cześć swojego syna Lwa. W latach 1349-1370 w składzie Królestwa Polskiego, 1370-1387 w składzie Królestwa Węgier, od 1387 do 1772 ponownie w składzie Królestwa Polskiego i Rzeczypospolitej Obojga Narodów, od 1434 był stolicą województwa ruskiego Korony. Miasto posiadało prawo do czynnego uczestnictwa w akcie wyboru króla[2]. Od pierwszego rozbioru (1772) pod władzą Austrii, jako stolica Królestwa Galicji i Lodomerii – kraju koronnego w składzie Austro-Węgier, aż do ich upadku (1918). W okresie zaborów był jednym z najważniejszych ośrodków nauki, oświaty i kultury polskiej oraz centrum politycznym i stolicą Galicji.

  40. ~lena pisze:

    dodam coś od siebie..urodziłam się we Lwowie i kocham te miasto….tak pamiętam ten Tygiel, o którym tu mowa…w naszej starej kamieniczce mieszkało wiele kulturowych rodzin..ukraińcy, polacy, żydzi, rosiajnie…żyli DRUŻNO..czyli przyjażnie po polsku..wszystko się posypało po PERESTROJKIE….zaczęli łęb podnosić banderowcy i upa ..zaczął im przeszkadzać język russki..i nie tylko..nie piszę wszystkiego..stąd te różne flagi i chorągiewki….moje wspomnienia dotyczą innych czasów, to lata 60-70-80…..stamtąd mam serdeczne wspomnienia..o moich dziadkach..babcia polka a dziadek rosiajnin wujek polak a żona- baszkirka drugi wujek polak a żona- żydówka, mój ojciec -białorusin..a mama polka..

  41. ~kazimierzp pisze:

    Czytam te wszystkie komentarze i ich wszystkich rozumiem, ale się z wieloma nie zgadzam! Lwów jest teraz ukraiński choć został założony przez ruskiego króla Daniło po czym był przez wiele lat polski, ale otoczony wokół przez miasteczka i wioski zamieszkałe w dużej mierze przez Ukraińców. Przez to, że budowało go wiele nacji to jest wspaniały i niesamowicie przyciagający. Nie chcę rewizji granic, ale chciałbym likwidacji granic tak aby można było bez problemu poruszać się po wszystkich miejscach Europy.
    W kwietniu tego roku przy ulicy Szewskiej we Lwowie (kiedyś Trybunalskiej) otwarto restaurację z kuchnią galicyjską „Baczewskich”. Galicyjską czyli polską, żydowską, ukraińską. Z głośników sączą się piosenki polskie sprzed 1939 roku. Jest jedną z najdroższych knajp we Lwowie, ale stolik trzeba zamawiać kilka dni naprzód i głownie można spotkać Ukraińców …
    Lwów własciwie to już nie ukraińskie, nie polskie – ale europejskie miasto!

    1. ~Historyk pisze:

      Co za bzdury…
      Polskie miasto, tak jak Praga jest Austriacka, bo w końcu w granicach państwa Habsburgów kilkaset lat, tak jak Edynburg jest Angielski a nie Szkocki bo pod panowaniem Anglików ….
      Skończcie z tymi nacjonalistycznimi banałami, Polską Od morza do morza … Polska to Wielkopolska i Małopolska + Mazowsze i Pomorze, przynajmniej to gdańskie o reszcie regionów można dyskutować
      A to że pod panowaniem polskich (wspólnych w sensie bo też np litewskich)królów była też Ruś to inna rzecz,
      A ruś zaczyna się od wododziału Bugu i Wisły (rzeki to kiedyś autostrady) i miasta Chełm (wysłannik papieża zwiedzający te ziemie pisał że odwiedził miasto Chełm na Rusi NIE W POLSCE)i Przemyśl, całe podlasie (w Drohiczynie koronowany był ruski król) etc
      Lwów był ostoją polskości w czasie zaborów bo było tam najwięcej wolności, lecz Polacy byli tam gośćmi ,
      I w czasie gdy w Polakach wzbierały nadzieje na niepodległość, wzbierały też w Ukraińcach, tym większe że dłużej wyczekiwane i trudniejsze do zrealizowania z racji małej świadomości Rusinów a propo swej tożsamości (w II RP w spisach nie podawali narodowości a mówili że są tutejsi, miejscowi ,,,)A Polacy przyczynili się do odebrania im tej szansy
      a po 1918 to poprostu Polacy okupowali Ruś (Ukrainę), inna rzecz że dzięki temu Stalin zagłodził „tylko 8 mln ukraińców (Rusinów) (a gdyby nie „polska okupacja” zagłodziłby ich 16 mln ….
      Szkoda że Ukraińcy niszczą ślady polskości… bo to też ich historia, oni pracowali na te niszczone dwory i majątki często nie polskich ale ich, ruskich magnatów ….

  42. Pamiętam moją pierwszą podróż do Lwowa. Kawiarnia na rynku, zamawiam coffe with milk, ale dziewczyna kompletnie mnie nie rozumie ;) W tramwaju podaje się pieniądze na bilet z jednego końca na drugi, a wraca i bilet i reszta – cudowne :) Panorama miasta jest piękna, więc warto się wspiąć na punkt widokowy. Ach, ten Lwów :)

  43. Fajny tytuł, zwłaszcza, że w życiu bym nie miała skojarzenia, że Lwów to cmentarze! ;) I widzę, że wpis okazał się niezwykle kontrowersyjny. Dla mnie Lwów na zawsze pozostanie tym miejscem, które widziałam dawno temu, jeszcze w czasach innej rzeczywistości…i głównie zapamiętałam, że był tam problem z jedzeniem, piciem, voucherem podróżnym, prądem i całą masą innych rzeczy ;)

  44. ~Marcin pisze:

    Świetne i porządne kompendium wiedzy na temat jednego z moich ulubionych miast! W sumie to pomyślałem sobie, że nie było mnie tam już jakieś dwa miesiąca i chyba pora nadrobić, może tym razem odkryję coś nowego! Pozdrawiam! Porządna robota!

  45. Ładny wpis, choć oczywiście wkradło się kilka nieścisłości i niedomówień, ale powiedziałbym, że to raczej standardowy turystyczny poziom „napomylenia” tekstu :)

    Wpis trzeba czytać łącznie z komentarzami, które pokazują całą feerię polskich kompleksów, uprzedzeń i stereotypów, a nawet mały wycinek ukraińskich stereotypów – jak wisienka na torcie. Rozumiem, że blog na Onecie gdzieś wyskoczył, to dużo tłumaczy w kwestii komentarzy. Szczególnie miło mi, jako przewodnikowi lwowskiemu, okazać się w składzie struktury mafijnej, różnie mnie ludzie nazywali, ale mafioso to jednak coś nowego :)

    Zwracam uwagę na przewijającego się w tekście „Włodka” – warto mieć lokalsa za przewodnika, to zupełnie inny pobyt wtedy. Dla przeciętnego studenta wydatek 100-200 zł za dzień na profesjonalnego przewodnika to dużo, dlatego polecam na początek wyjazd grupowy, a jak indywidualnie, to couchsurfing. Miejscowi są bardzo przyjaźnie nastawieni, nie ma na świecie bardziej entuzjastycznie nastawionego do Polaków narodu.

    Szczególnie polecam pobyt tym, dla których „Polska w ruinie” i pogrążonym w depresji z różnych powodów. We Lwowie może mniej, ale już na pewno na prowincji, można się poczuć jak prawdziwy krezus i człowiek z lepszego świata – wszystko jest supertanie, a ludzie jak słyszą, że gość z Polski, to mają łzy w oczach i stały komentarz „a u Was to dobrze, oj żeby u nas tak było”.

    W sprawie bezpieczeństwa – bezpieczniej niż w Polsce, jeśli nie jechać nocą autem po drugorzędnych trasach. Stan dróg to katastrofa, z pewnymi wyjątkami.

    Jak coś, to polecam się.

    Artur Grossman, Lwów
    http://www.grossman.pl

  46. ~Marek pisze:

    Opinia Artura Grossmanna na temat części komentarzy o rzekomym podłożu ksenofobicznym jest w duchu internacjonalizmu. Słaby, nieprofesjonalny, tendencyjny i powierzchowny wpis pod dyktando

  47. ~Marek pisze:

    Pan Grossman nie zna historii Polski, bo w szkołach do tej pory nie uczono o hekatombie Polaków na obszarach państwa polskiego zaatakowanych w 1939 r. przez Sowiety, masowych wywózkach, straszliwych mordach, zwłaszcza po 1941 w lwowskich więzieniach, Stryju ,Samborze, Drohobyczu, o eksterminacji Polaków za to tylko, że byli Polakami, o celowym niszczeniu żywiołu polskiego „odpornego” na sowietyzację. Można długo dyskutować, ale do dyskusji trzeba mieć partnera i podstawowe instrumentarium jakim jest wiedza. Jeżeli p. Grossman fakty przedstawione tu przez komentatorów myli z ksenofobią tzn. że nie zna historii Polski. Za to ten specjalista od tematyki ukraińskiej nie ma żadnego punktu odniesienia i poznaje rzeczywistość w oderwaniu od wielowiekowego dziedzictwa kulturalnego Polski na wschodzie i wyjątkowego w nim miejsca Lwowa. Wszystkie archiwa dokumentują polskość tego miasta, chociażby te wywożone potajemnie przed nacierającą armią czerwoną w 1944r., ludzie, groby, literatura, kultura, wysiłek zbrojny, dorobek naukowy wyższych uczelni: politechniki, uniwersytetu, dzieła sztuki, architektura przez całe stulecia od początku po dwudziestolecie międzywojenne; a nawet barbarzyństwo Niemców, którzy wymordowali polskich profesorów na wzgórzach wuleckich świadczą czyje to miasto. Nota bene tereny województwa lwowskiego też charakteryzowały się b. wysokim współczynnikiem ludności polskiej, nie wiele mniejszej niż miasto-województwo lwowskie sięgało do Kolbuszowej w płn-zach. części. Świetnie skomentował Darek- komentarz z 12 października 2015- najbardziej trafny i to w samo sedno

  48. ~Jacek pisze:

    Od lat jestem zakochany w tym mieście (moi pradziadkowie, których nie znałem mieli kamienicę na Konopnickiej,dziadek jak jeszcze żył powtarzał mi w latach 90 – tych, jedź i przywieź mi frak, który został w garderobie na 1-wszym piętrze! }, do Lwowa jeżdziłem już jako student na wycieczki krajoznawczo – handlowe na początku tego wieku :)na trasie Wiedeń via Budapeszt – to se ne wrati, we Lwowie byłem może z 15 x, w czerwcu b.r. pojechaliśmy z żoną na wycieczkę, super hotelik – Boutique Hotel, generalnie na wszystko było nas stać we Lwowie, wynajeliśmy sobie tylko dla nas przewodniczkę polskojęzyczną, przez 3 dni oprowadzała nas, opowiadała, pokazywała, było super, wspomnienia odżyły.
    W 2017 roku na rocznicę ślubu znów wybieramy się do Leopolis też do tego hotelu, tym razem samochodem, żona że może gdzieś polecimy, ale przekonałem Ją że Lwów to będzie to !, Zabukowałem już hotel, telefonicznie zarezerwowałem stolik w restauracji Baczewski – super. Po skontaktowaniu się telefonicznym z hotelem, zamówiłem bukiet z 25 róż żeby czekał na żonę w dniu przyjazdu ( mało nie zarabiam ale gdzieś we Włoszech, Austrii nie zamówił bym )Czekam już z niecierpliwością na marzec 2017 aby tam pojechać mam nadzieję że nie ostatni raz.Jest tam ogrom miejsc do zobaczenia, zaliczenia, mnie tam bardziej ciągnie niż np. jak chciała żona lecieć na Zanzibar !
    Wolę być bogaczem wsród biedaków, niż biedakiem wsród bogaczy jak mawiał mój dziadek.
    Leopolis semper fidelis, i vica versa

  49. ~jacek pisze:

    w poprzednim wpisie napisałem na Konopnickiej, a miało być na Kopernika. pozdrawiam

Odpowiedz na „~adamAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>