Kuchnia Suwalszczyzny, kuchnia podlaska

THE TRAVELLER

Bliny, kartacze, babka ziemniaczana. Do tego sękacz i mrowisko. A jeśli ktoś woli, to kuchnia tatarska. Regionalne kuchnie Podlasia i Suwalszczyzny potrafią rozpieścić na całego. Na blogu jest już kilka artykułów z północno-wschodniej Polski. Dzisiaj postanowiłam się skupić na pytaniu, co zjeść na Suwalszczyźnie i Podlasiu. I od razu odpowiem – dużo!

button_czytaj-wiecej

Print Friendly
The following two tabs change content below.

Agnieszka Ptaszyńska

pisarka podróżnicza
z wykształcenia polonistka, z zamiłowania podróżniczka, wielbicielka włoskiej kawy i dużych psów. Straszna bałaganiara w życiu i na papierze (dysortografka). Promotorka idei odpowiedzialnego podróżowania, którą stara się przekazać na blogu. Zawsze chętnie służy podróżniczą radą. Publikowała na Onecie, w Czasie Kultury i na portalach podróżniczych. A no i napisała przewodnik po Trapani :)

Ostatnie wpisy Agnieszka Ptaszyńska (zobacz wszystkie)

21 przemyśleń na temat “Kuchnia Suwalszczyzny, kuchnia podlaska”

  1. ~entomka pisze:

    No i rzekłabym teraz tylko CHCĘ DO MAMY, DO DOMU! właśnie na kartacze (nie uwierzysz, ale mój mąż znad morza zajada się nimi również ze śmietaną)i świeżutki kawałek sękacza ….
    I jak tu teraz z kapiącą ślinką doczekać do sierpnia, jak??

    1. Przybij ode mnie mężowi pionę ;)

  2. ~Łukasz Woiński pisze:

    Świetny przewodnik! Potwierdzam wszystko, prawdziwe to pyszności, zaiste. Marzy mi się teraz babka ziemniaczana. Pojutrze jadę na Podlasie, więc pewnie uda mi się skosztować.
    Tu można zobaczyć, jak się taką babkę przygotowuje:
    http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/rey-ma-chrapke-na-babke,113573.html

    Dodatkowo mogę polecić marcinka, najlepsze podlaskie ciasto ever!

    1. Rewelacja, dzięki Łukasz@ Marcinka poszukam – nie słyszałam wcześniej.

  3. ~Ula pisze:

    Nie do końca chodzi o zachwalanie własnej kuchni i sprzedawanie jej jako najlepszą, bardziej o tradycje kulinarne, które w przypadku Polski są znacznie słabsze od wspomnianych Włoch. U nas nigdy nie było kultu jedzenia, przeciętnemu Polakowi jest dość obojętne co zje na obiad, w przeciwieństwie do przeciętnego Włocha. Spotkania rodzinne w obu przypadkach toczą się wokół stołu pełnego jedzenia, ale poza nielicznymi domami nikt o tym jedzeniu za bardzo nie dyskutuje, albo ludzie wsuwają nie odrywając wzroku od talerza i kolacja kończy się w 15min. Nie ma zwyczaju jadania w restauracjach (do dzisiaj jest to zarezerwowane dla tej bogatszej części społeczeństwa), a naprawdę dobre i niekoniecznie drogie restauracje rodzą się dopiero teraz, na fali trendu kulinarnego. W większości miast (pomijając największe) wciąż ze świecą można szukać lokali serwujących dobre jedzenie, za to niemalże każde włoskie maisteczko takie miejsce posiada…

    1. no ty podajesz przyczynę – ja sytuację obecną :)

    2. Ula napisała w komentarzu, że „u nas nigdy nie było kultu jedzenia, przeciętnemu Polakowi jest dość obojętne co zje na obiad, w przeciwieństwie do przeciętnego Włocha”. To nie do końca prawda. W I Rzeczpospolitej była fascynacja jedzeniem! Wystarczy zajrzeć do opisów Polski z XVI – XVIII wieku poczynionych przez przyjezdnych z Europy. Zachwycają się naszym jedzeniem, polską kuchnią. Wykwintną! To, co dziś mamy, to są zaledwie zlewki i ogryzki z kuchni dawnej Polski. W dwudziestoleciu międzywojennym taka przetrwała jeszcze w dworach szlacheckich. Wszystko zabił PRL. Jeśli traficie na obiad lub kolację do domu, który kontynuuje polskie tradycje szlacheckie, to zjecie tam rzeczy absolutnie wyjątkowe. Konsekwentnie zapraszam na moje Podlasie. Tu wiele wiejskich domów zrobi wszystko, żeby gościom smakowało. Nie ma mowy o jedzeniu na szybkiego i byle jak!

  4. ~balkanyrudej pisze:

    Z kuchni tatarskiej najbardziej lubię pierekaczewnik, który jest bardzo zbliżony do bałkańskiego burka (wielowarstwowość, podobne nadzienia). Fakt, konsystencja ciasta jest nieco inna, ale ogólny zamysł jest bardzo podobny. Nie próbowałam go na Suwalszczyźnie, a na jednym z targów śniadaniowych w stolicy, podczas których zawsze wystawiało się stoisko z potrawami tatarskimi.

  5. Alkohole-alkoholami, mnie najbardziej interesuje kuchnia tatarska :) Są jakieś tradycyjne potrawy bezmięsne?

  6. Dokładnie za dwa tygodnie jadę na Podlasie i będę się zajadać babką ziemniaczaną, kiszką ziemniaczaną kartaczami, chłodnikiem i lokalnym piwem. Jest w Twoim artykule kilka potrwa, których nie próbowałam, więc biorę listę ze sobą i szukam na miejscu.

  7. ~Qmoh pisze:

    Wiesz, tak sobie myślę, że polska kultura ludowa – w tym i ta kulinarna – dała się w niezrozumiały sposób zdominować przez podhalańską góralszczyznę i oscypki. Na szczęście się to powoli zmienia i mam nadzieję, że ta tendencja będzie się utrzymywać.
    A z chłodnikiem to pamiętam, jak chciałem poczęstować nim znajomych Francuzów i pamiętam ich obrzydzenie, kiedy dowiedzieli się, że to jest z buraków. Odmówili degustacji i spoglądali na mnie z odrazą, kiedy wcinałem chłodnik. Dziwne, co? :)

  8. ~Emiwdrodze pisze:

    Ajjj i pomyśleć, że miałam jechać na Podlasie we wrześniu, ale już z braku czasu musiałam ten wyjazd przełożyć na bliżej nieokreśloną przyszłość :(
    Czy z tego będzie jakaś seria o całym kraju? :)

    1. seria… może nie. Ale na pewno wkrótce podobny o kuchni Śląska. Co do reszty – muszę znaleźć sponsorów ;)

  9. ~5000lib pisze:

    Bardzo dziękuję za ten wpis.

    1. a bardzo proszę :) pisanie go było przyjemnością

  10. ~Kinga pisze:

    Aż wstyd się przyznać, ale większości z tych potraw nigdy nie jadłam! Ale za to zawsze z dumą mówię o polskiej kuchni, chociaż zaznaczam, że jest dość ciężka. Co nie zmienia faktu, że wszyscy, którzy jedli pierogi, żurek czy kluski śląskie mówią, że nasze potrawy są przepyszne! A my Polacy zdecydowanie powinniśmy to nagłaśniać.

  11. ~kazek pisze:

    Ale pyszności! Nie wiedzialem że kuchnia polska ma takie oblicza!

  12. ~Natalia pisze:

    Jak ja nie lubię kartaczy! Najpierw nie znosiłam ich za sam kolor, potem spróbowałam (nie raz) zawsze z tym samym skutkiem, chyba nigdy nie polubię. Za to okoń to smak moich bardzo częstych wyjazdów na Mazury, sama je łowiłam i chociaż za pierogami też nie przepadam, to byłaby pierwsza rzecz, którą bym zamówiła.

    1. czyli nie jesteś kluchowa? Nie dogadamy się ;)

  13. Babka ziemniaczana to mistrzostwo świata. Miałam kiedyś tak, że w ogóle nie jadłam ziemniaków. Nie smakowały mi. Teraz zajadam się babką ziemniaczaną. No i ser koryciński. Taki prawdziwy od Pani Basi z Korycina. Z czarnuszką albo kozieradką. Pycha. No i jeszcze wiele przede mną, bo opisałaś kilka potraw których jeszcze nie miała okazji spróbować.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>