Historia pewnych hotelarzy i najbiedniejszej wioski Izraela

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

-Spodoba Ci się Juha’s w Dżisr a-Zarce. Hostel bardzo w Twoim guście – powiedziała pewnego dnia Kamila, gdy polecała mi noclegi w Izraelu.
-A jaki gust jest mój? – spytałam zdziwiona.
-No… ekoturystycznie tam jest. Bardzo!

To był pierwszy raz, kiedy usłyszałam o małym miasteczku w Izraelu. Nie do końca wiedziałam, dlaczego muszę tam jechać, ale powiedziano mi, że muszę i koniec. Że będąc tam, doświadczę narodzin czegoś nowego. Zobaczę miejsce, które za 50 lat będzie znane każdemu, kto wybierze się do Izraela. Brzmiało kusząco. Nie muszę więc wam tłumaczyć, że postanowiłam sprawdzić, o co biega.

P1010477 

Umówiłam się z Netą, współwłaścicielką hostelu Juha’s Guesthouse, że odbierze mnie z parku archeologicznego w Cezarei.

-Właściwie, mogłaś iść na piechotę. Nasz hostel jest oddalony zaledwie o 5 km spaceru po plaży – powiedziała Neta po chwili rozmowy.

Kurcze! No mogłam! Piaszczyste plaże, ruiny akweduktu po drodze, lęgowiska ptactwa – brzmi jak spacer idealny.

P1010490

Ale mądry Polak po szkodzie. Na plaże jeszcze wybrałam się tego samego dnia po południu i kolejnego ranka. Tymczasem weszłam z Netą do recepcji hostelu, dostałam szklankę herbaty i usiadłyśmy sobie na sklepanych z palet sofach.

-No to opowiadaj! – poprosiłam.

 

Dżisr a-Zarka to jedyne miasteczko na śródziemnomorskim wybrzeżu Izraela, które jest w pełni zamieszkałe przez ludność arabską. Jednocześnie pozostaje jedną z najbiedniejszych miejscowości w państwie, co niesamowicie kontrastuje z oddaloną o rzut kamieniem Cezareą, która nie dość, że jest dużym centrum turystycznym, to jeszcze swoje wille mają tu najbogatsi Izraelici. Co więcej, w Cezarei mieści się rewelacyjna baza gastronomiczna, a starożytny teatr służy koncertom i występom współczesnych artystów.

P1010416

 

Jeszcze niedawno w Dżisr a-Zarce mieszkała najstarsza kobieta na świecie. Mariam Amash zmarła w 2012 roku w wieku 124 lat i osierociła tym samym 120 wnuków i 250 prawnuków.

 

-Taki mamy klimat – uśmiechnęła się Neta, nieświadoma tego, jak wesoło skojarzyła mi się ta wypowiedź.

 

Neta nie jest arabką. Nie jest też stąd. Jednak pamięta, że w dzieciństwie mama brała ją do Dżisr a-Zarki na plażę. Po latach postanowiła odwiedzić ulubione miasteczko. Błądziła po tutejszych uliczkach zakochana i jednocześnie przerażona. Jak to możliwe, że miejscowość, która ma taki potencjał turystyczny, żyje w tak przerażającej biedzie?

P1010458

 

W Dżisr a-Zarce nie ma pracy, ani wysokiego poziomu edukacji. Jest za to bieda, wysokie bezrobocie i zerowa świadomość ekologiczna. Samochody tłumnie przejeżdżają przez główną ulicę miasteczka, na poboczach rosną góry śmieci. 80% mieszkańców żyje poniżej progu ubóstwa. Co można dla nich zrobić? Przelać miliony, by podnieść ich standard życia? Nie! Neta miała dużo lepszy pomysł.

P1010453

 

-Postanowiłam otworzyć tu pensjonat-hostel. I zachęcić innych, by robili to samo.

 

To nie było łatwe zadanie. Neta chodziła od domu do domu i szukała osoby, która chciałaby zamienić swój budynek w niskobudżetowy hostel. Mieszkańcy patrzyli na nią i pukali się w głowę. Przede wszystkim nie wiedzieli czym jest hostel. Turystyczne destynacje kojarzą im się z luksusowymi resortami w Ejlacie. Czymś czego budowa kosztuje grubą gotówkę.

 

Neta przekonywała. Opowiadała o europejskich B&B, o kulturze hosteli, o niewielkich pensjonatach dla niezależnych turystów. Na pytania o pieniądze, mówiła o projektach rządowych, a przede wszystkim o crowfundingu – społecznym finansowaniu ciekawych przedsięwzięć (w Polsce najpopularniejszy serwis crowfundingowy to polakpotrafi.pl). W końcu znalazła chętnego. Ahmad Juha zgodził się udostępnić piętro budynku, w którym ma kawiarnię. Kawiarnię przekształciłby na kawiarnio-recepcję i byłoby jak znalazł. Budynek w centrum miasteczka, zaraz obok meczet, a od plaży oddalony o długość kilkuminutowego spaceru.

P1010541

 

Na górze jedno dormitorium hostelowe i dwa prywatne pokoje. Znalazło się miejsce na dwie łazienki, wspólny pokój z grami i książkami, i kuchnią do dyspozycji gości. No i świetny taras z którego można oglądać życie całej okolicy.

 

Udało się! Juha’s Guesthouse tętni życiem. Niemal codziennie przyjeżdżają do niego backpackerzy, którzy tak naprawdę nie wiedzą, czego się spodziewać, a zostają dłużej, niż zamierzali.

 

Neta namówiła żonę Ahmada, by ta organizowała lekcje gotowania arabskiej kuchni i tradycyjne domowe kolacje. Zostałam na taką imprezę zaproszona. To był chyba najlepszy posiłek, jaki jadłam w Izraelu. Zajadałam się rogalikami z serem, rybami od tutejszych rybaków, ryżem i sałatkami, a na deser – a jakże – przepyszną bakławą.

 

P1010564

-To co? Idziemy na spacer po miasteczku?- jeszcze na długo przed kolacją spytała Neta.

-Pytanie!

 

Główna ulica Dżisr a-Zarki tętni życiem. Sznur samochodów wkrótce ma być puszczony inną drogą, więc jest nadzieja, że będzie trochę spokojniej. Jednak ulice nadal pozostaną pełne mieszkańców. To właśnie tutaj odbywa się życie miasteczka. Mężczyźni siedzą w ulicznych kafejkach, do sklepików wchodzą kobiety. Młodzi siadają na murkach i zajadają naleśniki. Dzieciaki wracają ze szkół.

Street food tylko arabski. Najtańszy w całym Izraelu. Zamówiłam sobie bułę z falafelami i musiałam prosić sprzedawcę, by pakował do niej mniej surówek, niż zamierzał.

-Połowę porcji, połowę porcji! -Wołałam przerażona, ile ta przyjemność mnie będzie kosztować.

-7 szekli (mniej niż 7 zł) – usłyszałam. To był najtańszy posiłek, jaki jadłam w tym kraju.

 …

Poszliśmy razem z innymi gośćmi hostelu na plażę. Po drodze minęliśmy baseny wodne pełne kolorowego ptactwa.

P1010473

-Macie w hostelu lornetki? – zdaje się, że pisknęłam z zachwytu, już wyobrażając sobie, jak wstaję o 5 rano „na ptaki”

-Niestety nie. Ale to świetny pomysł! – odpowiedziała Neta i zaczęła o tym rozmawiać ze swoją przyjaciółką Genevieve, która jest wolontariuszką w hostelu. 

Chwilę później dochodzimy na pustą plażę. Pogoda nie sprzyjała plażowaniu, więc ta była zupełnie pusta.

P1010497

-Ale wiesz, latem jest tu mniej więcej tak samo pusto – mówi z uśmiechem Genevieve. – To ostatnia nieodkryta plaża Izraela.

Rybacy przypływają akurat do brzegu i wyciągają z łodzi swoje zdobycze. Wybiega nam naprzeciw właściciel restauracji na plaży. O tej porze roku jest zamknięta, ale szybko wyciąga nam stolik na taras i przygotowuje kawę. Tuż obok znajduje się mikroskopijna osada rybacka. Zaproszeni, zaglądamy do jednego domku. Pięknie to w nim nie jest, ale przynajmniej wiemy, jak to naprawdę tu wygląda. Żadne muzeum, nic pod turystów. Ot sama prawda.

P1010515

P1010527

I co dalej z rozwojem miejscowości? Neta jest już ogólnie znana i poważana wśród miejscowych. Właściciele kawiarń widzą nową klientelę i myślą o remontach swoich miejsc. Pojawiają się też pierwsze prośby do Nety o pomoc w otwarciu kolejnych pensjonatów. Tłoczno to tu nie będzie jeszcze przez lata, ale będzie ładniej. Będzie czyściej, a mieszkańcy będą żyli w lepszych warunkach niż dziś.

Wolontariusze zebrani przez Netę uczą dzieci w szkole angielskiego. Otwierają też pierwszą w miasteczku kawiarnię dla kobiet, a w niej zamierzają uczyć upcyclingu. Popularnego też u nas sposobu na przetwarzanie starych rzeczy w nowe. Szerzą świadomość ekologiczną. Podobno w porównaniu z tym co było rok temu, ulice Dżisr a-Zarki są teraz wcale czyste.

P1010487 

Dokładnie przedwczoraj Neta i Ahmad dostali nagrodę „Best Social Business” (najlepszy biznes społeczny). Gratulacje!

 

Turystyczne atrakcje Dżisr a-Zarki:

  • Dziewicza plaża z restauracją rybną
  • Rezerwat przyrody i obserwacja ptaków
  • Park archeologiczny w Cezarei (cena 40 szekli) i tamtejsze restauracje, bary i koncerty 
  • Israel National Trail – długodystansowy szlak pieszy, który przebiega między innymi przez Dżisr a-Zarkę

Jak dojechać?

Z Tel Awiwu weźcie pociąg do Binyaminy, a następnie autobus #69 do Dżisr a-Zarki (nazwa angielska Jisr az-Zarqa)

Z Jerozolimy jedzie autobus #940 do Furadis Junction, a następnie autobus #921 do Beit Hanania Junction. Stamtąd możecie iść pieszo lub umówić się z kimś z Dżisr a-Zarki, by po was przyjechał

 

A ten słynny pensjonat?

A oto i on. Sam Juha’s Guesthouse i jego strona. Cena noclegów zaczyna się już od 75 szekli. Możecie też przyjechać tu z wycieczką po północnym Izraelu organizowaną przez Abraham Tours i Tourist Israel.

 

O! Jeśli pojedziecie do Dżisr a-Zarki, to dajcie mi znać czy Neta wprowadziła lornetki. Bardzo się ucieszę, jeśli tak :)

To pierwszy tekst w tym roku, poświęcony inicjatywom ekoturystycznym i odpowiedzialnemu podróżowaniu. Ostatnio postanowiłam, że na blogu będzie coraz więcej tekstów o ekoturystyce. Jeśli nie chcecie ich przegapić, to dołączcie do mnie na Facebooku

Tekstów o Izraelu jest z kolei na blogu więcej. Ich listę znajdziecie tutaj.

Print Friendly
The following two tabs change content below.

Agnieszka Ptaszyńska

pisarka podróżnicza
z wykształcenia polonistka, z zamiłowania podróżniczka, wielbicielka włoskiej kawy i dużych psów. Straszna bałaganiara w życiu i na papierze (dysortografka). Promotorka idei odpowiedzialnego podróżowania, którą stara się przekazać na blogu. Zawsze chętnie służy podróżniczą radą. Publikowała na Onecie, w Czasie Kultury i na portalach podróżniczych. A no i napisała przewodnik po Trapani :)

Ostatnie wpisy Agnieszka Ptaszyńska (zobacz wszystkie)

20 przemyśleń na temat “Historia pewnych hotelarzy i najbiedniejszej wioski Izraela”

  1. ~Monika pisze:

    Właśnie jadę pierwszy raz do Izraela, ale plany już mam – zapamiętam jednak na kolejny raz!

  2. ~Moje Flagi pisze:

    Nieco inny Izrael niż ten, który ja widziałem. Ale taki też chętnie bym odwiedził :-)
    No i gratuluje książki :-) pewnie nie ostatnia !

  3. Bardzo fajnie czytać o takich inicjatywach! Przedsiębiorczość + ekologia, naprawdę godne pochwały. Wyobrażam sobie, na jakie bariery musiała trafiać Neta, nie tylko ze względu na ekologię – hostele mają w większości przypadków koedukacyjne pokoje, jak to wygląda w w Juha’s Guesthouse? W małej społeczności arabskiej tacy niezależni podróżnicy, trafiający z plecakiem do pensjonatów i jeszcze nie daj Boże śpiący razem „pomieszani” w jednym pokoju, to najłagodniej wariaci. No i samo przekonanie kogokolwiek o potencjale turystycznym miasteczka: „ale tu u nas nic nie ma!”.
    Brawa dla tej pani. Aga, bardzo dobry tekst!

    1. A wiesz, że o tym nie myślałam. Pewnie opinie są trzy 1) zgorszenie 2) zafascynowanie 3) przyjęcie tego na spokojnie, bo w końcu miasteczko jest otoczone izraelskimi miejscowościami, w których wolność obyczajów nikogo nie dziwi. Ja z kolei myślałam, jak to wpłynie na życie miasteczka, kiedy na plaży zaczną się opalać roznegliżowane panie. Wiemy z przykładów Egiptu czy chociażby Turcji, że bywa różnie.

      1. Nie sądzę aby Polacy bez obaw pojechali do tych Muslim, nawet jak oni mają/organizują tani hostel dla turystów… To tylko kwestia czasu, kiedy tam zacznie się DŻIHAD, zarządzony przez imamów zagrożonych na swojej kasie z ofiarodawania, bo ona pozwala imamom Musli dobrze żyć nic nie pracując na swój chlebuś codzienny…. Obcy Ludzie, zwłaszcza Ludzie o innej kulturze, są dla imamów i ich kasy z ofiarobrania zagrożeniem. Ochotnikom turystycznym z Polski, zażartym za swoją kasę do zwiedzania wiosek Filistynów….
        Proponuję każdemu litościwemu i przerażonemu Polakowi, obejrzeć wielogodzinny cykl programów puszczanych w ostatnim czasie na kanale PLANETE+, o ewolucji nienawiści Palestyńczyków i wszystkich MUSLIM wobec Izraela i Żydów. Problem jest na pewno złożony… Ale generalnie jest tak, że Izraelczycy na pewno mają swoje miejsce na ziemi, tylko w swoich rodzinnych genealogicznie stronach, nawet wtedy, gdy trzeba sobie to miejsce od czasu do czasu wyrąbywać siekierą… Co Żydzi czynią cyklicznie, gdy Palestyńczycy z HAMASU, zasłaniając się ludnością cywilną, wzniecają swoje dżihady przeciwko Żydom… Steruje tym mufti Palestyny, naregulowany ideologicznie przez ajatollahów z Iranu, Iraku i Syrii… Im, tym ajatollahom, nie chodzi wcale o pokój, ale o to aby solidna DEMOKRACJA Izraela, nie rozlała się po terrorystycznej TEOKRACJI wokół… Bo wtedy zawiadowcy religijni MUSLIM, musieli by zacząć pracować na swój chlebuś codzienny własnymi rączkami… I dlatego mamy co mamy, a temat dzieci zabitych, czy rannych jest nośny na Zachodzie, ale nie wiem czy te dzieci uczestniczące świadomie, czy to nieświadomie w tych ideologicznych przepychankach MUSLIM z Izraelem, są tak zupełnie niewinne….. Od wieków zawsze dzieci były wykorzystywane jako TERRORYZATOR wymuszania ustępstw i to nie jest nic nowego…. Raczej to NORMALNOŚĆ że giną dzieci gdy jest ruchawka.
        Tak czy siak, Żydzi na pewno mają swoje miejsce na Ziemi, tylko w swojej ukochanej Palestynie i Jerozolimie z przyległościami, bo zewsząd zostali już Holocaustem i pogromami wyrugowani i po prostu nie mają oni innego wyjścia, jak tylko się zbroić i każdemu komu się to tam nie podoba, błogosławić karabinem….
        Polacy i inne Nacje czynili przecie to samo pod okupacją i podczas zaborów… Ale wtedy nie było jeszcze radia i TV i hord drących swe przerażone mordy reporterów.

  4. Wiesz, świetna historia! Szczególnie dlatego, że niesamowicie wierzę, w taką naszą moc, że jedna osoba, pełna marzeń i zapału może zmieniać świat, społeczność lokalną i wszystko co wpadnie jej do głowy!
    Jeśli kiedyś tam się wybiorę obowiązkowo zajrzę do tego miejsca, że poczuć klimat i pogratulować ;)

  5. ~Gadulec.me pisze:

    Uwielbiam tego typu miejsca! Jeszcze nieodkryte przez turystów, mające swój klimat i które są po prostu prawdziwe. Izrael kusi mnie coraz bardziej… Tymczasem pozdrawiam z Sumatry i czekam na więcej postów! :)

  6. bardzo ciekawa historia, rybacki domek ma interesujący klimacik… lubię takie miejsca.

  7. ~survoje.pl pisze:

    Świetnie się czyta! Uwielbiam historie, które ukazują silne i niedające za wygraną kobiety jak Neta!

  8. ~Sylwia pisze:

    W tym roku zastanawiamy sie gdzie jechac z dzieckiem.Piękne miejsce,takie prawdziwe nie zawalone konsumpcjonizmem na jaki nastawiony jest Izrael.Jeżeli W tym roku sie nie wybierzemy to na pewno w przyszłym.Czekam na więcej takich miejsc :)

  9. ~Polpan pisze:

    Najwazniejsze ,że jest meczet !!!

  10. ~Monika pisze:

    Bardzo ciekawy post. Dobrze, że są tacy ludzie, którzy mimo wszystko starają się coś robić. Kosztowania takiego jedzenia i to w dodatku w takiej cenie – pozazdrościć.

    1. super! Dzięki za znalezisko :)

  11. ~heniek pisze:

    Zapału tutaj dużo jednak prawda jest inna tzw „smród, brud i ubóstwo” i pełna głowa romantyzmu.Też kiedyś to przerabiałem te „wspaniałe podróże” jednak nie polecam….jednak blogier modowy,kulinarny,podróżniczy..itp musi o czymś pisać:) powodzenia w kolejnym pięknym miejscu:)

  12. ~Piotr pisze:

    cos w tym jest, choc nie koniecznie chodzi o konflikt izraelsko – arabski. Zjechalem cale wybrzeze polnocne Izraela az po roh-sherifa. Pustki, pustki i ciagnace sie kilometrami plaze. zupelnie zaniedbane, bez bazy hotelowej ani wspomnianych willi najbogatszych. To sie zmieni ale pod jednym warunkiem. Musza byc turysci. A jak na razie ceny w izraelu odstraszaja i brak bezpieczenstwa tez. wowczas cale to wybrzeze zapelni sie hotelami.
    Ale nie wiadomo czy tego chca Izraelczycy. Turysci to potencjalny problem dla tego panstwa. moga sie wsrod nich ukrywac terrorysci, maja oczekiwania co do jakosci obslugi i standardu wzgledem ceny (zazwyczaj horrendalnej). Turystyka pielgrzymkowa i tak przynosi spore dochody. A Izraelczycy w ogole cenia sobie caly czas proste, spartanskie warunki biwakowania na pustyni. I wcale niechetnei widzieliby tu masowa turystyke, bo sa generalnie nieufni.

  13. ~Piotr pisze:

    Izrael luty 2014. Przemieszczamy się z kolegą Jackiem rowerami po Izraelu w kierunku na północ kraju. Tego dnia mamy problem ze znalezieniem noclegu w Cezarei, godzina robi się późna, życie powoli zamiera, a my pedałujemy bez wielkiej nadziei na znalezienie już czegokolwiek o tej porze. Jedynie nawigacja pokazuje nam hostel gdzieś w pobliżu, ale jak tam się dostać, nie mamy pojęcia. Żadnego zjazdu z drogi szybkiego ruchu. Decyzja jest jedna: rowery pod pachę, przez barierki i powoli schodzimy zboczem drogi w kierunku tunelu, który jawił się jako dojazd do miasteczka. Wjeżdzamy budząc sensację i ciekawość o tej porze już nie dnia, a w zasadzie nocy. Hostel ze swojsko brzmiącą nazwą Juhas odnajdujemy szybko, formalności trwają jeszcze krócej. Do wyboru mamy wszystkie pokoje w hostelu. Bierzemy wieloosobowy, bo najtańszy, a i tak jestesmy sami. Do tego jeszcze salon z aneksem kuchennym. Kolacji nie zamawiamy, ale po jakimś czasie zjawiaja się gospodarz z nakryciami, talerze ze strawą i oczywiście herbata. Gościność gospodarzy wyczuwa się momentalnie. Zaspokajamy ich ciekawość odnosnie naszej „grupy”. My też powoli „odkrywamy” miejsce naszego noclegu: całkowicie arabska wioska w zupełnie żydowskim otoczeniu. Dla nas to niesamowite. Gościnności gospodarzy doznajemy nastepnego dnia rano, śniadanie podali „do łóżka”. Opuszczamy to miejsce następnego dnia żegnani przez arabskie dzieciaki i sympatycznych gospodarzy. Takie było nasze przypadkowe spotkanie z Dżisir a-Zarka.

    1. cudownie! Uwielbiam waszą opowieść :)

  14. ~Paweł z Krakowa pisze:

    Witam, bardzo mnie i moją Rodzinkę zainteresował reportaż o Juha’s Guesthouse oraz o tym pięknym, malowniczym miasteczku. Chciałbym wybrać się tam, np. we wrześniu – ciekaw jestem jakie są tam warunki hotelowe, i tak wogóle.

  15. ~Apartament24 pisze:

    W Izraelu jest raczek dużo kontrastów. Zwłaszcza tam, gdzie ludność arabska żyje w niedalekim towarzystwie. Duży plus dla Nety za wkład w działalność dla miasta.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>