Jak rzucić to wszystko i schować się przed światem nie wyjeżdżając z Polski

P1010869

Przyszedł kolejny weekend. Akurat ładna pogoda się zdarzyła, Kraków trochę śmierdział, jak to jesienią na początku okresu grzewczego. Korki dawały się we znaki, było głośno, ciasno, tłumnie. A słoneczko jak grzało, tak grzało.

A do tego jeszcze praca. Do tego pisanie magisterki, oczy przestawały dobrze funkcjonować, a komputer stał się wrogiem numer 1. Trzeba było się odciąć. Trzeba było wyjechać w góry.

Wybór padł na miejsce, w którym mnie jeszcze nie było. Na Wołowiec w Beskidzie Niskim, wioskę gdzieś daleko w górach znaną przede wszystkim z tego, że mieszka w niej jeden z najlepszych polskich pisarzy współczesnych, Andrzej Stasiuk.

Autobusem do Gorlic, w Gorlicach zapłaciliśmy miejscowemu chłopakowi, by podwiózł nas na miejsce. Znaleźliśmy się na końcu świata. Droga zmieniła się drastycznie, samochodem zdaje się byliśmy tego dnia jedynym, a zasięg w telefonie robił się coraz słabszy, a ostatecznie wygasł zupełnie, pozostawiając nas na kolejne dwa dni bez kontaktu ze światem. Dookoła drewniane domy, kapliczki, pasące się krowy i ja uśmiechająca się do siebie, że tak jeszcze jest możliwe. Sklepu nie ma, samochodów nie ma, nawet za bardzo ludzi nie ma. Ot kilkanaście chat i jedna cerkiew.

Zatrzymaliśmy się w Chacie Kasi, drewnianym domu w stylu łemkowskim, w którym na parterze króluje kuchnia, a góra została podzielona na pokoje. Wieczorami przy gitarze przygrywają tutaj łemkowskie pieśni, a na rożnie piecze się baran. Atmosfera była wspaniała. Kasia jest wesoła, pełna życia i wyśmienicie gotuje. Będąc tam zamarzył mi się sylwester w tym miejscu. Okazało się to jednak niemożliwe, ale jestem pewna, że tu jeszcze wrócę.

W wiosce żyją przede wszystkim Łemkowie, grupa etniczna, która zamieszkuje tutejsze rejony. W Polsce mieszka ich podobno 10 000 osób, a tylko 10% do teraz na obszarze Łemkowszczyzny, czyli ziemiach od Bieszczad po Beskid Sądecki.

Łemkowie mają swój własny język, posługują się cyrylicą i tradycyjnie wyznawali religię grekokatolicką. Dziś w rejonie mieści się wiele uroczych cerkwi, w tym jedna w samym Wołowcu.

Po kilku kilometrach spaceru po Magurskim Parku Narodowym dochodzimy do Nieznajowej, wymarłej wioski liczącej niegdyś 250 mieszkańców, wysiedlonej w wyniku akcji „Wisła”. Dziś ostał się zaledwie cmentarz i kilka chat, a na miejscu dawnej cerkwi dziś na pamiątkę postawiono drzwi, mające przypominać o dawnej historii miejsca.

Beskid Niski jest niski. Nieistotne jest tu zdobywanie szczytów, bo te wielkim wyzwaniem nie są. Jest za to Beskidem cichym i spokojnym. Jest Beskidem dzikim – podobno najdzikszym pasmem górskim w Polsce. Są przyjaźni mieszkańcy, których czasem trudno zrozumieć, gdy odezwą się do nas w nieznanym języku, są słynne konie huculskie gdyby ktoś życzył sobie spędzić wakacje w siodle. Jest wreszcie bogata tradycja rękodzieła i kuchnia, o jaką trudno dziś w jakimkolwiek polskim mieście. Polecam wszystkim wielbicielom gór, a także tym, którym obrzydło miejskie życie i chcą się na chwilę zaszyć na końcu świata. To w końcu z Krakowa godzinka drogi. A jak inaczej.

Dziś w Wołowcu pewnie już hula zima. W kominku pali się ogień, zwierzęta podchodząc do chat szukają pożywienia, a sanie są przygotowywane na zimowe kuligi. Ostatnio były wędrówki na grzyby, dziś to raczej narty biegowe.

Wybierając się w Beskid Niski warto jak nigdzie indziej zaopatrzyć się w przewodnik. Na miejscu nie znajdziemy bowiem wiele informacji. A warto poznać historię regionu, warto spróbować zrozumieć trochę tutejszą kulturę, tak inną od tej z którą obcujemy na co dzień. Warto poczytać o bogactwie tutejszej natury i wybrać szlak na którym harmonijnie połączymy wycieczkę etnologiczną z przyrodniczą. Gorąco polecam wydany przez Sklep Podróżnika przewodnik „Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej”. Jej pierwsza część to opis tras z bogatą informacją historyczną na temat każdej mijanej miejscowości. Część druga to ponad sto stron na temat kultury łemkowskiej i tutejszej przyrody. Razem 500 stron rzetelnych informacji. Muszę powiedzieć, że po codziennym obcowaniu z Lonely Planet, miło w końcu wziąć do ręki przewodnik, który gruntownie wyczerpie tematykę opisując niemal każdy kamień, każdy pomnik, każdy cmentarz i cerkiew. Gorąco polecam!

Print Friendly
The following two tabs change content below.

Agnieszka Ptaszyńska

pisarka podróżnicza
z wykształcenia polonistka, z zamiłowania podróżniczka, wielbicielka włoskiej kawy i dużych psów. Straszna bałaganiara w życiu i na papierze (dysortografka). Promotorka idei odpowiedzialnego podróżowania, którą stara się przekazać na blogu. Zawsze chętnie służy podróżniczą radą. Publikowała na Onecie, w Czasie Kultury i na portalach podróżniczych. A no i napisała przewodnik po Trapani :)

Ostatnie wpisy Agnieszka Ptaszyńska (zobacz wszystkie)

10 przemyśleń na temat “Jak rzucić to wszystko i schować się przed światem nie wyjeżdżając z Polski”

  1. ~Tomek pisze:

    Pięknie, pewnie nie jeden obcokrajowiec zakochałby się w tych regionach. Sam bardzo miło wspominam swój wypad w te okolice oraz do Wysowej. Mam nadzieję, że uda się tam szybko wrócić.

  2. ~Marcin Nowak pisze:

    Najpiękniejsze w Beskidzie Niskim jest to, jak dawne wsie (np. Radocyna) dziś kompletnie puste przestrzenie, wiele wywarły na okoliczny teren. Do dziś pozostały miedze, fundamenty domów, chyży, młyny, cmentarze, lasy wycięte pasmowo – idealnie widać to na zdjęciach satelitarnych. To takie troche „wołanie przestrzeni”
    W niektórych mieszkało przez akcją Wisła nawet 1,5 – 2 tys. ludzi

  3. Ale pięknie. Fascynują mnie te łemkowskie klimaty. Już nie mówiąc o takich górskich chatach. Pewnie bym się tam w mig odnalazła. Pozdrawiam.

    1. Zależna pisze:

      Naprawdę strasznie polecam, może warto zorganizować tam jakieś spotkanie bloggerów? ;)

  4. ~Tomasz pisze:

    Dziękuję Ci bardzo za ten wpis. Lepiej chyba wybrać nie mogłaś, Wołowiec to ekscytujące miejsce w najbardziej ukochanych prze ze mnie górach. Byłem trzy dni temu w Beskidzie Niskim, przechodziłem przez zasypany śniegiem Wołowiec w stronę Przełęczy Małastowskiej, do schroniska. Miejsca naprawdę mistyczne i godne polecenia. Chodzę po Beskidzie Niskim od przeszło dekady i szczerze się cieszę gdy widzę takie artykuły. Zachęcam do poznania podobnych miejsc w tych najbardziej dzikich górach w Polsce.
    Pozdrawiam serdecznie

  5. ~Dagmara pisze:

    Witam serdecznie jestem studentką TiR prowadzę badania na temat wypoczynku na Mazurach. Bardzo proszę o pomoc w zebraniu odpowiedniej ilości danych.
    http://www.ebadania.pl/2bea3b5a51458557

  6. ~stary zakapior pisze:

    Najlepsza strona internetowa o Beskidzie Niskim to „Sercu bliski Beskid Niski”. Gorąco polecam.
    P.S. W artykule jest trochę przekłamań np. w sprawie religii. Łemkowie to nie tylko prawosławni ale przede wszystkim grekokatolicy, a to jednak pewna różnica. Stąd np. w wielu miejscowościach są cerkwie greckokatolickie i prawosławne.
    A co do spotkań to miłośnicy Beskidu Niskiego spotykają się już od wielu lat w różnych zakątkach. Np w ub, roku była to Zdynia i widać, że „posmakowała”, bo i w tym roku, w listopadzie, również tam spotkają się Beskidnicy, głównie aktywiści w/w strony internetowej ale nie tylko.

  7. ~Izabela pisze:

    Prawie jak moje Bieszczady, tylko trochę płaskie ;)

  8. ~Misiaczka pisze:

    Jak widać nie trzeba wyjeżdżać na koniec świata, by troszkę odpocząć od codziennych problemów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>