Mardin – Chrześcijańska wyspa na muzułmańskim morzu

P1019996

Z Hasankeyf pojechałyśmy do Mardin, gdzie byłyśmy goszczone przez znajomego siostry Pauli. Wiedziałyśmy, że trafimy do ładnego, wygodnego mieszkania, a że obie byłyśmy już trochę zmęczone podróżą, decyzja zapadła: Mardin robimy na spokojnie.

Mardin, to jedno z najbardziej znanych miejsc w regionie i w porównaniu ze wszystkim innym, co do tej pory w Turcji widziałyśmy: najbardziej turystyczne. Cała sprawa toczy się wokół pięknie położonego na wzgórzu starego miasta, z którego rozpościera się znakomity widok na okolicę, a które same w sobie stanowi fantastyczny obiekt do obserwowania z oddali. Domy miasta tworzą prawdziwe schody prowadzące ze szczytu wzgórza, aż do jego podłoża. Same po tych dachach schodziłyśmy ni z tego ni z owego wskakując ludziom pod nogi, z domu z ich własnych domów.

Miasto uznawane jest za perełkę w regionie ze względu na swoją specyficzną architekturę artukidzką. Znajduje się tu wiele pałaców, meczetów i… kościołów. I to na nich się skupię.

10% mieszkańców Mardin to Chrześcijanie. Być może wy nie jesteście takimi ignorantami, jak ja i już od dawna zdawaliście sobie z tego sprawę, jednak mnie ta wiadomość poraziła. Wciąż się znajduję we Wschodniej Anatolii, jakieś 20 km ode mnie leży Syria, a tylko nieco dalej Irak i Iran. Jeszcze wczoraj mi się zdawało, że znajduję się w samym centrum muzułmańskiego świata. A dziś się dowiaduję, że w samym tylko Mardin znajduje się dziesięć kościołów. Jak to?

Mardin znajduje się na ziemiach Asyryjczyków, ludu uważającego się za spadkobierców mieszczącego się tu 3000 lat przed naszą erą państwa Asyrii. Asyryjczycy już w II wieku naszej ery przyjęli Chrześcijaństwo, co czyni z nich jedną z najstarszych chrześcijańskich cywilizacji świata. Jeszcze na początku XX wieku mieszkało ich w Turcji ok. półtora miliona, jednak spotkał ich ten sam los, co tureckich Ormian – w wyniku ludobójstwa zostali wymordowani. Dziś zostało ich 23 tysiące (oprócz tego zamieszkują ziemie Iraku, Syrii, Libanu i Iranu) z czego większość żyje w okolicy Mardin.

Asyryjczycy to Chrześcijanie. True. To nawet kilka chrześcijańskich Kościołów. True. Po poczytaniu tego i owego, wydaje mi się, że w Mardin przeważają wyznawcy Syryjskiego Kościoła Ortodoksyjnego. Z zewnątrz kościoły nie wyróżniają się niczym od pozostałej architektury miasta. Ot, kolejny (piękny) budynek z kamienia z cudownymi ornamentami i typowo arabskimi łukami. Jedyne co jest inne– a czego my nie zauważyłyśmy przez cały pierwszy dzień pobytu w Mardin – to umieszczony na dachu krzyż. Tylko i aż.

Za arcydzieło architektury asyryjskiej uważany jest położony 5 km od Mardin klasztor Deyrulzafaran.

Ta perełka, tylko w niewielkim stopniu udostępniona turystom, została zbudowana w V wieku i do początku XX wieku była siedzibą patriarchy Kościoła. Sprawia wrażenie osobnej wioski, położonej z dala od wszystkiego i zamkniętej na to, co się dzieje na zewnątrz.

W niedostępnej zwiedzającym części, a jednak w jakiś sposób przeze mnie odwiedzonej, przesiadują mężczyźni, kobiety i dzieci. Grają i śpiewają tradycyjne pieśni, uczą się, piorą i gotują.

W części kościelnej znajduje się olbrzymi tron patriarchy, a na ołtarzu lśni cudnie zdobiona Biblia. Samo zwiedzanie wnętrza zajmuje góra kilkanaście minut, ale za to, jak tylko się usiądzie na schodach i spojrzy na otaczające nas mezopotamskie równiny… Ech, cudo.

A teraz powiem wam coś w tajemnicy. Mardin robi karierę jako perełka regionu. Całkiem duże, bogate miasto, które powoli, ale do przodu rozwija się w turystycznym kierunku. Jednak ja się zawiodłam. Jeśli mnie spytacie, to owszem – wpadnijcie do Mardin na jakieś dwie godzinki. Sam fakt jednak, że siedzę nad tą notką dwie godziny i nie widzę w niej nic ciekawego, świadczy o tym, że nie mam o nim nic specjalnego do powiedzenia. Zdjęcia chyba mówią trochę lepiej niż tekst, choć i tak daleko im do tych cudnych widokówek, na których Mardin jest nieraz przedstawiane (miasto robi największe wrażenie w nocy. No a w nocy aparat bez statywu aparatem nie jest).

Bardziej od Mardin spodobało mi się Midyat. Ale o tym w następnych odcinkach.

Jedziecie do Turcji? Poczytajcie więcej moich postów o tym fascynującym kraju. Wszystkie znajdziecie tutaj.

Print Friendly
The following two tabs change content below.

Agnieszka Ptaszyńska

pisarka podróżnicza
z wykształcenia polonistka, z zamiłowania podróżniczka, wielbicielka włoskiej kawy i dużych psów. Straszna bałaganiara w życiu i na papierze (dysortografka). Promotorka idei odpowiedzialnego podróżowania, którą stara się przekazać na blogu. Zawsze chętnie służy podróżniczą radą. Publikowała na Onecie, w Czasie Kultury i na portalach podróżniczych. A no i napisała przewodnik po Trapani :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>