O tym, że przynudzam

azja odwiedzone miejsca

Ostatnio słyszałam kilka uwag na temat bloga. Tutaj przyjaciółka się upomniała, że dawno nie było nic nowego, tu znowu inny znajomy kąśliwie zauważył, że chyba mi się odechciewa. Do tego te zaległości – powiedzmy to otwarcie: w Armenii byłam jakiś czas temu. Dzielenie się z wami tym, co się u mnie dzieje, z informacją bieżącą niewiele ma wspólnego. A przecież Internet podobno ma być medium błyskawicznym. Podobno ma ma mówić o tym co tu i teraz.

Nie dość, że błyskawicznym, to jeszcze szczerym i odważnym. Blogi powinny kąsać w taki sposób, w jaki żadna gazeta by tego nie opublikowała. Powinny docinać i ukazywać ostrą, i wyraźną osobowość blogera. Powinny mieć to “coś”. Zakochałam się ostatnio w serialu “House of Cards”. Niby przede wszystkim o polityce, ale ja oczywiście mam skrzywienie zawodowe i skupiam się na poruszonej tam kwestii dziennikarstwa XXI wieku. Główna bohaterka ma rację: tutaj trzeba mieć pazur. Tu trzeba tweetnąć coś z polotem!

A ja w tym czasie co robię? Grzecznie opisuję kolejne miejsca. Grzecznie i bez wyrazu. Przeczytałam dzisiaj cały cykl notek z Sycylii.I kurcze były lepsze od tych ostatnich. Zdania jakoś płynniej płynęły, epitety żywiej rozkwitały, a zachwyt i wspomnienia aż kipiały swoją szczerością.

Z czego to wynika? Kochani blogerzy, którzy spędzacie niedzielny wieczór wpatrzeni w pustą ścianę, najdrożsi dziennikarze szukający byle nowinki, żeby tylko mieć jakiś materiał na dziś, szanowni celebryci kombinujący, jaki wymyślić “event”, żeby zagościć na łamach pudelka: u mnie się za dużo dzieje.

Nie nadążam! Chciałabym wam powiedzieć o każdym miejscu, które odwiedziłyśmy. Miałabym ochotę powtórzyć historię wielu ludzi, spotkanych na naszej drodze. Dodałabym coś o regionalnej kuchni i polityce (zaraz wjedziemy do Turcji – tam to dopiero będzie się politycznie działo!). Ale kurcze, nie mam kiedy!

W czasie podróży jesteśmy spięte. Dzień zapełniony jest do ostatniej godziny, a jak nie jest, to padamy ze zmęczenia na twarz. Na prędce między śniadaniem, a porannym zwiedzaniem piszę coś na kolanie. A materiału jest tyle, że z dnia na dzień jestem coraz bardziej w tyle. Weźmy taką Gruzję: byłyśmy w niej dwa tygodnie i powstało na jej temat 12 artykułów. Spora ich część jest sponsorowana, wobec czego powstać musiały (bez obaw: zawsze byłam szczera. Jak coś mi się nie podobało, to wprost o tym napisałam, ewentualnie przemilczałam. Sponsorzy to zresztą też temat na osobny tekst, który kiedyś w końcu popełnię).

No i po prostu nie ma jak pisać. A jak jest, to nie ma siły i weny. I czasu na myślenie. A już w ogóle na myślenie twórcze i oryginalne. Notki z Sycylii czy ze Stanów pisałam już po powrocie. Przy kawie, biurku i z odstępem czasowym, który mi pozwolił spojrzeć na wszystko piętnaście razy i zaplanować jako taki szablon notek.

Tak że wiecie co? Spróbuję się poprawić. W podróży co prawda ciągle jestem, ale już się ona uspokoiła. Mam więcej czasu, więcej przestrzeni i mniej muszę pić (bo kontakty towarzyskie przeszkadzają w pisaniu podróżniczym bardzo! Jak tu siąść przed komputerem, skoro można iść na piwo z ludźmi, którzy dostarczą ci materiału na pięć kolejnych tekstów, a przy okazji będziesz się z nimi świetnie bawić?).

Tak więc dosyć z tym odwalaniem roboty i pisaniem bezosobowych tekstów z pięcioma informacjami przewodnikowymi na krzyż. Do diaska, przecież my jeździmy stopem po Bliskim Wschodzie! Przecież przez pierwszy tydzień podróży wydałam 100 (słownie STO) złotych, a byłam wyspana i najedzona jak nigdy. Przecież to jest historia do opowiedzenia! Przecież jest rewelacyjnie, a przygód jest co niemiara. One zasługują na jakąś oprawę.

To miała być notka o Erewaniu. Była publiczną spowiedzią. Może i notki przewodnikowe się nieźle wyszukują. Zdecydowanie warto mieć na blogu garść pomocnych informacji, z których inni skorzystają i dostaną jakieś konkretne wskazówki. I one tu będą – obiecuję. Następna notka już na pewno o Erewaniu będzie. Ale kurcze ostatecznie dużo bardziej od dostarczenia wam top 5 regionu, zależy mi na czytelnikach stałych. I na stylu. Stylu własnym-dowolnym. Amen.

Print Friendly
The following two tabs change content below.

Agnieszka Ptaszyńska

pisarka podróżnicza
z wykształcenia polonistka, z zamiłowania podróżniczka, wielbicielka włoskiej kawy i dużych psów. Straszna bałaganiara w życiu i na papierze (dysortografka). Promotorka idei odpowiedzialnego podróżowania, którą stara się przekazać na blogu. Zawsze chętnie służy podróżniczą radą. Publikowała na Onecie, w Czasie Kultury i na portalach podróżniczych. A no i napisała przewodnik po Trapani :)

4 przemyślenia na temat “O tym, że przynudzam”

  1. Arya pisze:

    Cudowny blog! I pozazdrościć trybu życia. Takie podróże po świecie jak narazie pozostają u mnie jedynie w formie marzeń. Dodałam się do lajków, będę z blogiem na bieżąco :) Pozdrawiam!!

  2. ~Pola pisze:

    Hmm… tak sobię myślę, że podróżowanie z prowadzeniem bloga na bieżąco musi się wykluczać, ale piszesz albo poznajesz świat. Też nie potrafię tego połączyć ;) My poczekamy chwilę, ciesz się podróżą!

    1. ~Zależna pisze:

      Tylko że ja przez najbliższe kilka miesięcy nie planuję wracać…

      1. ~Pola pisze:

        Tym lepiej dla Ciebie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>