kilka uwag o Kachetii

P1019143

Powoli dobiega końca nasz pobyt w Gruzji. W planie wycieczki została nam Kachetia, a stamtąd przez Tbilisi szybki skok do Armenii. Z jednej strony smutno, z drugiej chce się gnać dalej.

Z czym się kojarzy Kachetia? Z winem i gościnnością. Właściwie cała Gruzja z nich słynie, ale to właśnie w Kachetii ma się mieścić centrum tych lokalnych specjałów. Oprócz tego Kachetia zasługuje na uwagę dzięki swej średniowiecznej spuściźnie – twierdzom, odnowionym wioseczkom i przede wszystkim okazałym monastyrom, z którymi wiąże się niejedna historia.

Odniosłam wrażenie, że Kachetia po prostu zdecydowała się być miejscem turystycznym. Ot tak, z dnia na dzień kachetiańczycy stwierdzili: hej, zaróbmy trochę!

Postawili pensjonaty i restauracje. Odnowili miasteczka Signagi i Telavi. Postawili dziesiątki brązowych tablic, prowadzących do coraz to okazalszych cerkwi. Wreszcie przekształcili swoje przydomowe winnice w okazałe przybytki, których nie powstydziło by się samo Bordoux. Obecnie cały rejon (wraz ze swoimi ulotkami i porządnymi mapami, które informacje turystyczne oferują za free) aż krzyczy: Jesteśmy skrojeni na miarę Europy! Przyjedź i zakosztuj drugiej Toskanii! I może to właśnie było dla mnie i dla Pauli problemem. Po dwóch tygodniach w Gruzji zdążyłyśmy się już odzwyczaić od myślenia zachodniego. Nie w głowie nam było przesiadywanie w “cywilizowanych” restauracjach i kolekcjonowanie pamiątek. Zapomniałyśmy już, co to znaczy być turystą.

No tak. Kiedy byłam w Kachetii, byłam nią zawiedziona. Szukałam cudnych widoków (pamiętajmy, że kilka dni temu byłam w Kazbegi, które wysoko podniosło poprzeczkę) i uroczych domków. Zamiast tego dostałam… taką sobie wiochę. W sumie niewiele różniącą się od naszych polskich nizin. Ale wiecie, teraz jak myślę o Kachetii na trzeźwo, to stwierdzam, że mój brak zachwytu jest tylko i wyłącznie moją winą. To nie Kachetia zawaliła. To ja się do niej nie przygotowałam. Wschodnia Gruzja to jedno z tych miejsc, które trzeba zwiedzać tematycznie. Mam na to trzy pomysły:

1) turystyka kulturowa nastawiona na średniowieczne cerkwie

Jest ich od licha i trochę. Klasztor Bodbe, monastyr Nekresi, katedra Alaverdi. No i oczywiście sam Davit Gareja, o którym była poprzednia notka. Same przez jeden dzień odwiedziłyśmy cztery takie miejsca. Z drogi głównej po prostu się skręca za brązowymi strzałkami które poprowadzą was gdzieś na wzgórze czy do lasu. Czasem się trafi przyjazny mnich, który z zaangażowaniem i przejęciem pokaże wam ukryte kapliczki i opowie legendy o świętych z mieszczących się tu ikon. A gruzińscy mnisi (niestety w przeciwieństwie do mniszek) to najcudowniejsi ludzie na świecie. Gdy przymierająca głodem podeszłam do jednego z nich z pytaniem czy mogłabym kupić trochę chleba, zostałam obdarowana dwoma pokaźnymi bochenkami i wielkim kawałem świeżego sera. W ramach tej wycieczki przede wszystkim polecam Gremi, będące niegdyś stolicą Kachetii. Zobaczycie tu średniowieczne łaźnie i świetnie zachowaną na wzgórzu cytadelę. Ale zaklinam! Przygotujcie się do tej podróży! Miejcie lepsze zaplecze historyczne niż ja miałam.

2) turystyka winna nastawiona – naturalnie – na wino

No troszkę na nie nastawione byłyśmy. Pamiętacie artykuł o Małych Karpatach? Albo chociaż o winnicach stanu Oregon? Można powiedzieć, że powoli robię się fanką turystyki winnej. Jeszcze w tym roku wybieram się na Sycylię i tam zamierzam kontynuować zwiedzanie winiarni W tym tempie i z moją dbałością o detale, może za sześćdziesiąt lat poznam się na dobrym bukiecie winnym. O zwiedzanej przeze mnie winnicy i specyfice gruzińskiego wina będzie w kolejnej notce.

3) turystyka krajoznawcza i zagubienie się w parku Vashiovani

Niewiele wam na ten temat powiem, bo my niestety się tam nie zagubiłyśmy. Spotkałyśmy za to kilka osób, które tam jechały i uważały to miejsce za absolutny MUST SEE. Zainteresowanych odsyłam na bloga poznanej w Kazbegi Uli. Lada dzień można się spodziewać osobnej notki na ten temat: przekornie.blogspot.com

Nocleg:

Znakomitą bazą noclegową jest Signagi. Położone na wzgórzu prześliczne miasteczko, które zdążyło się zapełnić knajpkami i hotelami, a przez to jest tam przyjemny, wypoczynkowy klimat. Przy dobrej pogodzie rozciąga się stąd cudowny widok na Kaukaz. My zostałyśmy ugoszczone w Maia Guesthouse. Właściciele mają do dyspozycji trzy budynki: hostel dla backpackerów, przyjemny pensjonat dla wycieczkowiczów i osobne mieszkanie dla tych, którzy chcieliby pobyć w Signagi trochę dłużej. A na pewno da tu się przyjemnie pobyć.

Jedziecie do Gruzji? Tutaj poczytacie o niej więcej. A jeśli szukacie tanich noclegów, to na tej stronie znajdziecie najlepsze oferty.

Print Friendly
The following two tabs change content below.

Agnieszka Ptaszyńska

pisarka podróżnicza
z wykształcenia polonistka, z zamiłowania podróżniczka, wielbicielka włoskiej kawy i dużych psów. Straszna bałaganiara w życiu i na papierze (dysortografka). Promotorka idei odpowiedzialnego podróżowania, którą stara się przekazać na blogu. Zawsze chętnie służy podróżniczą radą. Publikowała na Onecie, w Czasie Kultury i na portalach podróżniczych. A no i napisała przewodnik po Trapani :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>