obowiązkowe Kazbegi, nieobowiązkowa pogoda

P1018566

Nikt się chyba nie będzie dziwił, że w Gruzji wybrałyśmy się do Kazbegi. Przy Tbilisi i Batumi to być może najczęściej odwiedzane przez polskich turystów miejsce. Znajdująca się nad miasteczkiem cerkiew świętej trójcy (Cminda Sameba) to gruzińska Wieża Eiffle’a, rozpoznawana przez wszystkich, którzy choć przez moment zainteresowali się Zakaukaziem.

Jeśli tylko wybieracie się do Kazbegi (oficjalna nazwa miasteczka to Stepancminda) to niemal na pewno przejedziecie najpierw Gruzińską Drogą Wojenną, prowadzącą z Tbilisi do granicy rosyjskiej. My miałyśmy szczęście. Już w Mcchecie złapałyśmy na stopa trzech uroczych dżentelmenów, którzy zawieźli nas na miejsce, a po drodze zatrzymywali się we wszystkich ważniejszych miejscach, wliczając w to restaurację, w której jadłam swoje pierwsze chinkali i piłam pierwszą chachę. W wesołych humorach jechaliśmy dalej, zwiedzając piękną twierdzę Ananuri i punk widokowy będący wariacką sowiecką budowlą.

W Gruzji w górach byłyśmy w dwóch miejscach. Cały czas je do siebie porównuję: co jest lepsze, Swanetia czy Kazbegi?

Droga dojazdowa: zdecydowanie ta do Kazbegi. Przejeżdżając tamtędy czułam się, jak w raju. Do Mestii jedzie się wąskim, zalesionym kanionem ze skałami o stromych zboczach. Kazbegi to z kolei rozległe łąki i pastwiska z intensywnie dominującą zielenią.

Same miejscowości: Mestia czy Stepancminda? Zdecydowanie Mestia! Zdziwiło mnie jakie to słynne Kazbegi jest paskudne! Dwudziestowieczne paskudne budynki odznaczające się intensywnym rosyjskim wpływem na tle przepięknych, kąpiących się w chmurach gór pasowały do siebie jak wół do karety. Po Mestii spodziewałam się rozwiniętej bazy turystycznej, której nie powstydziłoby się żadne europejskie państwo. Zastałam małe ohydztwo z którego po prostu trzeba było uciec. Oby jak najszybciej w góry!

Muszę się do tego przyznać: spędziłam w Kazbegi dwa dni i mimo wybrania się na punkt widokowy pod lodowcem, Kazbeku nie widziałam. Chmury znajdowały się ledwie co nad naszymi głowami, a potem i lekka mżawka Ciężko mi to było zaakceptować. Kazbek miał być takim mitycznym punktem do odznaczenia – nawet jeśli nie jako zdobyty, to chociaż jako widziany. Wybiegając w przód zdradzę, że klątwa pięciotysięczników trwała i w czasie naszego pobytu w Armenii Ararat również pozostał niewidoczny. No jak pech, to pech.

Dojazd:

jak zwykle autostop ;)

Nocleg:

Zatrzymałyśmy się w jednym z najpopularniejszych wśród tutejszych backpackerów miejsc – w Nazi’s Guesthouse. Przyzwoite warunki, dobre jedzenie i przede wszystkim wesoła atmosfera wynikająca ze wspólnego biesiadowania w ogólnie dostępnej kuchni. Polecam!

Jedziecie do Gruzji? Tutaj poczytacie o niej więcej. A jeśli szukacie tanich noclegów, to na tej stronie znajdziecie najlepsze oferty.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Print Friendly
The following two tabs change content below.

Agnieszka Ptaszyńska

pisarka podróżnicza
z wykształcenia polonistka, z zamiłowania podróżniczka, wielbicielka włoskiej kawy i dużych psów. Straszna bałaganiara w życiu i na papierze (dysortografka). Promotorka idei odpowiedzialnego podróżowania, którą stara się przekazać na blogu. Zawsze chętnie służy podróżniczą radą. Publikowała na Onecie, w Czasie Kultury i na portalach podróżniczych. A no i napisała przewodnik po Trapani :)

2 przemyślenia na temat “obowiązkowe Kazbegi, nieobowiązkowa pogoda”

  1. net. pisze:

    Nisko osadzone chmury potrafią także dodać górom uroku, tajemniczości ;)

  2. Ładny blog. Gratuluję! Gruzja jest moją pasją. Jeżdżę tam od lat, prowadzę bloga poświęconego Gruzji. Zapraszam do lektury: http://gruzja-turystyka.blogspot.com/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>