Sardynska Barcelonetta – Alghero

P1017524

Gdy wybierasz się na Sardynię i zaczynasz przeglądać przewodniki, Alghero jest z pewnością miejscem, przy którym postawisz wykrzyknik. Wymieniane jest w ścisłym Top 10 wyspy. Miałam szczęście. Będąc w nim poza sezonem zastałam Alghero… nie wymarłe, ale też nie zapchane ludźmi. Akurat na połażenie, zjedzenie loda i wypicie espresso.

Gdy opowiadam znajomym o okolicach Alghero, pierwszą ciekawostą jaką sprzedaję, jest fakt, że ludzie tu mówią po katalońsku. Jest to rezultat hiszpańskiej kolonizacji, która miała miejsce w XIV wieku. W rezultacie w przeciwieństwie do języka sardyńskiego, który przy włoskim, dominuje w większej części wyspy, tutaj hiszpańskojęzyczni turyści nie powinni mieć problemów z komunikacją.

Kolonizacja odbiła się też na architekturze. Alghero jest bodajże najbardziej hiszpańskim włoskim miastem, przez co nazywane jest niekiedy Barcelonettą – małą Barceloną. Faktycznie, stara część miasta aż kipi swoją hiszpańskością: te kościoły, pałace, place – wszystko położone w świetnie zachowanych średniowiecznych murach miasta. Jego baszty wpadają do samego morza, a dodatkowego uroku dodaje port, który sprawia, że miasto mimo swojego turystycznego charakteru, nadal pozostaje miejscowością rybacką.

W Alghero spędziłam kilka godzin, które były poświęcone na niespieszny spacer starymi ulicami. Weszłam do kilku kościołów, popatrzyłam z zachwytem na kilka pałacy, aż w końcu przespacerowałam się po miejskich, wpadających do morza, murach.

Trudno powiedzieć, co polecam przede wszystkim. Alghero jest swego rodzaju całością, w której jeden kościół ma rację bytu tylko dlatego, że graniczy z podobną kamienicą i kolejnym kościołem. Wszystko w stylu katalońskiego gotyku wśród którego po prostu chce się błądzić, korzystając z włosko-hiszpańsko-sardyńskiego (a może raczej w odwrotnej kolejności) życia ulicy.

Cały czas mówimy o miejscowości mniejszej od Cagliari, a większej od Castelsordo. Jesteśmy gdzieś pośrodku. Alghero z położoną w jego pobliżu Jaskinią Neptuna (nie udało mi się do niej dotrzeć z powodu zbyt wysokich fal) jest z pewnością dobrym pomysłem na jednodniową wycieczkę. W kilku źródłach czytałam, że nadmorska droga z Alghero do Bosej jest istną perełką. Nie wiem, nie byłam, ale wierzę i żałuję.

CHCESZ ZABRAĆ TEKSTY O SARDYNII ZE SOBĄ NA WYCIECZKĘ? Kup mojego ebooka: Sardynia w tydzień. Kilka notatek i porad z podróży po wyspie. Tylko 5 zł!
Print Friendly
The following two tabs change content below.

Agnieszka Ptaszyńska

pisarka podróżnicza
z wykształcenia polonistka, z zamiłowania podróżniczka, wielbicielka włoskiej kawy i dużych psów. Straszna bałaganiara w życiu i na papierze (dysortografka). Promotorka idei odpowiedzialnego podróżowania, którą stara się przekazać na blogu. Zawsze chętnie służy podróżniczą radą. Publikowała na Onecie, w Czasie Kultury i na portalach podróżniczych. A no i napisała przewodnik po Trapani :)

3 przemyślenia na temat “Sardynska Barcelonetta – Alghero”

  1. ~zabytkowy pisze:

    Zajrzałem tu po pewnej przerwie – ostatnio na tapecie była Słowacja. A tu widzę kolejna podróż i kolejna ciekawa fotorelacja. Blog się rozwija, tak trzymać! A miłośnikom dawnych rezydencji, zamków i pałaców w nowej odsłonie tradycyjnie polecam http://www.insygnus.pl

    1. ~Zalezna pisze:

      A za chwile bedzie o Gruzji. Juz w niej jestem ;)

  2. ~Paweł pisze:

    Super wpis :) właśnie planuje wyjazd w tamte regiony i z ciekawścią przeczytałem o tym miejscu z Twojego bloga :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>