Trani – nasze włoskie odkrycie

Trani

Gdybym zaczęła opowiadać o tym, ile razy byłam we Włoszech, ludzie z pewnością wzięliby mnie za zagorzałą wielbicielkę pięknej Italii. No faktycznie: jeszcze jako dziecko byłam na włoskich koloniach, na wycieczce objazdowej po najważniejszych miejscach, kilkukrotnie na nartach we włoskich Alpach. Potem, już na studiach, z plecakiem zjechałam Lacjum i Toskanię, spędziłam długi weekend w Cinque Terre, romantyczny inny weekend w Wenecji, a w końcu chodziłam po górach w okolicach Livigno, spędziłam dwa dni w Mediolanie, a w ciągu ostatniego miesiąca byłam na Sycylii i Sardynii. Innymi słowy, w ciągu ostatniego roku Włochy odwiedziłam 4 razy, a w przeciągu dwóch lat byłam tam siedmiokrotnie.

Wychodzi na to, że mam fioła. Że jestem włoską entuzjastką, że jest to mój ulubiony kraj i prawdopodobnie fantastycznie władam włoskim językiem.

To nie do końca tak.

Wiele z moich wyjazdów do Włoch jest podyktowanych czynnikami zewnętrznymi: rodzina postanowiła tam jechać, to ulubiony kraj przyjaciółki, i – to chyba przede wszystkim – Ryanair obsiał włoskie ziemie bardzo gęstą siecią fantastycznie tanich połączeń, przez co wypad na kilka dni do Włoch po prostu nie jest tak kosztowny, jak gdzie indziej (ach te cudne przeloty do Bergamo i Bolonii za 39 zł).

Jednak, pomimo tego że fioła na punkcie Włoch nie mam, z wyjazdu na wyjazd muszę przyznać, że ten kraj jest być może najciekawszym krajem Europy.

Gdziekolwiek nie pojechać jest morze. Gdziekolwiek by nie być, są też góry, albo chociaż górki. Dla tych co lubią city break, co chwila jakieś olśniewające miasto. Dla tych, co tak jak ja, preferują klimatyczne mieściny, setki małych, przepięknych miasteczek. Do tego ta, niepotrzebująca już żadnej reklamy, kuchnia, te drobne niuanse ukazujące różnorodność kraju i ta jego zwariowana historia i polityczne zawirowanie Włochów – rewelacja!

Do Trani wróciłam po latach. Przeczytajcie praktyczny program mojej wycieczki po Apulii. Klik!

Jednym z takich miasteczek-perełek z gęstego perłowego sznura Włoch jest Trani. Słyszeliście kiedyś o Trani? No właśnie. Ja też nie. Przed chwilą zajrzałam do przewodnika. On najwyraźniej też nie słyszał. No to usłyszmy w końcu.

Trani leży w Apulii. Jest pięćdziesięciotysięcznym miasteczkiem oddalonym o 50 km od Bari (do Bari mamy tanie loty Ryanaira z Warszawy). Położone nad samym Adriatykiem, swój rozwój zawdzięcza prężnie działającemu w czasach średniowiecznych portowi, który do dziś pozostaje centrum życia miasta i ulubionym miejscem spacerów. Otoczony jest uroczymi knajpkami i wąskimi uliczkami, które aż się proszą by kupić w piekarni kawałek pizzy i usiąść z nią na jakiś kamiennych schodach.

Port w Trani

Z kolei głównym turystycznym miejscem jest plac, na którym z jednej strony wznosi się romańska katedra św. Mikołaja z XI wieku (przepiękna!), z drugiej widać XIII-wieczny fort, a to wszystko nad samym morzem.Wystarczyło usiąść na wpadającym do wody murku i po prostu rozkoszować się otaczającym nas widokiem.

Katedra w Trani /zdj.  F. Scolodi

Malutkie Trani jest idealnym miejscem na kilkugodzinny wypad! Koniecznie dopiszcie sobie do planu swojej apulijskiej wycieczki!

***

A po Trani? A po Trani dalej na północ Włoch. Pożegnałyśmy się z naszymi Włochami, podeszłyśmy do tirów i zaczęłyśmy pytać. Słowak podwiózł nas do granicy ze Słowenią, pierwszy Polak do Wiednia, a drugi do samej Polski. Tym sposobem w 18 godzin znalazłyśmy się na deszczowym Śląsku, skąd już tylko chwila moment dzieliła nas od Krakowa. Tym sposobem zakończyłyśmy naszą stopo-wycieczkę. Odsyłam jeszcze raz do notki podsumowującej i pozostaje mi tylko zaprosić was do dalszego śledzenia bloga. Już w najbliższych dniach będę zamieszczać relacje z zadziwiająco pozytywnie odebranej Słowacji i kolejnej włoskiej wyspy – Sardynii. Oprócz tego opowiem o planach na kolejne miesiące. Będzie się działo ;)

Tradycyjna apulijska pizza na schodach w Trani

P.S. W Trani siadła mi bateria w aparacie.  Jak na złość to samo przytrafiło się smartfonowi. Nie mam więc zbyt dużo zdjęć, więc albo wygooglajcie, albo uwierzcie mi na słowo, albo po prostu pojedźcie.

Print Friendly
The following two tabs change content below.

Agnieszka Ptaszyńska

pisarka podróżnicza
z wykształcenia polonistka, z zamiłowania podróżniczka, wielbicielka włoskiej kawy i dużych psów. Straszna bałaganiara w życiu i na papierze (dysortografka). Promotorka idei odpowiedzialnego podróżowania, którą stara się przekazać na blogu. Zawsze chętnie służy podróżniczą radą. Publikowała na Onecie, w Czasie Kultury i na portalach podróżniczych. A no i napisała przewodnik po Trapani :)

Ostatnie wpisy Agnieszka Ptaszyńska (zobacz wszystkie)

Jedno przemyślenie na temat “Trani – nasze włoskie odkrycie”

  1. ~Adam Pistun pisze:

    Gratuluję dobrego smaku. Trani rzeczywiście warto odwiedzić. Wiem bo byłem tam dwa razy, po raz pierwszy w 1997 r. Najciekawsze jest stare miasto z duomo – jednym z najpiękniejszych zabytków architektury romańsko- apulijskiej wpisane na liste Unesco. Trzy kościoły budowane jeden na drugim !
    Kosmopolityczna ludność. Typy germańskie, semickie i włoskie.Zaskoczenie bo im dalej na południe Wloch to lica bardziej smagłe a tu odmiennie. To dlatego,że zasiedlali je kiedyś kupcy żydowscy i Niemcy.No i jadłem tu najlepsze lody we Włoszech. Wiem co mówię bo kraj ten zwiedzałem 10 razy, zawsze po co najmniej 2 tygodnie/ samochodem po Eurocampach/ W tym roku północna Toskania.
    Trani jest w przewodnikach z uwagi na walory turystyczne i unikalną katedrę. Mała baza hotelowa i brak plaży

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>