No to na Etnę!

P1016119
0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Pin It Share 0 Google+ 0 Email -- 0 Flares ×

Dotarłyśmy pod Etnę – nasz ostatni sycylijski cel. Miałam mocno wbite w główkę: trzeba wejść na tę górę. Trzeba wejść na własnych nogach, stanąć na szczycie, poczuć odór siarki, wspólnie z nią podymić, a jeśli szczęście dopisze, to i zobaczyć trochę lawy wydobywającej się z krateru.

No to na Etnę

Nie licząc Alp, Etna jest najwyższym szczytem we Włoszech. Krajobraz Sycylii jest górzysty, jednak mówimy tu raczej o górkach, niż wysokich górach. Tak więc wysoka na 3345 metrów Etna jest w swoim majestacie zupełnie odosobniona. Wznosi się dumnie nad krajobrazem, a przy dobrych warunkach pogodowych swoim wzrokiem jest w stanie objąć niemal całą wyspę.

Etna jest największą atrakcją Sycylii! Zobaczcie pozostałe top 9! Klik! 

Etnę można zdobyć z dwóch stron: południowej i północnej. My znalazłyśmy się na tej bardziej popularnej trasie – południowej. Większość turystów, czy to letnich czy zimowych (Etna pokryta jest stokami narciarskimi), swoją przygodę z górą rozpoczyna w Nicolosi – w raczej niepozornym miasteczku, które trudno jest nazwać turystycznym centrum.

***Tu pozwolę sobie na drobną uwagę: jeśli wybierasz się na Sycylię, a możesz sobie pozwolić na zwiedzenie tylko części wyspy, postaw na północ. Błądząc po południowych miasteczkach i miastach czy widząc je później z pokładu promu, widziałyśmy przede wszystkim brudne molochy i totalnie industrialne wykorzystanie tych ziem (czy to do celów masowej turystyki czy po prostu olbrzymich hal fabrycznych). Nijak nie przypomina to naszej pięknej wiejskiej północy.***

Typowy krajobraz Południa

W Nicolosi spędziłyśmy zresztą noc. Początkowo planowałyśmy się rozbić jak zwykle na dziko, jednak z powodu wałęsających się stadami dzikich psów i ostrzeżeń policjanta, w końcu postanowiłyśmy po raz pierwszy w czasie tej podróży zapłacić za nocleg – rozbiłyśmy się na polu namiotowym w Nicolosi. Pole paskudne, za to obsługa przemiła. Po dwóch dniach mieszkania tam czułyśmy się przyjęte do rodziny, a w tutejszej restauracji byłyśmy nieustannie częstowane winem, pizzą i kawą. Rachunek ostatecznie też wyszedł niższy, niż powinien.

Wracając na szlak. Z Nicolosi do Etny jest jeszcze kilkanaście kilometrów, nie ma więc mowy o pójściu na piechotę (tzn jest, ale biorąc pod uwagę, że potem czeka Cię jeszcze ponad 1000 metrów w górę, może to być dość wyczerpujące i przy okazji nie za ciekawe – trzeba by iść po ulicy). Z miasteczka można jechać autobusem (bodajże rusza o 9.00, ale to trzeba sprawdzić) lub samochodem – w naszym przypadku oczywiście stopem. Pod Etną…. No! Zakopane to przy tym pestka. Turystyka zakwitła tu na całego. Na parkingu stoi dziesiątki autokarów i setki samochodów. Są kawiarnie, restauracje i mnóstwo sklepów z pamiątkami, które proponują nam wszelkie wyroby z lawy: kolczyki, łańcuszki, kubki, popielniczki, rzeźby czy drobne meble.

Mapka południowego stoku Etny

Z parkingu (1910 m) można na Etnę wjechać kolejką górską (uwaga! Kolejka do kolejki jest na parę godzin), a z górnej stacji (2500 m), a następnie jechać pod krater (2920) specjalnymi busami terenowymi. Taka przyjemność kosztuje 45 euro (kolejka 30 euro, bus 15 euro) i jest wybierana przez niemal 100 proc. Turystów.

„Autobus” na szczyt

Niemal, bo były dwie turystki, które zdecydowały się Etnę “zdobyć”. Nie było to niewykonalne. Autobusy w końcu musiały jakoś na ten szczyt wjeżdżać, była więc wytyczona całkiem niezła droga. A. wybrała właśnie ją. Ja się puściłam po stoku narciarskim, przez co było stromiej, ale w moim przekonaniu ciekawiej. Wejście na szczyt zajęło nam ok. 4-5 godzin, w tym godzinę spędziłyśmy pijąc piwo na górnej stacji. Zejście to kolejne dwie godzinki. Ostatecznie na kemping przybyłyśmy wieczorem. Absolutnie wykończone.

Etna

Słowo o samej Etnie: Jest to prawdopodobnie najbrzydsza góra świata. Najbrzydsza, ale jednocześnie taka, którą trzeba raz w życiu zobaczyć. Nie ma na niej żadnego życia. Stoki pokrywa zastygła lawa i pył wulkaniczny. Zaraz pod nimi… leży śnieg. Całe pokłady śniegu, początkowo kilkadziesiąt centymetrów, w końcu kilka metrów (na szczycie krajobraz zmienił się całkowicie – wchodziłyśmy na czarną brudną górę, a zdobyłyśmy ośnieżone szczyty). Może byłam naiwna, może nieprzygotowana, może po prostu nie pomyślałam, ale naprawdę nie spodziewałam się takich widoków. Niby wiedziałam, że wchodzę na wulkan, ale sądziłam, że będzie to wulkan niewiele różniący się od zwykłej góry (przynajmniej do pewnego momentu). A. porównała Etnę do śmietniska. Coś w tym jest. Trudno nie porównywać pyłu wulkanicznego z pospolitym kurzem. No ale ostatecznie uważam, że warto. Nawet pomimo tego, że nie plumkała.

Wyjaśnienie: plumkanie Etny, oficjalnie nazwane erupcją, nie jest niczym przerażającym. Ma miejsce raz na kilka dni i mogę sobie tylko wyobrażać, jak cudownym widowiskiem musi być. Lawa zazwyczaj wydobywa się tylko tam, gdzie i tak turyści nie mają prawa wstępu. Także, mimo że może to się wydawać dziwne: bardzo żałuję, że nie doświadczyłyśmy małej erupcji wulkanu. Może innym razem.

 

 

 

 

 

 

Chcesz poczytać więcej o Sycylii? Tutaj znajdziesz listę artykułów, które napisałam na jej temat.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Print Friendly
The following two tabs change content below.

Agnieszka Ptaszyńska

pisarka podróżnicza
z wykształcenia polonistka, z zamiłowania podróżniczka, wielbicielka włoskiej kawy i dużych psów. Straszna bałaganiara w życiu i na papierze (dysortografka). Promotorka idei odpowiedzialnego podróżowania, którą stara się przekazać na blogu. Zawsze chętnie służy podróżniczą radą. Publikowała na Onecie, w Czasie Kultury i na portalach podróżniczych. A no i napisała przewodnik po Trapani :)

11 przemyśleń na temat “No to na Etnę!”

  1. ~Sława pisze:

    Brava! Ja się tylko absolutnie nie zgadzam z nazwaniem Etny brzydką górą! Po prostu – tam gdzie wchodziłyśmy była 100% wulkanem, i ma do tego prawo, ale Etna, kochana moja, jest wielka, ogromna, rozległa, i bywają tam przepiękne lasy, cudna roślinność! Wiem, byłam, widziałam, sfotografowałam! Na przykład tutaj – prócz groty, zobacz okolice… Mieszkam w Kampinosie, czułam się niemal jak w domu! Brzozy, pachnąca zieleń…
    A Monti Sartorius, choć roślinności tam prawie wcale nie ma, są po prostu piękne!

    1. ~Sława pisze:

      (chciałam powiedzieć – tam gdzie wchodziłyście…)

  2. Jak dobrze wiedzieć że nie jestem sam wśród tych co weszli a nie wjechali na Etnę :) A co do plumkania jak to fajnie nazwałaś to faktycznie jest niezapomnianym zjawiskiem:)
    Pozdrawiam

  3. ~Lucy pisze:

    Hej, niedlugo wybieramy sie na Sycylie i caly czas zastanawiamy sie nad podejsciem a nie wjechaniem kolejka i busem (to jakies 60€ x2). Zastanawiamy sie czy to dobry pomysl. Chcialabym zapytac – czy podejscie jest bardzo strome i wyczerpujace? Tzn czy dame rade ;) Czy po drodze jest duzo fajnych widokow? (ktore ukoja trud wspinaczki) – jednym slowem czy warto podchodzic. Czy to jednak troche szkoda czasu a widokowo slabo i tez meczaco. Zastanawiamy sie jezscze nad wariantem – podjazd kolejka i podjescie zamiast busa. Co sadzisz o tym?
    dziekuje bardzo i pozdrawiam
    Lucy

    1. Jeśli nie jesteście zapalonymi piechurami, to moim zdaniem nie opłaca się wchodzić. Najlepsza opcja to wycieczka jeepem. Dzięki niej zobaczycie więcej miejsc na Etnie, a i możecie to jeszcze połączyć z zobaczeniem wąwozu Alcantra. A cena podobna jak kolejka.
      Wycieczki np. tutaj: https://www.partner.viator.com/en/17422/Catania-tours/Day-Trips-and-Excursions/d22664-g5

      1. ~Lucy pisze:

        hej, dzieki za link. Hm – my bedziemy jechac z Giardini Naxos,mamy tez samochod.Z tego co widze wycieczka z Viatora jedzie z Catani, a z Taorminy na szczyt kosztuje 90 € ..
        Nie jestesmy jakimis mega piechurami, ale troche chodzimy np. Toskanie glownie obeszlismy wedrowkami wsrod wzgorz i winnic – wzbudzajac oczywiscie totalne zdziwienie tubylcow ;) Tu chodzi bardziej o pryncypia – ze jak mozna wejsc to nie jedziemy kolejka ;) Wchodzilismy tez na Teide na Teneryfie – bylo ciezko ale widoki piekne wiec oplacilo sie. Dlatego chcialam spytac o Ente jak to widokowo wyglada, bo wchodzic po drodze, po ktorej jezdza busy w tumanach kurzu to tez nie wielki highlight.
        dzieki i pozdrawiam
        Lucy

        1. Jeśli macie podejście „wchodzimy” to wchodźcie na piechotę. Wycieczka jeepem ma ten plus, że jedzie w różne miejsca – widzi się las, jasknie, winnicę no i wąwóz Alcantara.

  4. ~Maciej pisze:

    Cześć
    Wybieramy się na Sycylię. Jedną z rzeczy którą chcemy zrobić to wejście na Etnę.Piszesz że do wysokości 2920 można wjechać busem. W związku z tym że bierzemy ze sobą rowery mam pytanie czy jest możliwość wjechania rowerami do górnej stacji kolejki lub dalej na wysokość 2920m . Chodzi mi o to czy niema jakiegoś zakazu np. na pieszo można ale rowerem nie bo nie (tak jak np. do Morskiego Oka). Jak wygląda ta droga. Czy jest tak stromo że raczej będzie trzeba nieść rower na plecach, czy może nie będzie problemu z jazdą.
    Druga sprawa to gdzie tak naprawdę sie wchodzi.Na najwyższy punkt Etny czy gdzieś na krawędź krateru.

    Maciej

    1. Ani tu ani tu się nie wchodzi. Można dojść tylko do pewnego, bezpiecznego miejsca. Dalej z przewodnikiem, choć to oficjalnie – nieoficjalnie ludzie chodzą dalej. Co do roweru – tak, wjedziecie tam, podejście jest strome, ale szerokie – to droga dla jeepów. Czy to jest legalne – tego nie wiem. Dajcie znać, jak się dowiecie!

  5. ~Monika pisze:

    Cześć, czy wiesz może w jakich miesiącach najlepiej zaplanować trekking na Etnę? Czy wczesna wiosna będzie odpowiednim terminem?

    1. ja byłam w kwietniu. Był śnieg, ale droga była przygotowana na wędrówki. Na górze wiało, ale nie przeszkodziło to w piwku na tarasie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Pin It Share 0 Google+ 0 Email -- 0 Flares ×